Lockdown w Niemczech. Co nastąpi po 14 lutego?

Świat
Lockdown w Niemczech. Co nastąpi po 14 lutego?
PAP/EPA/Sean Gallup / POOL
Niemiecki lockdown trwa od listopada, w pierwszej kolejności zamknięto przeze wszystkim branże gastronomiczną

Wielkimi krokami zbliża się kolejne spotkanie na szczycie. Kanclerz Angela Merkel weźmie udział w telekonferencji z premierami wszystkich szesnastu landów, by porozumieć się w sprawie obostrzeń, które w Niemczech obowiązywać będą po 14 lutego. O tym, czego można się spodziewać pisze dla polsatnews.pl Tomasz Lejman, korespondent Polsat News.

Można przypuszczać, że będzie to trudna debata i negocjacje w sprawie najbliższej pandemicznej przyszłości, ponieważ szefowie regionalnych rządów mają różne pomysły na powrót do normalności. Padają głosy, że lockdown powinien zostać przedłużony, że trzeba zrobić wszystko, by utrzymać spadkową tendencję liczby zakażeń oraz tygodniowej liczby zakażeń na 100 tys. mieszkańców.

 

To właśnie ten ostatni parametr jest istotnym wyznacznikiem kolejnych poluźnień, które mogą być wprowadzane. Część premierów landów domaga się też opracowania konkretnego "rozkładu jazdy", tak by zwykli ludzie mieli pojęcie, jak Niemcy wychodzić będą z koronowego kryzysu.

 

Na środowym spotkaniu w urzędzie kanclerskim nie spodziewam się szybkich kompromisów i szybkiej konferencji prasowej, na której przedstawione zostaną rezultaty spotkania. Jak wyglądać może lockdown po 14 lutego?

 

Obostrzenia na granicach i ruch transgraniczny 

 

Nie spodziewam się tu większych zmian. Dotychczasowe obostrzenia raczej pozostaną. Argumentem za jest wciąż rosnący odsetek zakażeń zmutowanym koronawirusem. Wszystko wskazuje na to, że dotychczasowe zasady wykonywania testów przed wjazdem do Niemiec i zasady kwarantanny pozostaną bez zmian.

 

ZOBACZ: Lockdown w Niemczech do połowy września?

 

Spodziewać się można większych kontroli na granicy, szczególnie osób, które będą próbowały na krótko wyjechać do Polski np. na zakupy. Bawarski premier Markus Söder już zapowiedział wzmożone kontrole na granicy, by uniemożliwić spontaniczne podróże Niemców do otwierającej się Austrii, gdzie można wpaść z wizytą do fryzjera.

 

Ponieważ otwiera się również Polska, podobnego szturmu na przygraniczne sklepy i zakłady usługowe można spodziewać się również i u nas. Przypomnę, że przed świętami bożonarodzeniowymi zarówno Berlin, jak i granicząca z naszym krajem Brandenburgia kategorycznie zabroniły spontanicznych wyjazdów do Polski, wysyłając jasny sygnał: pojedziesz – wracasz do domu na dziesięciodniową kwarantannę.

 

ZOBACZ: Merkel chce kolejnych obostrzeń w Niemczech. "Sytuacja wymknęła się spod kontroli"

 

Nic się nie zmieni w kwestii podróży lotniczych z takich krajów jak Portugalia, Irlandia, czy Wielka Brytania. Niemiecki rząd zabronił zabierania na pokład samolotów z tych krajów osób, które nie mają niemieckiego obywatelstwa lub nie są tu rezydentami. Niemożliwy jest również tranzyt z tych krajów przez Niemcy do innych krajów strefy Schengen. Przepis ten obowiązuje do przynajmniej do 17 lutego.

 

Co ze sklepami, teatrami, hotelami?

 

Również tutaj niewiele się zmieni. Głowni gracze sugerują utrzymanie dotychczasowych restrykcji, co oznacza, że większość sklepów pozostanie zamknięta. Nie ma też raczej dobrych wiadomości dla branży gastronomicznej, która już w tej chwili jest na granicy wytrzymałości.

 

Część premierów regionalnych domaga się jednak od niemieckiej kanclerz konkretnego planu, w jakich warunkach możliwe jest stopniowe otwieranie wspomnianych branż, tak by przedsiębiorcy mogli przynajmniej liczyć na perspektywy, bo dziś wiedzą tylko jedno – nie wolno im pracować.

 

ZOBACZ: Lockdown w Holandii przedłużony. Obawa przed brytyjskim wariantem koronawirusa

 

Z głosów, które pojawiają się w rządowych kręgach, możemy usłyszeć bardzo mroczne opinie, że otwarcie szczególnie restauracji i dużych sklepów, będzie możliwe w okolicach świąt wielkanocnych, czyli na początku drugiego kwartału. Alternatywą mogłoby być otwieranie kolejnych branż w regionach, w których liczba tygodniowych zakażeń spadnie grubo poniżej 50 przypadków na 100 tys. mieszkańców.

 

Kanclerz Merkel podczas ostatniej konferencji prasowej zasugerowała, że być może wcześniej trzeba będzie otworzyć zakłady fryzjerskie, tak by dać ludziom siedzącym w domach uczucie, że "może być choć trochę normalnie". Ale czy coś z tego wyjdzie? Czy możliwy byłby w tym przypadku model austriacki, czyli konieczność posiadania u fryzjera negatywnego wyniku testu na korona wirusa, na to pytanie trudno dziś odpowiedzieć.

 

Sporna kwestia szkół? 

 

Oświata to temat budzący wyjątkowo dużo emocji. Za szkoły i przedszkola w Niemczech nie odpowiada rząd federalny, tylko władze landowe. I tu pojawia się problem, bo ile landów, tyle opinii na temat tego, jak wyglądać powinny zajęcia z dziećmi i młodzieżą.

 

ZOBACZ: "Polska zdystansowała Niemcy i Francję". Dworczyk o szczepieniach

 

Kanclerz Merkel nie zgadza się z natychmiastowym otwieraniem placówek oświatowych, domaga się długoterminowej strategii, która pozwoliłabyś na podejmowanie odpowiednich decyzji w zależności od pandemicznych statystyk. Szkoły będą jutro jednym najtrudniejszych tematów i burzliwym punktem negocjacji w Berlinie.

 

Kontakty społeczne

 

Wszystko wskazuje na to, że w tym punkcie nic się nie zmieni. Zasada spotkań z jedną osobą spoza gospodarstwa domowego, noszenie maseczek medycznych (chirurgicznych lub typu FFP2) w sklepach, biurach i środkach komunikacji publicznej, pozostanie bez zmian. 

 

Niemiecki lockdown trwa od listopada, w pierwszej kolejności zamknięto przeze wszystkim branże gastronomiczną, w grudniu, krótko przed światami, zakazano handlu w większości sklepów. Jutrzejsza telekonferencja Angeli Merkel z premierami krajów związkowych rusza jutro o 14:00.

Tomasz Lejman
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie