USA. Ściągali ciężarne kobiety z niewielkich wysp. Ich dzieci sprzedawali bogaczom

Świat
USA. Ściągali ciężarne kobiety z niewielkich wysp. Ich dzieci sprzedawali bogaczom
pixabay/TanteTati
Mężczyzna nielegalnie sprzedawał dzieci biednych ludzi bogatym rodzinom

Wyszukiwali ubogie kobiety w ciąży z Wysp Marshalla, oferowali pieniądze i roztaczali wizję lepszego życia w USA. Tam umieszczali je w kryjówkach, gdzie oczekiwały na poród. Odbierano im paszporty, aby nie mogły uciec, a nowo narodzone dzieci sprzedawali bogatym rodzinom. Uprawiany przez przestępców proceder trwał od wielu lat. Teraz za swoje czyny odpowiedzą przed sądami w kilku stanach.

W styczniu ruszy proces urzędnika państwowego z Arizony, który przez lata wraz ze współpracownikami przemycał ciężarne kobiety z Wysp Marshalla na Oceanie Spokojnym do USA, a następnie sprzedawał ich dzieci do bogatych amerykańskich rodzin. Mężczyzna pierwszy wyrok usłyszał w grudniu, ale - jak donosi "The Guardian" - nie jest to jeszcze koniec sprawy.

 

74 miesiące więzienia i 100 tysięcy dolarów grzywny oraz nakaz wypłacenia odszkodowań dla ofiar w wysokości 680 tysięcy dolarów. Taki werdykt w sądzie okręgowym usłyszał na początku grudnia 46-letni Paul Petersen. W styczniu za swoje przestępstwa odpowie także przed sądem w Utah i Arizonie.

 

ZOBACZ: Dania. Mężczyzna z długim penisem bohaterem bajki dla dzieci. Rodzice oburzeni

 

Prokuratura uważa, że co najmniej 70 dzieci padło ofiarą przestępczego "przedsiębiorstwa" założonego przez byłego urzędnika państwowego z Arizony. Mężczyzna prowadził "agencję adopcyjną" celującą w biedne i ciężarne kobiety z Wysp Marshalla. Wabił je ofertami w wysokości 10 tysięcy dolarów i obietnicą nowego życia w Ameryce, a następnie sprzedawał ich nowo narodzone dzieci bogatym rodzinom.

 

Finansował dzięki temu swój wystawny styl życia obejmujący luksusowe samochody, dom na zamkniętym osiedlu w Arizonie oraz nieruchomości wakacyjne.

 

Poszukiwanie biednych i bezdomnych

 

Na Wyspy Marshalla Petersen trafił ponad 20 lat temu. Po dwóch latach pracy na rzecz jednego z mormońskich kościołów zdołał nauczyć się lokalnego języka oraz dobrze poznał tamtejszą kulturę, a także trawiące kraj problemy. Nawiązał również kontakty w stolicy kraju, Majuro. 

 

Gdy wrócił do Stanów Zjednoczonychm, postanowił założyć agencję adopcyjną. Miał zamiar wykorzystać nawiązane znajomości i "umowę o wolnym stowarzyszeniu" z 1983 roku, dzięki której obywatele Wysp Marshalla mogą swobodnie podróżować do USA.

 

Richard Hickson, prokurator generalny z wysp Marshalla powiedział, że Petersen "zostawił za sobą zniszczenie". - W Stanach Zjednoczonych jest cała masa kobiet i dzieci z Wysp Marshalla, które są bezpaństwowcami. Petersen polował na wrażliwe ciężarne kobiety z Wysp, które znajdowały się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Czynił to dla własnego zysku - stwierdził Hickson.

 

Po 40 tysięcy dolarów za adopcję

 

"The Guardian" przytacza fragmenty pozwu, z których wynika, że bezdzietne pary gotowe były zapłacić Petersenowi do 40 tysięcy dolarów za "ułatwienie" adopcji dzieci urodzonych przez biedne kobiety z Wysp Marshalla. Z zeznań złożonych przez Lynwood Jennet, współpracowniczkę Petersena, dowiadujemy się, że przestępcy celowali w ubogie kobiety z niskim wykształceniem, z których część pracowała jako prostytutki.

 

Jennet zdobywała ich przyjaźń i oferowała pomoc oraz pieniądze. Zajmowała się także organizacją ich fałszywych dokumentów tożsamości i paszportów, a następnie podróżowała wraz z nimi do USA. Tam ciężarne umieszczane były w kryjówkach w Arizonie, Utah i Arkansas, gdzie oczekiwały na poród. W domach tych często brakowało miejsca, a przyszłe matki musiały spać na podłodze. Na miejscu odbierano im paszporty, aby nie mogły uciec. 

 

ZOBACZ: Japonia. Rząd dofinansuje sztuczną inteligencję, by rodziło się więcej dzieci

 

Następnie zapisywano je do Medicaid, aby system opieki zdrowotnej mógł pokryć koszty ich porodu w szpitalu. Po wszystkim otrzymywały od przestępców bilety powrotne na Wyspy Marshalla i od 7 do 11 tysięcy dolarów. Niewiele z nich zdecydowało się wrócić do rodzimego kraju. 

 

W toku śledztwa ustalono, że rodzice adopcyjni nie byli świadomi nielegalności działań Petersena. Władze USA nie mają zamiaru cofnąć procesu adopcji i nie odbiorą im przysposobionych pociech.

 

"Plan szybkiego wzbogacenia"

 

Mężczyzna przyznał się do winy. - Każdej matce, która czuła się wprowadzona w błąd, zlekceważona lub nawet zmuszona, mówię:  przepraszam. Próbowałem stworzyć szczęśliwe rodziny, a tym samym zrujnowałem swoją własną - tłumaczył się przed sądem były urzędnik.

 

Prawnik Petersena Kurt M. Altman powiedział Guardianowi, że "nikt nie był źle traktowany. Takie było stanowisko pana Petersena przez cały czas i znajduje to potwierdzenie w dowodach.".

 

 

Sędzia Timothy Brooks nie uwierzył w dobre intencje skazanego. To był "plan szybkiego wzbogacenia się ... ukryty za błyszczącą okładką akcji humanitarnej", powiedział - Przekształcił to, co powinno być radosnym czasem dla wszystkich, w przedsięwzięcie zajmujące się sprzedażą dzieci. Nie sprzedajemy dzieci. Taka jest polityka publiczna Stanów Zjednoczonych Ameryki - stwierdził w uzasadnieniu.

 

ZOBACZ: Siedmioro noworodków urodziło się martwych. Zabrakło lekarzy, nie miał kto operować

 

Również David Clay Fowlkes, prokuratora amerykańskiego z zachodnim okręgu Arkansas, uważa, że w nielegalnych działaniach Petersena nie było żadnego altruistycznego elementu. To "nic więcej niż wyrafinowany plan, który ma nie tylko wykorzystać społeczność Wysp Marshalla, ale także oszukać potencjalnych rodziców adopcyjnych na duże sumy pieniędzy".

 

Wyjechała i nie wróciła

 

Kyhon to mieszkaniec Wysp Marshalla, którego żona zniknęła z dnia na dzień. Obecnie stołuje się w meczecie karmiącym głodnych. Dom, w którym mieszka ma jedynie jeden pokój z betonową podłogą, która oświetlana jest pojedynczą żarówką. Nie ma tutaj ciepłej wody, ani zbyt wielu dostatków. Mimo to, gdy jego żona cztery lata temu oznajmiła mu, że zostanie ojcem po raz drugi nie krył swojej radości. Marzył o dziewczynce.

 

Kobieta zniknęła, gdy wyjechał na trzy dni do pracy przy budowie falochronu na pobliskiej wyspie Kumit. "Wyjechała do Ameryki", usłyszał od rodziny. - Otrzymała paszport i wyjechała. Wściekłem się, wpadłem w depresję, ale nic nie mogłem zrobić - nie kryje żalu mężczyzna. 

 

Początkowo przesyłała pieniądze i komunikowała się z nim od czasu do czasu. Później kontakt ustał, a w ostatniej wiadomości usłyszał od niej, że nigdy nie wróci.

 

-  Chciała pieniędzy. Wyjechała ponieważ zaoferowali jej pieniądze. Ale oni nie myślą o tym, kto został. Dlaczego mieliby to robić rodzinom? Dlaczego mieliby chcieć zabrać moją żonę i dziecko? - pyta Kyhona.

 

-  Przez lata Stany Zjednoczone zrzucały bomby atomowe na nasze podwórko - mówi zorientowany w sprawie reporter z Majuro - Ale to jest jak bomba wybuchająca w twoim domu. W Twojej rodzinie. Niszczy wszystko.

rsr/ml/ The Guardian
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie