Budowlaniec znika z zaliczkami za domy

Polska
Budowlaniec znika z zaliczkami za domy
Polsat News
Wszyscy poszkodowani byli znajomymi budowlańca

- Są kolejni poszkodowani, składane są kolejne zeznania, a on nadal chodzi na wolności. Widocznie można legalnie okradać ludzi – mówi Piotr Walewski, jeden z kilkunastu poszkodowanych przez budowlańca w woj. kujawsko-pomorskim. Mężczyzna rozpoczyna budowy domów i znika z kilkudziesięcioma tysiącami złotych zaliczki za kolejny etap prac. Materiał programu "Interwencja".

Po raz pierwszy z panem Piotrem i jego żoną "Interwencja" rozmawiała w czerwcu tego roku. Przeprowadzka do własnego domu w miejscowości Rojewo w województwie kujawsko-pomorskim miała być zwieńczeniem marzeń państwa Walewskich.

 

Pan Piotr obiecał żonie, że pierwsze urodziny syna będą obchodzić już nowym domu. Dziś syn ma już 2 lata. Budowa domu została zlecona firmie kolegi pana Piotra. Wydawało się to rozwiązanie idealne. Małżonkowie wzięli kredyt w banku i prace ruszyły. 

 

Pozytywne opinie 

 

- Czytałem opinie o Piotrze i były tak naprawdę same pozytywne. Rozmowa z Mateuszem też układała się pięknie. Zgodnie z umową umówiliśmy się na 230 tys. zł i miał być postawiony stan surowy zamknięty. Koniec prac został wyznaczony na wrzesień 2019 roku – opowiadał pan Piotr.

 

ZOBACZ: Oszustwa "na kucharza". Policjanci szukają pokrzywdzonych

 

Dodaje, że "fundamenty miały być w marcu, stały później". - Ale przyjeżdżam po jakimś czasie, fundamenty stoją, ale nie widzę palet z pustakami, coś się dzieje – wspominała Dorota Walewska, matka pana Piotra.

 

Coraz trudniejszy kontakt

 

Do zakończenia budowy domu było jeszcze bardzo daleko. Kontakt z Mateuszem A., z  którym małżeństwo podpisało umowę na budowę domu, stawał się coraz trudniejszy. Budowa stanęła. Małżonkowie zmuszeni byli ponosić dodatkowe koszty, żeby cokolwiek działo się na budowie domu.

 

Reporter: Z 230 tys. zł zrobiło się ile? I dalej nie możecie wchodzić do domu?

 

Pan Piotr: Będziemy walczyli w sądzie o 132 tys. zł.

 

Reporter: Czyli powyżej 130 tys. zł przekroczyła niedokończona budowa…

 

Pan Piotr: Dokładnie.

 

- Ta sytuacja już jest zamknięta w tym momencie, dziękuje bardzo. Nie jestem winien żadnych pieniędzy – przekazał Mateusz A. Na dłuższą rozmowę przed kamerą nie wyraził zgody.

 

Znajomi fachowca 

 

Pół roku później wracamy do tej sprawy. Do pana Piotra zaczęły zgłaszać się kolejne osoby, które czują się oszukane przez tego samego człowieka. Wszyscy byli znajomymi Mateusza U. I to uśpiło ich czujność. 

 

- Remont miał być generalny, wszystko miało być od podstaw. Przyszedł, ocenił to, dosyć profesjonalnie patrzył. Wydawało się, że wszystko jest w porządku, szczególnie że to znajomy męża, więc nie miałam podejrzeń. Dostał zaliczkę za prace i dostał zaliczkę za materiały, bo miał kupować. W sumie to było 9 tys. zł. Jego pracownik powiedział mi: "pani mu więcej nie płaci, bo on wam tego remontu nie skończy" - opowiada poszkodowana Anna Tuszyńska.

 

WIDEO: Budowlaniec znika z zaliczkami za domy - materiał programu "Interwencja"

  

 

- Miał wybudować dom. Spisał umowę, podpisaliśmy ją, wpłaciliśmy pierwszą zaliczkę w maju, 120 tys. zł. Fundamenty wylane i później w październiku wziął drugą zaliczkę 80 tys. zł na dach, bo mówił, że zanim dach przyjdzie, to on już postawi mury. Wziął tę zaliczkę, a później już nas denerwowało, że nic tam nie ma: ani murów, ani nic, a gdzie tu o dachu mówić. Wykonał prace na 80 tys. zł, bo oczywiście wzięliśmy rzeczoznawcę, żeby stwierdził, za ile tam jest zrobione. Czyli 130 tys. zł jest nam winny – mówi pani Honorata, kolejna poszkodowana.

 

Usłyszał zarzuty i... wyszedł 

 

W obydwu przypadkach skończyło się tak samo. Prace, które z godnie z podpisanymi umowami miał wykonać Mateusz A., nie zostały dokończone. Remont mieszkania pani Anny kończyła inna firma. Dom pani Honoraty dalej jest niedokończony. Kobiety, podobnie jak pan Piotr, zgłosiły sprawę do prokuratury.

 

- Dostaliśmy nawet kiedyś pismo z prokuratury z informacją, ile to jeszcze oprócz nas jest poszkodowanych. A kwota rośnie, ogólnie tam jest już ponad 2,5 mln zł – twierdzi Piotr Walewski. We wrześniu tego roku Mateusz A. został zatrzymany przez policję i doprowadzony do prokuratury. Prokurator postawił  mu zarzuty i puścił wolno. To oburzyło poszkodowanych.

 

ZOBACZ: Katowice. Przebrał się za księdza i okradł plebanię

 

- Oprócz dozoru policji jest stosowane również poręczenie majątkowe w kwocie 10 tys. złotych oraz zakaz opuszczania kraju - informuje Robert Szelągowski z Prokuratury Rejonowej w Inowrocławiu.

 

Reporter: Panie prokuratorze, 10 tys. zł? Tylko? To są dla tego pana drobne pieniądze w stosunku do tego, na ile oszukał innych ludzi.

 

Prokurator: Nasza ocena jest inna. W tym momencie uznajemy, że to środek zapobiegawczy wystarczający na tym etapie postępowania.

laf/ Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie