Protesty w Serbii i starcia z policją. Chodzi o ograniczenia zw. z koronawirusem

Świat
Protesty w Serbii i starcia z policją. Chodzi o ograniczenia zw. z koronawirusem
PAP/EPA/ANDREJ CUKIC
Protestujący rzucali m.in. kamieniami i podpalali race

Policja zastosowała gaz łzawiący wobec protestujących w środę przeciwników decyzji prezydenta Aleksandara Vuczicia o przywróceniu godziny policyjnej i planowi powrotu do sytemu ograniczeń związanych z epidemią koronawirusa.

Środa była drugim dniem protestu w Belgradzie. We wtorek protestujący stoczyli bitwę z policją w stolicy i próbowali wedrzeć się do parlamentu po tym, jak Vuczić ogłosił, że godzina policyjna zostanie przywrócona dwa miesiące po jej pierwszym zniesieniu.

 

Powrót do ograniczeń

 

Decyzje prezydenta Vuczicia o powrocie do godziny policyjnej i systemu ograniczeń była reakcją na drugą falę epidemi, która pojawiła sie po wyborach paralmentarnych.

 

ZOBACZ: Protesty w USA. Trump chce aresztować niszczących pomniki

 

W Serbii zanotowano od początku epidemii około 17 tys. osób zakażonych koronawirusem, 330 osób zmarło. W szpitalach przebywa 4 tys. pacjentów chorych na Covid-19.

 

Protestujący obwiniają autokratycznego Vuczica o wzrost liczby zgonów na Covid-19 i pojawienie się nowych przypadków koronawirusa po zniesieniu ograniczeń przed wyborami parlamentarnymi. Twierdzą, że zrobił to za szybko, nie licząc się ze zdrowiem mieszkańców i zagrożeniem epidemią, aby wygrać wybory 21 czerwca i umocnić swoją władzę.

 

Prezydent się wycofał

 

Pod wyraźną presją protestujących prezydent wycofał się w środę ze swoich planów ograniczeń związanych z powrotem epidemii, które miały wejść w życie w nadchodzący weekend, twierdząc, że środków tych nie można wdrożyć bez ogłoszenia ogólnokrajowego stanu wyjątkowego. - Nie mamy więcej wolnych łóżek w szpitalach, musimy otwierać nowe szpitale - powiedział Vuczić w wystąpieniu telewizyjnym w środę.

 

To jednak nie powstrzymało protestujących, którzy rzucając kamieniami i paląc race znów próbowali wedrzeć się do parlamentu. Kilka osób zostało rannych podczas chaotycznych starć przed gmachem, w tym niektórzy przywódcy opozycji.

 

Policja na koniach i pojazdach opancerzonych interweniowała w centrum miasta, by odepchnąć demonstrantów, rozstawić kordony i próbować zablokować tłumowi powrót na plac przed budynkiem parlamentu.

 

Ładunki gazu łzawiącego zostały wystrzelone w kilku miejscach. Niektórzy protestujący przewrócili pojemniki na śmieci i podpalili je, próbując powstrzymać policję.

 

"Nigdy nie pozwolimy na destabilizację Serbii"

 

Sceny -jak pisze AP- przypominały epokę późnego Slobodana Miloszevicia w latach 90., kiedy to często dochodziło do starć podczas protestów antyrządowych.

 

Vuczić powiedział, że chociaż nadal wspiera blokadę, to "najprawdopodobniej nie będzie godziny policyjnej." Jego zdaniem rząd podejmie decyzje w sprawie nowych środków, które mogą obejmować skrócenie godzin pracy w klubach nocnych i kary dla osób, które nie noszą masek.

 

ZOBACZ: Lekarze protestują przeciw polityce rządu. Hiszpania zapowiada kontrole turystów

 

Powiedział również, że zagraniczne tajne służby stoją za wtorkowymi nocnymi protestami "prawicowych i pro-faszystowskich demonstrantów." Nie zidentyfikował jednak rzekomych agencji szpiegowskich i zdecydowanie bronił akcji policyjnej przed oskarżeniami o brutalność.

 

- Nigdy nie pozwolimy na destabilizację Serbii od wewnątrz i z za granicy- powiedział Vucic, dodając, że protest nie miał nic wspólnego z koronawirusem.

pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze