Kolejny wypadek autobusu w Warszawie. Miasto zawiesiło umowę z Arrivą

Polska
Kolejny wypadek autobusu w Warszawie. Miasto zawiesiło umowę z Arrivą
Polsat News
Do wypadku doszło na stołecznych Bielanach. Wstępny test u kierowcy wykazał obecność metamfetaminy w jego organizmie

Przedstawiciel przewoźnika Arriva został wezwany do Roberta Soszyńskiego, zastępcy prezydenta Warszawy - poinformowała rzeczniczka stołecznego ratusza Karolina Gałecka. To reakcja władz miasta na kolejny wypadek miejskiego autobusu, którego kierowca - według wstępnych badań - był pod wpływem narkotyków. Później poinformowano o zawieszeniu kontraktu z Arrivą.

We wtorek po godz. 10 warszawski autobus linii "181" jadący z Cmentarza Północnego na Plac Wilsona zjechał z drogi i uderzył w auta zaparkowane przy ul. Klaudyny w dzielnicy Bielany. 

 

Jedna z pasażerek kursu została ranna; trafiła do szpitala, ale kilka godzin potem lekarze zdecydowali, że może wrócić do domu.

 

Policja sprawdziła stan kierowcy "181". Okazało się, że nie był pijany, lecz wstępny test wykazał obecność metamfetaminy w jego organizmie. Informował o tym polsatnews.pl, a wkrótce potem te doniesienia potwierdziła stołeczna policja. Dodała przy tym, że 25-latek został zatrzymany.

 

 

Przedstawiciel Arrivy "na dywaniku" w ratuszu

 

Szofer zatrudniony był w firmie Arriva, która jest podwykonawcą na rzecz warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego. Również tam pracował kierowca linii "186", którego pojazd pod koniec czerwca spadł z wiaduktu na moście Grota-Roweckiego.

 

W tamtym wypadku zginęła jedna osoba, a 18 zostało rannych. Miasto zapowiedziało wówczas kontrolę w firmie. 

 

We wtorek, po kolejnym wypadku, rzeczniczka stołecznego ratusza Karolina Gałecka poinformowała, że przedstawiciel Arrivy został pilnie wezwany do Roberta Soszyńskiego, zastępcy prezydenta Warszawy.

 

"Jeżeli potwierdzą się informacje o obecności substancji psychoaktywnych u kierowcy (autobusu linii "181" - red.), rozważymy zerwanie umowy z przewoźnikiem" - napisała na Twitterze.

 

Godzinę później Gałecka przekazała, że Warszawa zawiesiła umowę z Arrivą. "Oczekujemy od firmy przetestowania kierowców i zaświadczenia, że nie zażywają oni substancji psychoaktywnych. W tym czasie połączenia (których obsługą zajmowała się Arriva - red.) obsługiwać będą pozostali przewoźnicy Warszawskiego Transportu Publicznego" - dodała.

 

Arriva zapowiada testy dla wszystkich kierowców

 

Już przed stanowiskiem miasta przekazanym przez rzeczniczkę, Arriva zakomunikowała, że zamierza sprawdzić wszystkich swoich kierowców pod kątem obecności narkotyków w ich organizmach "najszybciej, jak to możliwe". 

 

Przedstawicielka spółki Joanna Parzniewska zapewniła we wtorek popołudniu, że obecnie trwają przygotowania do tych działań. 

 

- Mamy świadomość, że jest to sytuacja nieuregulowana prawnie, natomiast biorąc pod uwagę te dwa zdarzenia w tak bliskim czasie podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu testów. Stawiamy bezpieczeństwo pasażerów na pierwszym miejscu - zapewniła.

 

Testy mają być obowiązkowe dla wszystkich kierowców Arrivy; jeśli pracownik nie zgodzi się na ich wykonanie, przewoźnik powiadomi policję.

 

Kilka godzin później Parzniewska przekazała, że pierwsze testy wśród kierowców dały wynik negatywny. Zaznaczyła, że we wtorek będą testowani szoferzy, którzy jeszcze rozpoczynają pracę oraz wracają do zajezdni.

 

ZTM: nie możemy kontrolować kierowców pod kątem narkotyków

 

Rzecznik ZTM Tomasz Kunert przypomniał, że trwają kontrole w zajezdniach operatorów komunikacji miejskiej. Wystąpił on także do Arrivy o wyjaśnienia ws. wtorkowego wypadku na ul. Klaudyny.

 

- Nasi pracownicy sprawdzają dochowywanie procedur, dotyczących sprawdzania stanu technicznego pojazdów i kontroli pracowników. Z uzyskanych od przedstawicieli firmy Arriva informacji wynika, iż kierowca, który spowodował wypadek na ulicy Klaudyny, przed wyjazdem w trasę i później, na miejscu zdarzenia, został sprawdzony pod kątem trzeźwości – w obu przypadkach testy dały wynik negatywny – podał rzecznik ZTM.

 

ZOBACZ: Pozwał Arrivę, bo autobus się spóźnił. Sąd prawomocnie przyznał mu rację

 

- Przypominamy, że zarówno ZTM, jak i operatorzy nie mają uprawnień do kontroli pracowników na obecność w organizmie środków odurzających. Jeśli zachodzą podejrzenia co do stanu pracownika, wzywana jest Policja, która na miejscu przeprowadza odpowiednią kontrolę – przekazał Kunert.

 

Z kolei stołeczny Zarząd Dróg Miejskich zapewnił również, że już po pierwszym wypadku autobusu firmy Arriva zostało wystosowane pismo do premiera z sugestią zmiany przepisów ustawowych, które umożliwiłyby dokonywanie przewoźnikom oraz ZTM takich kontroli.

wka/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze