Merkel "głupia", May "słaba". Rozmowy telefoniczne Trumpa

Świat
Merkel "głupia", May "słaba". Rozmowy telefoniczne Trumpa
PAP/EPA/Chris Kleponis / POOL
Prezydent USA Donald Trump

Telewizja CNN ujawniła rozmowy, które prezydent USA Donald Trump miał prowadzić z przywódcami innych państw. Podczas jednej nich Trump miał nazwać kanclerz Niemiec Angelę Merkel "głupią", a byłej brytyjskiej premier Theresie May powiedzieć, że jest "słaba". Z kolei Władimirowi Putinowi i Kim Dzong Unowi miał chwalić się swoimi osiągnięciami.

CNN powołując się na swoje źródła opisało rozmowy telefoniczne, które prezydent Stanów Zjednoczonych miał prowadzić  z przywódcami innych państw.

 

Rozmowy Trumpa

 

Najwięcej przez telefon Trump miał rozmawiać z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem. Trump miał też regularnie rozmawiać z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i byłą premier Wielkiej Brytanii Theresą May. Niemieckiej polityk miał m.in. powiedzieć, że była "głupia", a także zarzucić, że "jest w kieszeni Rosji". Z kolei May miała usłyszeć od prezydenta USA, że jest "słaba" i "brak jej odwagi".

 

W rozmowach z tureckim prezydentem i z prezydentem Rosji Władimirem Putinem miało z kolei dochodzić do pomawiania byłych prezydentów - George'a W. Busha i Baracka Obamy. 

 

ZOBACZ: Protesty w USA. Trump chce aresztować niszczących pomniki

 

Z kolei rozmawiając z następcą tronu Arabii Saudyjskiej Mohammedem bin Salmanem i przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem, amerykański prezydent mówił o swoim "bogactwie", "geniuszu" i "wielkich osiągnięciach". 

 

Po opublikowaniu artykułu na łamach CNN Biały Dom oświadczył, że "Donald Trump jest światowej klasy negocjatorem, który konsekwentnie wspiera interesy Stanów Zjednoczonych na międzynarodowej arenie".

 

"Może się wszystkiego wyprzeć"

 

Z kolei we wtorek agencja Associated Press ujawniła, że wysoko postawieni urzędnicy administracji w Białym Domu dysponowali wiedzą na temat finansowania przez Rosję ataków na żołnierzy USA w Afganistanie już w marcu 2019 r., czyli o rok wcześniej, niż podawały media.

 

Według materiałów, do jakich dotarła AP, "prezydent (USA) Donald Trump otrzymał wtedy co najmniej jeden raport wywiadu dotyczący tej sprawy". Źródła w Białym Domu, z którymi rozmawiała agencja, potwierdziły też, że ówczesny doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa John Bolton "mówił swym współpracownikom, że osobiście powiadomił Donalda Trumpa o ustaleniach amerykańskiego wywiadu".

 

ZOBACZ: Trump stoi obok siedzącego prezydenta Polski. Odwrotna sytuacja wzbudziła kiedyś kontrowersje

 

Biały Dom twierdzi, że Trump nie mógł mieć wtedy ani później wiedzy na ten temat, ponieważ wywiad wciąż sprawdzał wiarygodność doniesień. "Bardzo rzadko zdarza się jednak, by raporty przedstawiane prezydentowi dotyczyły spraw sprawdzonych stuprocentowo; zawsze pozostaje jakiś cień wątpliwości" - zauważa w komentarzu AP.

 

Agencja pisze, że były doradca Trumpa odmówił w poniedziałek odpowiedzi na pytanie, czy w marcu 2019 r. rzeczywiście wprowadził Trumpa w temat. Jednakże, występując w niedzielę w programie telewizji NBC, wyraził on opinię, że "Trump zasłania się teraz niewiedzą, by w ten sposób usprawiedliwić całkowitą bezczynność administracji w tej sprawie".

 

"Może się wszystkiego wyprzeć, jeśli (jak twierdzi) nikt mu niczego nie mówił" - zauważył Bolton, autor demaskatorskiej książki o funkcjonowaniu administracji Trumpa, która ukazała się w ubiegłym tygodniu.

 

Trump zaprzecza

 

AP ocenia, że jeśli informacje, do których dotarła, okażą się prawdziwe, "Białemu Domowi będzie bardzo trudno odcinać się od doniesień wywiadu". "Może to również skłonić do postawienia pytania, dlaczego Trump nie podjął żadnych działań odwetowych wobec Moskwy za jej działania, które stanowiły przecież bezpośrednie zagrożenie dla życia amerykańskich wojskowych na służbie" - pisze AP. Tym bardziej, że "przez cały okres swego dotychczasowego urzędowania w Białym Domu Trump poszukiwał sposobów na poprawienie stosunków z Rosją i jej prezydentem, Władimirem Putinem, włączając w to niedawną propozycję ponownego włączenia Rosji w skład G7" - zaznacza AP.

 

Rozmówcy agencji podkreślili, że wnioski wywiadu przedłożone administracji USA na początku w 2019 r. "nie wymagały natychmiastowej reakcji". Przyznali zarazem, że była to jedyna sprawa omawiana na specjalnej naradzie w marcu 2019 r., zwołanej na wniosek wywiadu zaniepokojonego coraz bardziej agresywnymi działaniami Moskwy i ożywionymi kontaktami rosyjskiego wywiadu ze związaną z talibami grupą terrorystyczną Haqqani.

 

W niedzielę Trump zaprzeczył, jakoby wiedział o rosyjskich prowokacjach. Odnosząc się na Twitterze do doniesień "New York Timesa" - potwierdzonych później przez "Washington Post" i "Wall Street Journal" - że rosyjskie służby specjalne oferowały talibom pieniądze za ataki na amerykańskich żołnierzy, napisał: "Nikt nie informował mnie, wiceprezydenta (Mike'a) Pence'a ani szefa personelu Marka Meadowsa o tzw. atakach na nasze wojska w Afganistanie przez Rosjan, jak doniosło »anonimowe źródło« (...) Wszyscy temu zaprzeczają, a poza tym nie było wielu ataków na nas" - napisał prezydent, dodając, że "nikt nie jest twardszy wobec Rosji" niż on. Trump zażądał też ujawnienia tożsamości źródeł dziennika.

 

W sobotę oskarżeniom zaprzeczyły zarówno Rosja, jak i przedstawiciele talibów. Swoje dementi wystosowali także świeżo mianowany dyrektor Narodowego Wywiadu USA John Ratcliffe oraz Richard Grenell, który pełnił obowiązki dyrektora przed objęciem tej funkcji przez Ratcliffe'a. 

pgo/zdr/ PAP, polsatnews.pl, CNN

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze