"Tracił kontakt z rzeczywistością". Wiele niejasności po śmierci kierowcy TIR-a

Polska
"Tracił kontakt z rzeczywistością". Wiele niejasności po śmierci kierowcy TIR-a
"Interwencja"
Tajemnicza śmierć kierowcy. Partnerka punktuje zaniedbania policji.

35-letni kierowca TIR-a z Zamościa został znaleziony martwy w kabinie ciężarówki na stacji benzynowej w Krakowie. Paweł Pyś miał obrażenia twarzy i zakrwawione rzeczy osobiste. Policjanci najpewniej przyjęli, że uderzył się, gdy stracił przytomność, bo na miejsce nie wezwano prokuratora. Partnerka mężczyzny ma inne zdanie, rozpoczęła prywatne śledztwo. Materiał "Interwencji".

35-letni Paweł Pyś z Zamościa pracował jako kierowca TIR-a w małej firmie spedycyjnej. 7 maja, około 3 nad ranem miał dostarczyć towar z Warszawy do Krakowa.

 

- Tak mniej więcej od godziny 11:00 wydzwaniałam do Pawła. Od jego mamy dowiedziałam się, że nie żyje. Policjant jej powiedział, że miał zawał albo wylew. Szef mi relacjonował, co się wydarzyło. Dzwonił do Pawła o godzinie 8:20 i Paweł miał jakiś bardzo niewyraźny głos, bełkotał. Zadzwonił do niego dlatego, że dostał od spedycji nieprzyjemny telefon, że coś się z jego kierowcą działo, że jakby tracił kontakt z rzeczywistością – opowiada Marzena Adamczuk, partnerka pana Pawła.

 

ZOBACZ: Oszustwo na panele słoneczne

 

Według zasłyszanej od szefa relacji, pan Paweł miał sądzić, że jest w Warszawie. Przekazał, że położy się spać i się rozłączył. Pracodawca sprawdził położenie ciężarówki i wezwał patrol policji. Niestety, kiedy policjanci przyjechali, pan Paweł już nie żył.

 

Wideo: tajemnicza śmierć kierowcy

  

"To jest bardzo dziwne"

 

- Nie mam pojęcia, dlaczego tak się zachowywał. To jest bardzo dziwne. Dziwne jest również to, że miał się dziwnie zachowywać już o godzinie 3:15, czyli zaraz po przyjeździe na rozładunek. Miał być splątany i bardzo zmęczony. Tyle że ja z nim rozmawiałam o 3:14 przez półtorej minuty. Paweł miał jasny, wyraźny głos i nie było słychać, żeby cokolwiek się źle działo – zauważa Marzena Adamczuk.

 

Do siedziby firmy kurierskiej Paweł Pyś dotarł o godzinie 3:15 w nocy. Stamtąd, po rozładunku udał się na pobliską stację benzynową, gdzie o godzinie 9:10 policjanci znaleźli go martwego.

 

ZOBACZ: Ciężarówka z Polski, kierowca z Rosji, droga we Francji. Nie chciał jechać długim objazdem

 

Zdaniem jego partnerki oględziny przeprowadzono dość pobieżnie. Pojawiają się również sprzeczne doniesienia na temat tego, co dokładnie wydarzyło się w siedzibie firmy kurierskiej, która wydała jedynie oficjalne oświadczenie:

 

"Kierowca pracujący na rzecz podwykonawcy (…), po przyjeździe do krakowskiego magazynu firmy dnia 7.05 (nad ranem) źle się poczuł. Został natychmiast otoczony opieką. Na miejsce zostały wezwane odpowiednie służby. Nie jesteśmy stroną tej sprawy i dlatego nie jesteśmy upoważnieni do udzielania dalszych informacji. Od samego początku współpracujemy z policją i prokuraturą, pozostajemy do dyspozycji tych służb."

 

"Chaotyczne oględziny ciała"

 

- Policjanci przeprowadzają pobieżne, chaotyczne oględziny ciała, po których opisują, że nie ma śladów mechanicznych uszkodzeń ciała. Z akt wynika, że technicy kryminalistyczni zostali wezwani na miejsce, ale jest napisane jasno, że bez udziału prokuratora. Nie ma niestety zdjęć, dokumentujących w jakiej pozycji znaleźli Pawła, jest tylko opisane, że była to pozycja półsiedząca, z głową na podłodze, pomiędzy siedzeniami. Nie zabezpieczyli samochodu, nie zabezpieczyli jego rzeczy osobistych, nie ustalili godziny zgonu, nie zabezpieczyli żadnych śladów na miejscu zdarzenia – mówi Marzena Adamczuk.

 

- Jeżeli nastąpiły jakieś nieprawidłowości, to wykaże je kontrola akt. Mamy już w tej chwili wstępne wyniki sekcji zwłok. Biegli ustalili, że przyczyną zgonu tego mężczyzny nie było działanie mechaniczne – tłumaczy Janusz Hnatko z Prokuratura Okręgowa w Krakowie.

 

ZOBACZ: Chodniki są, ale odgrodzone. Absurd w Nowym Sączu

 

– Po 3 tygodniach od śmierci Pawła byłam na przesłuchaniu i zobaczyłam, że policjant nie wiedział nawet, gdzie Paweł spędził ostatnie godziny swojego życia. W aktach nie było zupełnie nic. Na tamten moment nie były zabezpieczone monitoringi, kompletnie żaden – opowiada pani Marzena.

 

Pani Marzena postanowiła sama dowiedzieć się jak najwięcej na temat śmierci swojego partnera. Rzeczy osobiste pana Pawła były bowiem całe zakrwawione, a obrażenia na twarzy były widoczne gołym okiem.

 

- Uważam, że Paweł został zamordowany, ewentualnie mogło dojść do bójki, która skończyła się po prostu w taki sposób – mówi.

msl/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze