Petycja przeciwko uruchomieniu białoruskiej elektrowni jądrowej - 250 km od Polski

Świat
Petycja przeciwko uruchomieniu białoruskiej elektrowni jądrowej - 250 km od Polski
Zdjęcie ilustracyjne, fot. Flickr/centralniak
Wśród załogi elektrowni wielu pracowników jest zakażonych koronawirusem - oficjalnie mówi się o 100 osobach personelu chorujących na COVID-19

Białorusini rozpoczęli zbiórkę podpisów pod petycją wzywającą władze do odroczenia uruchomienia elektrowni w Ostrowcu (ok. 250 km od granicy z Polską) do czasu rozwiązania problemów z jej bezpieczeństwem. Autorzy petycji obawiają się także, że groźne może być już samo przeprowadzenie tak poważnej operacji, jaką jest uruchomienie siłowni w warunkach pandemii koronawirusa.

Petycja w sprawie Białoruskiej Elektrowni Jądrowej (BiełAES) w Ostrowcu, w powiecie grodzieńskim (około 250 km od granicy z Polską) pojawiła się na stronie petitions.by

 

ZOBACZ: Litwini zamówią cztery mln tabletek jodu. Boją się katastrofy elektrowni atomowej 250 km od Polski

 

Autorzy petycji uważają, że w obecnych warunkach epidemicznych nie można bezpiecznie włączyć reaktora i wzywają, by elektrowni nie wydawano licencji. "W związku z pandemią koronawirusa istnieje prawdopodobieństwo, że uruchamianie elektrowni zostanie przeprowadzone przez słabiej wykwalifikowanych specjalistów i bez pełnej kontroli" - napisano w petycji.

 

100 pracowników zakażonych

 

Przypomniano również o wielu zakażeniach koronawirusem, jakie wystąpiły wśród załogi BiełAES - oficjalnie mówi się o 100 pracownikach z potwierdzonym COVID-19 - oraz o zamkniętych granicach, przez które nie mogą przyjechać zagraniczni eksperci i obserwatorzy. Aktywistów niepokoi również to, że wciąż nie została rozwiązana kwestia systemu bezpieczeństwa i nie przygotowano planu likwidacji odpadów jądrowych. 

 

Petycja za niespełna miesiąc zostanie przekazana do Ministerstwa Spraw Nadzwyczajnych oraz Ministerstwa Energetyki.

 

Awarie, usterki, pożary

 

Uruchomienie siłowni w Ostrowcu było wielokrotnie odkładane, ostatecznie ma do niego dojść w lipcu. Elektrownia położona jest przy litewskiej granicy, 50 kilometrów od Wilna. Litwa od samego początku sprzeciwia się tej inwestycji. Władze nie dowierzają zapewnieniom Białorusinów, że siłownia będzie w 100 proc. bezpieczna.  

 

ZOBACZ: Uszkodzony na Białorusi korpus reaktora trafi do rosyjskiej elektrowni atomowej w Kaliningradzie

 

Podczas jej budowy doszło w przeszłości do wielu incydentów. Jednym z nich było upuszczenie obudowy jednego z reaktorów. Ważący ponad 330 ton agregat spadł podczas transportu i na żądanie Białorusi został wymieniony na inny. 

 

Na terenie budowy elektrowni doszło również do pożaru. Incydent miał miejsce w ubiegłym roku, ale władze dopiero po dziewięciu miesiącach - w lutym 2020 r. - przyznały, że do niego doszło. Nie był to zresztą pierwszy pożar na terenie tej budowy - więcej tutaj.  

 

250 kilometrów od granicy z Polską

 

Elektrownia powstaje około 250 kilometrów od Polski. Z przejścia granicznego Kuźnica-Bruzgi można tam dotrzeć autem w ponad trzy godziny. Warszawę i Ostrowiec dzieli z kolei ponad 500 kilometrów. Droga samochodem zajęłaby około sześciu godzin.   

 

Litewski rząd przekonuje, że kraj jest przygotowany na ewentualną awarię siłowni na Białorusi.


- Instytucje są gotowe i wszystko jest bardzo jasno rozpisane. Wiedzą kto, kiedy i co powinien robić, że jedni odpowiadają za dezaktywację środowiska, drudzy za rozdawanie jodu, trzeci za informowanie - zapewnił w czerwcu 2019 r. minister spraw wewnętrznych Litwy Eimutis Misiūnas na antenie Ziniu radijas.

 

Litwa gotowa na "najgorszy scenariusz"

 

Według szefa resortu spraw wewnętrznych, w razie "najgorszego scenariusza", gdyby po katastrofie wiatr wiał na zachód, Litwa będzie musiała ewakuować 20 tysięcy osób z 30-kilometrowej strefy wokół elektrowni. 

 

Władze Litwy, na wypadek awarii siłowni, kupiły również 4 mln tabletek jodu.  

grz/bas/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze