Resort Ziobry chce wysokich kar za zakłócanie transmisji online

Polska
Resort Ziobry chce wysokich kar za zakłócanie transmisji online
Pixabay
Resort sprawiedliwości chce wysokich kar za zakłócanie transmisji online

Grzywny dla "internetowych trolli", którzy zakłócają zdalną pracę szkół, sądów, kancelarii oraz firm. Jak informuje "Rzeczpospolita", ministerstwo sprawiedliwości chce zmian w Kodeksie wykroczeń. Jest jednak pewien problem - nie wiadomo, kto będzie ścigał za utrudnianie pracy w wirtualnej przestrzeni.

Nowy pomysł to część tarczy 4.0, w której resort sprawiedliwości planuje zmienić Kodeks wykroczeń. To ma zapewnić ochronę dla użytkowników korzystających ze zdalnej komunikacji, a takich w ostatnim czasie jest coraz więcej. Wszystko za sprawą pandemii COVID-19, która zmusiła wielu pracodawców do modyfikacji obowiązujących standardów.

 

Nowe przepisy mają chronić m.in. zajęcia online oraz wideokonferencje w firmach, a także posiedzenia sądów - informuje "Rzeczpospolita". Według zapowiadanych zmian "internetowy troll" będzie musiał słono zapłacić za swojej wybryki w wirtualnej przestrzeni.

 

ZOBACZ: Cyberprzestępcy zaatakowali w czasie pandemii. Jak nie dać się nabrać?

 

Grzywna i kara pozbawienia wolności

 

Kluczem do sukcesu w walce ze sprawcami ma być nowa regulacja zgodnie z którą zakłócanie transmisji online ma podlegać karze ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 1 tys. zł - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

 

Dodatkowo przewidziano, że jeśli "sprawca użyje słów, które są powszechnie uznawane za obraźliwe albo będzie odpowiedzialny za popełnienie nieobyczajnego wybryku zapłaci z kolei 3 tys. zł".

 

W jednym z materiałów programu "Interwencja" Telewizji Polsat został przedstawiony problem tzw. rajdów na lekcje. Ze względu na fakt, iż Polska szkoła przeniosła się do sieci, edukacja stała się również celem ataków tzw. patostreamerów. Wspomniani użytkownicy dołączają  do zajęć online, by zamienić je w pokaz hejtu i wulgaryzmów, co sprawia, że lekcje muszą zostać przerwane.

 

- Wbiło się kilka osób narodowości amerykańskiej, rosyjskiej, z różnych krajów i zaczęto nam przeszkadzać w lekcji. Puszczać niskotonowe takie dźwięki, zadawać głupie pytania. To jest określona grupa. Najczęściej jest ich ponad 10 i często mają te same nazwy i nie da się ich rozróżnić od siebie. Po prostu każdy coś krzyczy - relacjonował Marek Gładzki, nauczyciel matematyki w liceum w Białymstoku.

 

Kto będzie ścigał sprawców?

 

Pedagodzy podkreślają, że jest to niebezpieczne zjawisko, ponieważ oprócz wulgarnego języka, na ekranie pojawiają także  treści pornograficzne, promujące narkotyki oraz agresję.

 

Problem związany z obecnością "internetowych trolli", podczas zdalnej pracy szkół czy też firm, jest z pewnością wielkim utrapieniem, jednak nowe przepisy mogą nie poradzić sobie ze wspomnianym zjawiskiem. Jak informuje "Rzeczpospolita" adwokat Bartosz Przeciechowski ma wątpliwości, co do skuteczności nowego przepisu. Jedną z nich jest to, czy nie będzie to "martwy zapisy". Nie wiadomo bowiem, kto mógłby odpowiadać za ściganie sprawców.

 

ZOBACZ: Piontkowski: nie widzę potrzeby badania nauczycieli na obecność koronawirusa

 

Pomimo utrudnień, nauczyciele są za pomysłem, by ministerstwo edukacji inwestowało w platformy do zdalnej nauki. Niektórzy chcą także częściowo kontynuować zajęcia online po powrocie do tradycyjnego sposobu nauczenia.

 

- Plusem jest na pewno to, że niektórym uczniom praca w domu pozwoliła na spokojniejsze zdobywanie wiedzy. Najważniejsze by wykorzystać plusy, a starać się ograniczać minusy. I nie ma innego wyjścia. Sytuacja nas zmusiła - podsumowała Jolanta Chojnacka, nauczycielka matematyki.

ms/ Rzeczpospolita, Interwencja, DGP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze