"Rajdy na szkołę" patostreamerów. Niebezpieczne zjawisko w sieci

Polska
"Rajdy na szkołę" patostreamerów. Niebezpieczne zjawisko w sieci
"Interwencja"
Patostreaming podczas lekcji on-line - zobacz materiał "Interwencji"

Polska szkoła przeniosła się do sieci i została zaatakowana przez patostreamerów. Ich ulubioną ostatnio "rozrywką" stały się tzw. rajdy na lekcje. Polegają one na tym, że do zajęć on-line dołącza w jednej chwili nawet kilkadziesiąt osób i zamienia ją w pokaz hejtu i wulgaryzmów. Lekcja zostaje wtedy przerwana. Materiał "Interwencji".

- Ej, tu jest 26 osób, debile. On nie ogarnia, on nie ogarnia co tu się dzieje. Ja p***, dobra, dobra lecimy – słychać na jednym z opublikowanych w sieci filmików z "rajdu na szkołę". W sieci jest ich wiele, ale nie będziemy ich cytować.

 

Pani Jolanta Chojnacka uczy matematyki w szkole podstawowej w Józefosławiu w województwie mazowieckim. Od połowy marca zajęcia prowadzi zdalnie przez jedną z popularnych platform dostępnych w sieci.

 

ZOBACZ: Patostreamerka transmitowała pobicie 19-latka. Później przeprosiła fanów za wulgarny język

 

- Minusów jest na pewno dużo, ogólnie nauczania zdalnego, bo uczniowie jednak muszą się zmobilizować, nie każdy potrafi. Jedna z koleżanek miała taką sytuację, że w trakcie spotkania nagle pojawiło się dwadzieścia parę osób… Było tego tak dużo, że skończyła spotkanie – opowiada "Interwencji". 

 

Wideo: patostreaming podczas lekcji on-line - zobacz materiał "Interwencji"

  

Zjawisko, o którym mówi pani Jolanta to tzw. rajdy na lekcje online. W sieci mnóstwo jest nagrań osób, które dołączają do słabo zabezpieczonych, internetowych zajęć prowadzonych przez nauczycieli. Potem pojawia się chaos i wulgaryzmy.

 

Bardzo niebezpieczne zjawisko

 

I jak mówią "Interwencji" nauczyciele to zjawisko bardzo niebezpieczne. Bo często oprócz wulgarnego języka na ekranie pojawiają się treści pornograficzne, promujące narkotyki lub agresję.

 

- Takie wydarzenie pojawiło nam się tylko w jednej klasie na szczęście, gdzie ktoś włączył się w trakcie lekcji i zaczął pisać teksty szalenie obraźliwe. Używając różnego rodzaju wulgaryzmów. Oczywiście lekcja została natychmiast przerwana. Wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba uświadomić tym młodym ludziom, jak wielką krzywdę robią i dzieciom, które odbierają te treści i nauczycielowi – mówi Danuta Kozakiewicz, dyrektor szkoły podstawowej nr 103 w Warszawie.

 

ZOBACZ: Bodnar bije na alarm: 43 proc. nastolatków ogląda patostreaming

 

Pan Marek Gładzki uczy matematyki w liceum w Białymstoku. Pozwolił "Interwencji" dołączyć do lekcji z klasą maturalną. Do komputera ma podłączony tablet graficzny, który służy mu jako tablica. Jego lekcje online niewiele różnią się od tradycyjnych zajęć.

 

Przeszkadzające dźwięki, głupie pytania

 

- Wbiło się kilka osób narodowości amerykańskiej, rosyjskiej, z różnych krajów i zaczęto nam przeszkadzać w lekcji. Puszczać niskotonowe takie dźwięki, zadawać głupie pytania. To jest określona grupa. Najczęściej jest ich ponad 10 i często mają te same nazwy i nie da się ich rozróżnić od siebie. Po prostu każdy coś krzyczy – relacjonuje pan Marek.

 

Nauczyciel tłumaczy, że jeżeli nastąpi rajd na lekcję, najlepszą drogą jest jak najszybsze zamknięcie lekcji. - Ale z drugiej strony, jeżeli nauczyciel do tej pory nie zabezpieczył lekcji, to jest duża szansa, że on nie potrafi tego zrobić – przyznaje.

 

ZOBACZ: Wyzwiska, bójki i alkohol. Patostreamerzy zarabiają nawet kilka tysięcy złotych w jeden wieczór

 

- Ja rozmawiałem z trzema nauczycielkami… Jedna z nich była bezpośrednio po doświadczeniu takiej lekcji. Wcześniej czuła wielką radość, bo po trzech dniach, kiedy nie miała sprawnego laptopa, ktoś jej go naprawił. Tego trzeciego dnia udało się jej to wszystko technicznie ogarnąć, ale się zaczęło. Po tym wszystkim mi powiedziała, że nie zaryzykuje następnego dnia. Ta sytuacja nas nauczyła, że nie byliśmy technologicznie gotowi. A przecież za kwartał może być to samo - opowiada Marcin Korczyc z fundacji "Ja, Nauczyciel".

 

Co po epidemii?

 

Dlatego nauczyciele chcą, żeby Ministerstwo Edukacji inwestowało w platformy do zdalnej nauki. Wielu nauczycieli chce częściowo kontynuować ją po powrocie do tradycyjnej szkoły.

 

- Mi się nauczanie zdalne podoba. Plusem jest na pewno to, że niektórym uczniom praca w domu pozwoliła na spokojniejsze zdobywanie wiedzy. Najważniejsze by wykorzystać plusy, a starać się ograniczać minusy. I nie ma innego wyjścia. Sytuacja nas zmusiła – podsumowuje Jolanta Chojnacka, nauczycielka matematyki.

msl/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze