Oddał jaguara do warsztatu. Na naprawę czeka dwa lata

Polska
Oddał jaguara do warsztatu. Na naprawę czeka dwa lata
Polsat
Koszt naprawy miał wynieść 12 tys. złotych - wzrósł dwukrotnie

Bartłomiej Szypkowski wstawił do warsztatu w Warszawie Jaguara wartego 140 tys. zł. Na jego naprawę czeka już dwa lata. W aucie zepsuł się silnik. Koszt naprawy miał wynieść 12 tys. zł, ale już wzrósł dwukrotnie. Mechanicy za każdym razem zapewniają właściciela, że na kilka dni auto zostanie naprawione. Zobacz materiał "Interwencji".

Dwa lata temu na stałe mieszkający w Niemczech pan Bartłomiej wraz z rodziną postanowił wrócić do Polski. Mężczyzna znalazł dom pod Warszawą i z żoną przyjechał go obejrzeć. Tuż przed dotarciem do celu podróży spotkała go przykra niespodzianka.

 

ZOBACZ: Mercedes wymagał naprawy. Właściciel zrzucił go z helikoptera [WIDEO]

 

- Auto było kupione w Niemczech, w ASO Jaguara, rocznik 2014. Byliśmy akurat w trakcie przeprowadzki z Niemczech do Polski. W Warszawie, przy jeździe 70 km/h bez żadnych obciążeń nastąpił jakby strzał z przodu, utrata mocy, wspomagania kierownicy, hamulców. Dotoczyłem się do pierwszej alejki i auto już nie odpaliło – mówi Bartłomiej Szypkowski.

 

Miał być miesiąc

 

Awaria nastąpiła w połowie maja 2018 r. Pan Bartłomiej za namową kierowcy z pomocy drogowej zostawił samochód w warsztacie przy ul. Olbrachta w Warszawie. Diagnoza pojawiła się dość szybko. Niestety awaria była bardzo poważna.

 

- Wstępna diagnoza wyglądała w ten sposób, że coś się w silniku zatarło. Czas oczekiwania na naprawę, to miały być 2-3 tygodnie, a maksymalny koszt 12 tys. złotych – twierdzi pan Bartłomiej.

 

WIDEO: zobacz materiał "Interwencji"

  

Naprawa miała trwać około miesiąca. Jednak 3 miesiące później okazało się, że problem jest znacznie poważniejszy albowiem również drugi z kluczowych układów w silniku - układ korbowodowy wymaga naprawy. Na domiar złego - bardzo trudno było o części. Niedługo miną dwa lata od kiedy pan Bartłomiej wstawił auto do warsztatu.

 

- Byłem z nimi w kontakcie dwa razy na tydzień przez ostatnie dwa lata. Byłem w kontakcie telefonicznie, SMS-owo i też jeździłem tam na miejsce – mówi mężczyzna.

 

"Jesteśmy na finiszu"

 

Mechanicy regularnie zapewniali go, że w ciągu kilku dni samochód będzie naprawiony, dlatego przestał im wierzyć.

 

- Żeby już tak nie powiedzieć, że będzie jutro gotowy, co nie, ale myślę, że tak w ciągu no do miesiąca po tym weekendzie, maksymalnie postaramy się go już na maksa skończyć na gotowo – zapewnił mechanik podczas ostatniej wizyty pana Bartłomieja w warsztacie.

 

ZOBACZ: Matka porzuciła Igorka. Dziadkowie nawet bez 500 plus

 

Pewnie to nie jest normalne. Połowa roboty jest zrobiona, czyli góra silnika. A te problemy się zaczęły, jak zaczęło się szukać części. To taki trochę nietypowy silnik, ale szczęśliwie już jesteśmy na finiszu więc pewnie jakoś po wielkich trudach... To wie pan, roboty to tu jest na 2 miesiące tak naprawdę, a reszta to jest szukanina części – mówi nam właściciel warsztatu.

 

- W tym momencie zostało zapłacone już około 21 tys. zł mechanikom. Samochód jest w opłakanym stanie. Auto jest całe porysowane, jest w ogóle wielkie uderzenie na zderzaku z przodu. Mam zdjęcia, gdzie części metalowe silnika leżały na skórze w środku, więc jest ona podniszczona. Silnika w samochodzie nie ma w tym momencie. Znowu jesteśmy na etapie, że go niby kończymy, ale to jesteśmy na tym etapie przez dwa lata, więc trudno powiedzieć, czy rzeczywiście tak jest – podsumowuje pan  Bartłomiej.

bas/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze