Zmarł Stefan Hambura. Był pełnomocnikiem rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej

Polska
Zmarł Stefan Hambura. Był pełnomocnikiem rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej
PAP/Leszek Szymański
Stefan Hambura zmarł w wieku 59 lat.

W sobotę w wieku 59 lat zmarł mec. Stefan Hambura - poinformowała w mediach społecznościowych rodzina adwokata. Hambura był pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, jako prawnik reprezentował także polskie organizacje w Niemczech.

"Niestety, mimo tytanicznej pracy lekarzy w Aninie, w dniu dzisiejszym odszedł od nas mec. Stefan Hambura. Będzie nam Ciebie bardzo brakowało" - napisała w sobotę w mediach społecznościowych rodzina adwokata.

 

Stefan Hambura był m.in. absolwentem Wydziału Prawa na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma III w Bonn. Prowadził kancelarię adwokacką w Berlinie, specjalizował się w obszarze roszczeń cywilnoprawnych.

 

Prowadził m.in. sprawy polskich rodziców, którym urzędy ds. młodzieży (Jugendamt) odebrały dzieci na rzecz niemieckich współmałżonków.

 

ZOBACZ: Wyrok ws. organizacji lotu do Smoleńska. Arabski skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu

 

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 był liderem listy Polski Razem Jarosława Gowina w okręgu obejmującym województwo pomorskie. Zdobył 2793 głosy, partia nie osiągnęła progu wyborczego.

 

W kwietniu 2010 został pełnomocnikiem Andrzeja Melaka (brata Stefana Melaka) i Janusza Walentynowicza (syna Anny Walentynowicz) – rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

 

"Całe życie czuł się Polakiem i był Polakiem"

 

- Stefan Hambura był wybitnym polskim patriotą. Jako adwokat szczególne zasługi miał w sprawie zwalczania prawa odbierania polskich dzieci rodzinom polskim w Niemczech - powiedział były szef MON, poseł PiS Antoni Macierewicz.

 

Jak podkreślił Macierewicz, Stefan Hambura "był wybitnym prawnikiem, adwokatem, działaczem polonijnym, niepodległościowym". - Urodził się w Gliwicach w rodzinie śląskiej, która wyemigrowała do Niemiec, kiedy on był jeszcze dzieckiem, ale przez całe życie czuł się Polakiem i był Polakiem - wspomniał.

 

Poseł PiS zwrócił uwagę, że działalność zawodowa Stefana Hambury "przywróciła w olbrzymim stopniu możliwości funkcjonowania Polonii niemieckiej".

 

ZOBACZ: Wyrok ws. organizacji lotu do Smoleńska. Po siedmiu miesiącach możliwe odwołanie

 

- Walczył o przywrócenie praw dla Polaków w Niemczech tych, które zostały zlikwidowane przez system hitlerowski i które do dzisiaj, niestety, nie powróciły w pełni. To jego zasługą w olbrzymim stopniu jest przygotowanie uchwały o polskim prawie własności do polskich nieruchomości na ziemiach odzyskanych, która została przyjęta przez Sejm w 2004 r. jednogłośnie i uchwały o prawie Polski do reparacji niemieckich, która został przyjęta blisko rok później, w 2005 r. - zaznaczył.

 

"Wybitny patriota"

 

Macierewicz przypomniał także o działalności mecenasa na rzecz Polonii na Śląsku Cieszyńskim, a także o jego "olbrzymim dorobku, wsparciu prawnym i ekspertyzach dotyczących dramatu smoleńskiego".

 

- Do końca, do ostatnich chwil swojego życia tymi sprawami żył i tym sprawom się poświęcał. Był wybitnym polskim patriotą. Jako adwokat szczególne zasługi miał w sprawie zwalczania prawa odbierania polskich dzieci rodzinom polskim w Niemczech. To jest jego dorobek. Bez niego zapewne dużo trudniej byłoby te barbarzyńskie działania ze strony niemieckiej zwalczać - powiedział.

 

Stefana Hamburę polityk wspomina także jako człowieka "niesłychanie ciepłego i uczynnego". - Był zawsze do dyspozycji w sprawach polskich i dla ludzi, którzy potrzebowali pomocy. Zwłaszcza wtedy, kiedy dotyczyło to spraw polskich często indywidualnych i prywatnych, ale zagrożonych przez różne interesy i lobby niemieckie - podkreślił.

 

10 miesięcy w zawieszeniu

 

Proces dotyczący organizacji lotu do Smoleńska w pierwszej instancji przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczył się przez ponad trzy lata. Wyrok zapadł 13 czerwca 2019 r. Arabskiemu wymierzono karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, zaś ówczesnej urzędniczce KPRM Monice B. 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok. Troje innych oskarżonych urzędników sąd uniewinnił.

 

Proces został zainicjowany z oskarżenia prywatnego. Podstawą złożonego w 2014 r. prywatnego aktu oskarżenia był art. 231 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego. Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła prawomocnie śledztwo w sprawie organizacji lotów premiera i prezydenta do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 r.

 

ZOBACZ: Politycy PiS na obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej. Opozycja pyta, policja tłumaczy

 

Oskarżycielami w tej sprawie zostali bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. Na początku procesu - który ruszył w marcu 2016 r. - do sprawy przyłączyła się prokuratura.

 

Na ławie oskarżonych zasiedli - poza byłym szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z lat 2007-2013 Tomaszem Arabskim - dwoje urzędników kancelarii premiera - Monika B. i Miłosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C.

 

"Państwo polskie abdykowało"

 

Gdy w 2017 roku podczas ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej stwierdzono nieprawidłowości Hambura mówił, że "w 2010 roku państwo polskie abdykowało". - Przedstawiciele władz obecni w Moskwie byli tam ciałem, a nie działali jak urzędnicy państwowi. Ich postawa musi być wyjaśniona - stwierdził mecenas.

 

- Nadszedł czas, abyśmy poznali wszystkie dokumenty rządowe z tamtego czasu, aby opinia publiczna poznała okoliczności podejmowania decyzji związanych z katastrofą smoleńską. Jak mogło dość do tego, że rodzinny ofiar zostały tak potraktowane w Moskwie, a następnie w Polsce - dodał.

msl/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze