Polskie sady nie będą już "numerem jeden" w Europie? Klęska może dobić gospodarstwa

Biznes
Polskie sady nie będą już "numerem jeden" w Europie? Klęska może dobić gospodarstwa
Zdj. ilustracyjne, fot. PxHere
Wiele gospodarstw sadowniczych może w tym roku upaść - mówił polsatnews.pl Janusz Piechociński

Przymrozki, które dotknęły w ciągu ostatnich dni sady m.in. na Mazowszu i Lubelszczyźnie, mogą spowodować poważne straty w uprawach. Przez to wielu gospodarstwom może grozić upadłość, a Polsce strata tytułu europejskiego lidera w uprawie jabłek. - Może zabraknąć surowca we właściwej cenie - postrzegł w rozmowie z polsatnews.pl były wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

Damian Palus, sadownik z Lubelszczyzny, opublikował w środę w serwisie YouTube film ze swojego gospodarstwa, w którym uprawia jabłka.

 

Przemrożone sady jabłoni i czereśni


- Między 22 a 24 marca temperatury oscylowały od minus 6 do minus 8 stopni Celsjusza, a w miniony weekend między minus 7 a minus 2 stopnie - powiedział mając na myśli sobotę i niedzielę 18 i 19 kwietnia.

 

Następnie Palus używając nożyka zaczął przecinać pąki jabłoni, by sprawdzić, w jakim są stanie. W większości przypadków uznał, że są one przemrożone i nie powstaną z nich owoce. Winne takiej sytuacji mają być niedawne dotkliwe przymrozki. Sadownik tylko w nielicznych przypadkach uznał, że pąki "są zielone" i "można coś z nich uratować". 

 

 

"Od kilku lat przymrozki nękają największe sadownicze zagłębie"

 

- Jeszcze przed przymrozkami było wiadomo, że mamy fatalną kondycję ekonomiczną większości gospodarstw sadowniczych. Powstrzymano w nich procesy inwestycyjne. Tragiczna jest też kondycja grup producenckich, czyli otoczenia sadownictwa - powiedział  polsatnews.pl Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki w latach 2012-2015.

 

ZOBACZ: Prezydent stolicy o suszy: Apeluję zwłaszcza jeżeli chodzi o branie częstych kąpieli

 

Polityk PSL zauważył, że tereny "dopiero od Sandomierza w dół" nie były dotknięte w ostatnich dniach przymrozkami. - Od kilku lat przymrozki nękają największe sadownicze zagłębie, czyli okolice Góry Kalwarii, Grójca i Białej Rawskiej na Mazowszu, gdzie hoduje się 10 proc. jabłka europejskiego - powiedział Janusz Piechociński.

 

Jego zdaniem, "przymrozki dobijają gospodarstwa", które w tegoroczny sezon wchodzą już zadłużone po słabych poprzednich trzech latach. Jego zdaniem sytuacja producentów staje się trudna.

 

Piechociński: wiele gospodarstw może "wylecieć z produkcji"

 

- Szczególnie rolnicy z okręgu grójeckiego znajdują się w bardzo złożonej sytuacji. Rok temu plony były niewielkie, przy wysokich kosztach pozyskiwania nowych rynków - mówi polityk.

 

Jednak to niejedyne kłopoty, bo rynek wciąż ma znaczne zapasy surowców uzyskanych przed dwoma laty.

 

- Jednocześnie przemysł owocowo-warzywny, np. przetwórcy soków, mieli zapasy koncentratów z rekordowego sezonu z 2018 roku - stwierdził Piechociński. W związku z tym producentom owoców trudniej sprzedawać zmniejszone ilości towaru, który oferują.

 

- W tym roku wiele gospodarstw może na stałe "wylecieć" z produkcji. W konsekwencji Polska nie będzie pierwszym po Chinach eksporterem. Może zabraknąć surowca we właściwej cenie np. dla producentów soków - przewiduje były wicepremier.

 

"Ewentualne straty będzie widać, gdy w pełni zakwitną sady"

 

O potencjalnie groźnych stratach w uprawach mówił również polsatnews.pl Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw. 

 

- Temperatury w Polsce centralnej mogły spowodować straty w uprawach. Jest jednak za wcześnie, by o tym mówić, ponieważ nie w każdym miejscu były identyczne. Sady nie są jeszcze w takiej fazie rozwoju, aby można było jednoznacznie ocenić skutki. Znacznie groźniejsze są przymrozki, gdy kwiaty są bardziej rozwinięte - zauważył Boguta.

 

Mimo to rośnie zaniepokojenie rolników.

 

ZOBACZ: Niski poziom wody w Wiśle. "W piątek osiągnie około 50 cm"

Odnosząc się do nagrania sadownika z Lubelszczyzny Boguta stwierdził, że przecięcie pąka niedługo po przymrozkach niewiele daje.

 

- Ewentualne straty będzie widać, gdy w pełni zakwitną sady. Wówczas mogą - albo i nie - zawiązać się owoce. To, czy one się utrzymają, będzie widać w czerwcu. Duży wpływ będzie miała obecna susza, jeżeli utrzyma się na dłużej. Wówczas z drzew może spaść więcej zawiązków - podsumował prezes KZGPOiW.

wka/hlk/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze