Babcia zataiła informacje ws. 4-latka z koronawirusem. Część personelu szpitala wyłączona z pracy

Polska
Babcia zataiła informacje ws. 4-latka z koronawirusem. Część personelu szpitala wyłączona z pracy
Google Maps
Szpital Uniwersytecki imienia Karola Marcinkowskiego w Zielonej Górze

Po wykryciu wirusa u 4-latka, któremu udzielono pomocy na Oddziale Chirurgii Dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, niemal cały jego personel został objęty kwarantanną, jak również kilkanaście osób z innych oddziałów, m.in. z SOR-u. Babcia chłopca miała nie poinformować lekarzy, że matka 4-latka wróciła z Niemiec i miała kaszel oraz gorączkę.

W środę o problemach w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze poinformowały lokalne media, które powoływały się na wpis na portalu społecznościowym, który zamieścił jeden z lekarzy zielonogórskiego szpitala.

 

"To jeszcze bardziej komplikuje pracę naszego szpitala"

 

Rzeczniczka lecznicy Sylwia Malcher-Nowak potwierdziła te informacje i fakt wstrzymania pracy przez Oddział Chirurgii i Urologii Dziecięcej oraz objęcia kwarantanną personelu medycznego, który miał kontakt z zakażonym chłopcem.

 

ZOBACZ: Miliony masek ochronnych... zgubionych na lotnisku

 

- Z uwagi na epidemię Oddział Chirurgii i Urologii Dziecięcej był wygaszany, ograniczając pracę do nagłych przypadków. Przebywa na nim jeszcze dwóch pacjentów. Teraz jest całkowicie wyłączony z pracy. Osoby mające kontakt z 4-latkiem zostały objęte kwarantanną i czekamy na wyniki pobranych próbek. Oczywiście to jeszcze bardziej komplikuje pracę naszego szpitala – powiedziała Malcher-Nowak.

 

Rzeczniczka po raz kolejny zaapelowała o przekazywanie lekarzom rzetelnych informacji, o które pytają wszystkich pacjentów w związku z panującą pandemią. Okazuje się, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z wagi tych informacji.

 

Matka chłopca miała kaszel i gorączkę

 

W miniony piątek chłopca z raną szarpaną głowy przetransportował do szpitala w Zielonej Górze śmigłowiec pogotowia lotniczego. Według lokalnych mediów, z babcią chłopca został przeprowadzony wywiad, z którego wynikało, że dziecko nie należy do grupy ryzyka. Okazało się jednak, że kobieta nie poinformowała lekarzy o ważnym fakcie - matka 4-latka pracuje w Niemczech i miał on z nią kontakt. Ustalono, że kobieta wróciła do Polski i miała kaszel oraz gorączkę. 

 

ZOBACZ: Koronawirus w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. 10 proc. załogi na kwarantannie

 

Wszystko wyszło na jaw dopiero w poniedziałek, przy wypisywaniu dziecka do domu. Wcześniej chłopiec był na SOR-ze, przeszedł zabieg na bloku operacyjnym, a potem przebywał na Oddziale Chirurgii i Urologii Dziecięcej.

 

- Po ustaleniu powyższych okoliczności przy wypisie od chłopca pobrano wymazy do badań na obecność koronawirusa. We wtorek po południu do szpitala dotarł pozytywny wynik testu, co skutkowało podjęciem wymaganych procedurami działań – dodała rzeczniczka. 

luq/ PAP, gazetalubuska.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze