"Nie jedźcie na lotnisko". Przez koronawirusa upadły linie lotnicze, cierpi cała branża

Biznes
"Nie jedźcie na lotnisko". Przez koronawirusa upadły linie lotnicze, cierpi cała branża
PAP/EPA/PAUL MCERLANE
Firma upadła mimo wysiłków brytyjskich władz, które chciały je uratować, co spotkało się z protestami konkurencji.

O tym, że Brytyjczycy ograniczyli do minimum podróże świadczy m.in. upadek linii lotniczej Flybe. Dzieje się to ze "skutkiem natychmiastowym", a pasażerowie mają nie udawać się na lotniska i zorganizować sobie "alternatywny transport". Tymczasem Włosi prognozują, że branża turystyczna odnotuje 7,4 mld euro strat.

UK Civil Aviation Authority (CAA) podaje w komunikacie, że wszystkie loty Flybe zostały odwołane. Linie, które zatrudniały około 2 tys. osób, obsługiwały ponad połowę krajowych połączeń lotniczych w Wielkiej Brytanii poza Londynem.

 

Firma upadła mimo wysiłków brytyjskich władz, które chciały je uratować, co zresztą spotkało się z protestami konkurencyjnych przewoźników oskarżających Londyn o wspieranie tych linii przy pomocy środków rządowych. Rząd bronił się argumentując, że Flybe przewoziła około 9 mln pasażerów rocznie, gwarantując połączenia do 170 miejsc, do których rzadko dociera konkurencja.

 

 

Wcześniej brexit, teraz koronawirus

 

W lutym 2019 roku, za zaledwie 2,2 mln funtów, linie wykupiło konsorcjum złożone z firm Virgin Atlantic, Stobart Group i Cyrus Capital, które obiecały zrestrukturyzować Flybe i wesprzeć je zastrzykiem gotówki.

 

Linii nie udało się jednak uratować, między innymi ze względu na osłabienie funta spowodowane obawami związanymi z brexitem. Niski kurs brytyjskiej waluty źle wpływał na sytuację finansową firmy, która pokrywała wiele kosztów płacąc w dolarach, a zarabiała w funtach. Jak jednak podkreśla AFP, Flybe upadek jest też pochodną epidemii koronawirusa, która uderzyła we wszystkie linie lotnicze.

 

ZOBACZ: Poranne loty do Warszawy z Mediolanu i Rzymu odwołane. Premier Włoch zapewnia, że "jest bezpiecznie"

 

Liczba zachorowań na koronawirusa w Wielkiej Brytanii zwiększyła się o 34 i wynosi obecnie 85 - poinformowały w środę brytyjskie władze medyczne. To największy wzrost zachorowań w ciągu jednego dnia od momentu pojawienia się koronawirusa w tym kraju.

 

Zainfekowali się w W. Brytanii, lecz nie wiadomo jak

 

Dwadzieścia dziewięć spośród tych 34 osób podróżowało ostatnio do krajów dotkniętych chorobą lub zaraziło się od osób, o których wiadomo, że były w tych krajach. Jednak trzy kolejne osoby zainfekowały się wirusem w Wielkiej Brytanii i na razie nie wiadomo w jaki sposób do tego doszło.

 

Jak poinformował naczelny lekarz Anglii Chris Whitty, rozpoczęto dochodzenie, aby ustalić miejsca, w których przebywali zakażeni i osoby, z którymi się kontaktowali.

 

ZOBACZ: UE wysłała samoloty po Europejczyków z wycieczkowca Diamond Princess

 

Całkowita liczba potwierdzonych przypadków w Anglii wynosi obecnie 80, w Szkocji - trzy, a w Walii i Irlandii Północnej - po jednym. Pierwsze dwa przypadki koronawirusa w Wielkiej Brytanii wykryto 31 stycznia. Jak do tej pory wyzdrowiało 12 osób.

 

Wcześniej Whitty ocenił, że dalsze przenoszenie wirusa i epidemia w Wielkiej Brytanii jest prawdopodobna. Powiedział także, że w najgorszym scenariuszu koronowirusem dotkniętych może zostać nawet 80 proc. populacji kraju. Dodał jednak, że całkowite zamykanie miast, jak to ma miejsce w Chinach czy północnych Włoszech, obecnie jest wysoce nieprawdopodobne.

 

W przedstawionej we wtorek strategii walki z koronawirusem rząd premiera Borisa Johnsona ocenia, że w szczycie epidemii zachorować może około jednej piątej pracowników w Wielkiej Brytanii.

 

Jak sytuacja w branży turystycznej?

 

7,4 miliarda euro straci branża turystyczna we Włoszech w sezonie wiosennym z powodu koronawirusa - taką prognozę przedstawiła w środę federacja tego sektora oraz usług. "Sytuacja jest dramatyczna" - podkreślono.

 

W przedstawionym raporcie oszacowano, że w okresie od 1 marca do 31 maja do Włoch przyjedzie o ponad 31 milionów turystów mniej niż zwykle w tym czasie. To oznacza straty dla tej branży.

 

"Niestety ponosimy konsekwencje przekazów medialnych, które są bardziej śmiertelne od wirusa" - oświadczył prezes federacji Confturismo-Confcommercio Luca Patane.

 

"Kraj za zamkniętymi drzwiami"

 

Rząd Włoch zamyka szkoły i stadiony; "kraj za zamkniętymi drzwiami" - tak prasa włoska podsumowuje nowe decyzje władz w Rzymie w związku z szerzeniem się koronawirusa. Podkreśla, że zamknięcie wszystkich szkół i uniwersytetów do 15 marca jest bezprecedensowe.

Najnowszy bilans wirusa we Włoszech to 107 zmarłych, ponad 3 tys. zakażonych i 276 osób wyleczonych.

 

W powojennej historii "nigdy nie zdarzyło się, by na całym terytorium kraju zamknięto szkoły i uniwersytety" - zauważa "La Repubblica". Odnotowuje przy tym, że specjaliści wskazują na ograniczoność dowodów naukowych potwierdzających skuteczność tego rodzaju kroków.

 

ZOBACZ: Sześciuset Włochów nie może wrócić z Chin. Z powodu koronawirusa nie latają samoloty

 

"Żyjemy w tak niebywałych czasach, że nie ma przydatnych precedensów, a według (niektórych) ekspertów byłoby jeszcze bardziej skuteczne, gdy szkoły zamknięto na dwa miesiące" - zaznacza rzymski dziennik.

 

Wielkiemu kryzysowi epidemiologicznemu towarzyszy jako jego konsekwencja kryzys gospodarczy. „Włochy zatrzymały się, ruch na lotniskach zmniejszył się nawet o 65 proc, wiele wagonów pociągów dużych prędkości jest praktycznie pustych" - wymienia gazeta. Przedstawiając rozmiar strat zauważa, że lotniska na północy notują codziennie o sto tysięcy pasażerów mniej.

 

Metropolia potrzebuje dwóch miesięcy, aby się "podnieść"

 

Na tych łamach Giuseppe Sala - burmistrz Mediolanu, stolicy najbardziej dotkniętej koronawirusem Lombardii, wyraża opinię, że metropolia potrzebuje dwóch miesięcy, aby się "podnieść".

 

Ponadto dziennik informuje o kolejnych krokach podjętych przez rząd, między innymi o rozgrywkach na stadionach bez udziału kibiców.

 

Rzymskie "Il Messaggero" ogłasza, że Włochy "zamykają się". Zwraca uwagę na możliwe skutki decyzji o zamknięciu szkół w całym kraju. Jak dodaje, pod znakiem zapytania stoi termin i forma czerwcowych matur.

 

ZOBACZ: Uczelnie zawieszają wyjazdy studentów do Włoch. Reaguje ambasada

 

Wyjaśnia, że otwarte mogą być tylko te kina i teatry, w których zachowana zostanie zalecana odległość jednego metra między widzami.

 

Rozgrywki piłkarskie mają być rozgrywane na razie przy zamkniętych stadionach, ale już trwa polemika na temat zwrotu biletów - zauważa dziennik z Wiecznego Miasta.

 

Turyńska "La Stampa" pisze, że przeciwny decyzji o zamknięciu szkół i uniwersytetów w całym kraju był komitet naukowy doradzający rządowi.

 

"Potrzeba odwagi, żeby zamknąć kraj"

 

"Potrzeba odwagi, żeby zamknąć kraj" - przyznaje. Przypominając, że premier Giuseppe Conte sam określa się jako "adwokat narodu" miał taką odwagę. "Nie jest powiedziane, że jego decyzja jest słuszna, a tym bardziej, że jest mądra" - podkreśla gazeta.

 

"Na pewno jest to decyzja lidera, który bierze na siebie odpowiedzialność, a stawką w niej jest jego osobista wiarygodność oraz instytucji, jaką reprezentuje" - zauważa gazeta w komentarzu zatytułowanym "W równowadze między ryzykiem i odwagą".

 

Wymieniono następnie wszystkie inne zalecenia na 30 najbliższych dnu, wśród nich rady, by nie jeździć autobusem, metrem i pociągiem, unikać podawania rąk, obejmowania i całowania w policzki.

 

"Przesłanie jest proste i zarazem straszne; druga osoba, ktokolwiek by to był, stanowi potencjalne zagrożenie" - podsumowuje "La Stampa". Ostrzega: "Życie, jakie dotąd znaliśmy, już nie istnieje; jest zawieszone na czas nieokreślony".

 

Katolickie "Avvenire" nazywa zaostrzone kroki w ramach prewencji "lekcją odpowiedzialności".

msl/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze