Blokowane przejścia, spawane drzwi. Jak Chiny walczą z koronawirusem?

Świat
Blokowane przejścia, spawane drzwi. Jak Chiny walczą z koronawirusem?
PAP/EPA/YUAN ZHENG/Twitter/detodowon

Ludzie na siłę wyciągani z domów i spawane drzwi wejściowe do mieszkań - to obrazy z nagrań udostępnianych w mediach społecznościowych. - Takie działania mogą być zlecane przez władze, żeby nie dopuszczać osób, które mogą potencjalnie zarażać lub przebywały w obszarze epidemii - mówił w rozmowie z polsatnews.pl Marcin Przychodniak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Na Twitterze publikowane są nagrania, które - jak podają ich autorzy - przedstawiają sposób w jaki władze Chińskiej Republiki Ludowej mają "radzić sobie z koronawirusem". Ich autentyczność nie została potwierdzona. Zapytaliśmy eksperta, czy nagrania mogą pokazywać prawdziwe działania władz.

 

 

- Mówimy tutaj nie tyle o Wuhan, prowincji Hubei, tylko o pozostałych częściach Chin. Taka reakcja jest możliwa i wynika z różnych powodów. To tylko domysły, ale działania te mogą być zlecane przez władze, żeby nie dopuszczać osób, które mogą potencjalnie zarażać lub chociaż przebywały w obszarze epidemii - wyjaśnił Marcin Przychodniak. 

 

Tuszowanie informacji

 

- Z drugiej strony możemy mieć do czynienia z poczuciem ludzi, którzy nie do końca wiedzą co się dzieje, nie ufają informacjom, które im się podaje, ponieważ znamy wiele przykładów z historii, kiedy ukrywano pewną wiedzę. Nawet jeśli chodzi o koronawirusa, to sama władza przyznała na pewnym etapie, że próbowała niektóre rzeczy zatuszować - mówił Przychodniak w rozmowie z polsatnews.pl.

 

ZOBACZ: Podwoiła się liczba zakażonych koronawirusem na wycieczkowcu. Na pokładzie są Polacy

 

Na jednym z nagrań widać jak grupa osób spawa bramę wejściową do jednego z budynków. Kolejne ujęcie przedstawia zablokowane metalową konstrukcją drzwi wyjściowe na klatkę schodową.

 

 

- Problem zaufania społecznego jest duży i w części wynika z systemu politycznego. W pewnej mierze jego celem jest utrzymanie władzy oraz zapobieganie rozwojowi sytuacji, która mogłaby wywołać niepokoje społeczne, doprowadzić do przekroczenia granicy, za którą jest tylko fizyczna próba stłumienia protestów. To uproszczenie, ale kolejny Tian’anmen (protesty z 1989 r., które zakończyły się stłumieniem przez wojsko i masakrą - red.), użycie wojska na taką skale byłoby możliwe, ale mało prawdopodobne wziąwszy pod uwagę poważne konsekwencje. To zupełnie inne Chiny i zupełnie inna sytuacja niż ponad 30 lat temu - podkreślił.

 

"U podstaw leży brak zaufania do władzy"

 

- Te nagrania, to miks rożnych sytuacji, u podstaw których leży brak zaufania, reakcje bardzo emocjonalne i gwałtowne. Widzimy wyciąganie ludzi z domów siłą, transportowanie ich do ośrodków leczenia, czy chociażby zmuszanie osób do zakładania maseczek. Robią to przedstawiciele władzy, ale także zwykli ludzie - zauważył Przychodniak. 

 

ZOBACZ: Biotechnolodzy odkryli wirus z genami nieznanymi nauce. „To poważna sytuacja”

 

W poniedziałek rzecznik chińskiego MSZ Geng Shuang poinformował, że zakażenie nowym koronawirusem 2019-nCoV potwierdzono w Chinach do poniedziałku rana u 27 obcokrajowców, z czego "dwie osoby zmarły, trzy wyzdrowiały i wyszły już ze szpitali, a 22 pozostają w izolacji".

 

Przychodniak pytany czy władze ChRL mogą mieć informacje na temat liczby zarażonych osób, skali zagrożenia i sposobu postępowania  wskazał, że "wiedzą orientacyjnie, ale starają się tego chociażby ze względów politycznych nie ujawniać".

 

"Ruszyła machina szukania winnego"

 

- Liczba ofiar i zarażonych rośnie, ale ten przyrost nie jest gwałtowny. To może wynikać z podawania nieprawdziwych informacji, albo że brakuje testów pozwalających wykryć tego wirusa w sposób jednoznaczny. Myślę, że władze nie dysponują pełną wiedzą z czym mają do czynienia. Przepływ informacji jest dosyć niewielki - dodał.

 

ZOBACZ: Sześciuset Włochów nie może wrócić z Chin. Z powodu koronawirusa nie latają samoloty

 

- Ruszyła cała machina szukania winnego, próby opanowania sytuacji zostały wdrożone. Władza tego typu filmy chciałaby pewnie rozpowszechniać aby zwiększyć kontrolę społeczną, są informacje o tym, że w miejscach, gdzie była najwyższa zachorowalność, wycofywane są lekarstwa, środki na przeziębienie w tym celu, żeby ludzie, którzy mają takie objawy zgłaszali się do szpitala i byli badani pod kątem wirusa. Te filmiki pokazują, co może się z Tobą stać, jeśli tego nie zrobisz - powiedział w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie zalecała państwom świata ewakuacji obywateli z ogarniętego epidemią miasta Wuhan w środkowych Chinach. Rzecznik chińskiego MSZ zapewniał w poniedziałek, że jeśli mimo to kraje będą chciały zabrać z Wuhanu swoich obywateli, Chiny zaoferują niezbędną pomoc w zgodzie z międzynarodowymi normami i chińskimi przepisami.

 

Ofiary śmiertelne koronawirusa

 

Amerykańska ambasada w Pekinie ogłosiła w sobotę informację o pierwszym obywatelu USA, który zmarł z powodu zakażenia koronawirusem. Według dziennika "New York Times" była to 60-letnia kobieta, cierpiąca również na inne schorzenia.

 

ZOBACZ: Koronawirus na japońskim wycieczkowcu. MSZ poinformowało o stanie zdrowia Polaków

 

Japońskie MSZ informowało również w sobotę, że na zapalenie płuc zmarł mieszkający w Wuhanie Japończyk po 60. roku życia. Ministerstwo nie potwierdzało wówczas, że mężczyzna był zakażony koronawirusem, a przyczynę śmierci określiło jako wirusowe zapalenie płuc.

 

Jeden zgon spowodowany koronawirusem z Wuhanu odnotowano dotąd również na Filipinach, ale zmarły był obywatelem Chin.

 

W ubiegłym tygodniu MSZ informował o 19 cudzoziemcach zakażonych wirusem w ChRL.

 

Koronawirus z Wuhanu może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc. Do północy z niedzieli na poniedziałek w całych Chinach kontynentalnych potwierdzono ponad 40 tys. zakażeń, z czego 908 osób zmarło, a 3281 zostało już wypisanych ze szpitali – przekazała państwowa komisja zdrowia. Jeden zgon odnotowano dotąd w Hongkongu.

 

 

Więcej dowodów?

 

W mediach społecznościowych pojawiają się także jeszcze bardziej spektakularne przekazy. Na jednym z nagrań widać płonący budynek. Wpis oznaczono hasztagiem #coronavirus. Podobnie jak w przypadku poprzednich filmów, nie ma pewności czy są one autentyczne i mają związek z przeciwdziałaniem zarażeniom. 

 

 

 

msl/prz/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze