"Dom można odbudować zawsze, ludzi nie". Pożar odebrał Mateuszkowi najbliższych

Polska
"Dom można odbudować zawsze, ludzi nie". Pożar odebrał Mateuszkowi najbliższych
Polsat News
W niedzielnym odcinku #JesteśmyDlaDzieci historia Mateusza i Nadii

- Dzięki Bogu tak się wszystko potoczyło, że przynajmniej Mateuszek został uratowany – powiedziała pani Czesława, babcia chłopca. W marcu 2019 roku mama, tata, siostra i brat bliźniak Mateusza zginęli w pożarze. Chłopiec przeżył. Teraz walczy z poparzeniami, które zajmują 60 proc. powierzchni jego ciała. Chłopca wpiera Fundacja Polsat.

W niedzielnym odcinku #JesteśmyDlaDzieci historia Mateusza i Nadii. Obydwoje są leczeni w Pomorskim Ośrodku Terapii Laserowej im. Fundacji Polsat w Gdańsku. To klinika, która ma najwięcej laserów w całej Polsce, a one leczą m.in. rany pooparzeniowe.

 

"Człowiek patrzy i nie wierzy"

 

- Wracam myślami do tego Mateuszka przed wypadkiem, oglądam zdjęcia. Taka serdeczna twarzyczka – wspomina babcia chłopca.

 

- Człowiek nie chce wierzyć, że taka tragedia się stała. Dom można odbudować zawsze, ludzi nie – powiedziała reporterom programu #JesteśmyDlaDzieci, pani Czesława.

 

- Jak to się stało pierwszego marca, to zaraz trzeciego zmarł Dawidek, piątego zmarła Edyta synowa, szóstego zmarła Olusia. Syn ciągnął najdłużej, walczył do 13 marca. Myśleliśmy, że i Mateuszek tak samo skończy. Dzięki Bogu tak się potoczyło, że przynajmniej on jeden uratowany – powiedziała pani Czesława.

 

Dziadkowie Mateusza dają mu dużo miłości, wspierają go i otaczają opieką. Chłopiec ma też pomoc z Fundacji Polsat. Można go wesprzeć wchodząc na stronę: https://subkonta.fundacjapolsat.pl/profile/4ab6c6a8. I dokonując wpłaty.

 

Chłopiec przeszedł już kilkanaście operacji. Czuje się lepiej, zaczął chodzić. Leczenie i kosztowna rehabilitacja potrwają co najmniej kilka lat.

 

WIDEO: historia Mateuszka i Nadii w #JesteśmyDlaDzieci:

 

  

 

Historia Nadii. "Moje ubranie zaczęło płonąć"

 

Nadia uległa oparzeniu podczas imprezy urodzinowej w ogrodzie, którą zorganizowali dla niej rodzice.

 

- Zorganizowaliśmy ognisko. Podczas dolewania rozpałki nastąpił silny podmuch wiatru - wspomina mama Nadii.

 

Ogień zajął ciało dziewczynki.

 

- Pamiętam, że moje ubranie zaczęło płonąć. Dziadek się na mnie rzucił, aby pomóc ugasić ogień. Reszty nie pamiętam. - powiedziała Nadia Siwczuk.

 

Przez 3 dni trwała walka o jej życie.

 

Ta historia wydarzyła się kilka lat temu. Leczenie trwa nadal. Dziewczynka ma poparzone 50 proc. ciała.

 

- Teraz najważniejsza dla dziewczynki jest akceptacja i miłość. Nadia na początku obawiała się o opinię rówieśników, zanim wróciła do szkoły – powiedziała Agnieszka Grzegorczyk, członek zarządu Fundacji Polsat.

 

Poparzenia wśród dzieci

 

W Polsce rocznie poparzeniom ulega około 30 tys. dzieci, z czego około 2 tys. wymaga hospitalizacji.

 

- Małe dzieci to największa grupa, które ulega tym tragicznym zdarzeniom. Małe dzieci powinny być absolutnie odsunięte od kuchni - oparzenia właśnie podczas gotowania są najczęstsze – mówił w "Nowym Dniu" w Polsat News prof. Paweł Januszewicz pediatra, konsultant medyczny Fundacji Polsat.

 

Takie wypadki często spowodowane są brakiem wyobraźni rodziców lub dziadków.

 

- Jeżeli oparzenie zajmuje 5 proc. ciała, to zawsze musi być natychmiastowy transport do szpitala. Zwłaszcza kiedy to dotyka małych dzieci – przypomniał profesor.

las/luq/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze