Deszcz w Australii przyniósł tylko chwilową ulgę. Wstrząsająca mapa zniszczeń

Świat
Deszcz w Australii przyniósł tylko chwilową ulgę. Wstrząsająca mapa zniszczeń
PAP/EPA/MICK TSIKAS
Deszcze, które pojawiły się w miniony weekend w rejonie Sydney, dały strażakom chwilę wytchnienia

Temperatura w Sydney spadła w poniedziałek do 21 stopni Celsjusza, choć w ostatnich dniach przekraczała nawet 50. W różnych rejonach kraju spłonęły już miliony hektarów buszu, a ogień nadal trawi rozległe tereny. Szacuje się, że żywcem spłonęło już pół miliarda zwierząt. Niektóre gatunki mogą całkowicie wyginąć. Media społecznościowe ujawniają światu druzgocące obrazy australijskiego dramatu.

Dzięki deszczom, które w miniony weekend pojawiły się m.in. w rejonie Sydney, służby ratunkowe zyskały możliwość ewakuacji ludności z obszarów otoczonych wcześniej przez płomienie. To jednak tylko chwilowa ulga, ponieważ w poniedziałek opady były już niewielkie.

 

 

ZOBACZ: Polscy tenisiści w Australii: "Na hali sauna". Dym, popiół i skrajnie wysokie temperatury [WIDEO]

 

Bezprecedensowa skala zniszczeń

 

W mediach społecznościowych internauci dzielą się obrazami, które mają unaoczniać całemu światu skalę zniszczeń. Na jednej z takich grafik naniesiono obszar dotknięty pożarami na mapę Europy.

 

 

Inni udostępniają zdjęcia satelitarne, na których Australia widnieje jako czerwona plama.

 

 

Wyjątkowo okrutny sezon

 

Pożary w Australii szaleją od września zeszłego roku. Do dziś zniszczenia są już blisko dwukrotnie większe, niż w roku 1974, kiedy padł ostatni druzgocący "rekord".

 

ZOBACZ: Tragiczne pożary w Australii. Mieszkańcy krytykują premiera Scotta Morrisona

 

Ze względu na położenie geograficzne Australii pożary są tam zjawiskiem sezonowym. Tegoroczne lato, które zaczyna się tam w grudniu, jest jednak nadzwyczaj gorące. W ostatnich dniach temperatury sięgały nawet 50 stopni Celsjusza.

 

Panujące w Australii warunki pogodowe uniemożliwiają strażakom opanowanie szalejących pożarów. W ostatnich dniach spłonęło niemal 1,5 tys. domów i ewakuowano kilka tysięcy mieszkańców. Służby ratunkowe na bieżąco wydają komunikaty o zagrożeniach.

 

Zwierzęta płoną żywcem

 

Szacuje się, że dotąd spłonęło pół miliarda zwierząt, a niektórym gatunkom grozi całkowite wyginięcie. W sieci można znaleźć liczne obrazy poparzonych kangurów i misiów koala. Dzikie zwierzęta uwięzione w płomieniach zdają się już tylko na łaskę człowieka.

 

 

 

Po sieci krąży też wstrząsające nagranie, na którym widać rozległy teren pełen spalonych ciał zwierząt.

 

 

"Zwierzęta są przystosowane do radzenia sobie z pożarami buszu, ale tegoroczne są dla nich zbyt olbrzymie" - mówił Stuart Blanch z WWF Australia cytowany przez portal thesun.co.uk.

 

"Nawet te, które przetrwają pożary, będą umierać w ciągu następnych tygodni i miesięcy z powodu odwodnienia, głodu czy chorób. Staną się też łatwym łupem dla dzikich kotów i lisów" - tłumaczył Blanch.

 

Wirtualna adopcja koali

 

Zwierzęta uratowane z płomieni trafiają do takich ośrodków jak Koala Hospital w mieście Port Macquarie, gdzie zwierzęta dochodzą do siebie. Niestety nie wszystkie udaje się utrzymać przy życiu.

 

 

Za pośrednictwem organizacji takich jak Australian Koala Foundation lub WWF Australia można dokonać wirtualnej adopcji rehabilitowanych zwierząt lub zasadzić symboliczne drzewo.

 

ZOBACZ: Ogień pochłania Australię. Zginęło już co najmniej 17 osób

 

Koala Hospital w Port Macquarie wydaje internautom certyfikaty poświadczające dokonanie "adopcji" zwierzęcia, dzięki czemu darczyńca może zyskać większe poczucie sprawczości niesionej pomocy.

bia/bas/ml/ polsatnews.pl, cbsnews.com, polityka.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze