Auto "z piskiem opon" wjechało w animalsów. Dwie osoby poszkodowane [WIDEO]

Polska
Auto "z piskiem opon" wjechało w animalsów. Dwie osoby poszkodowane [WIDEO]
Animal Rescue Polska
Mężczyzna za kierownicą nie zatrzymał się, chociaż jeden z animalsów chciał z nim porozmawiać

Interwencję fundacji Animal Rescue Polska w Radysach (woj. warmińsko-mazurskie) przerwało pojawienie się mężczyzny za kierownicą dostawczego samochodu. - Ruszył w nas z piskiem opon. Musieliśmy uciekać w krzaki - powiedział polsatnews.pl jeden z animalsów. Ucierpiały dwie osoby. Zdarzenie zostało zarejestrowane.

Przedstawiciele Animal Rescue Polska zjawili się w sobotę w Radysach, aby przejąć około 30 psów trzymanych w tamtejszym schronisku. 

 

"Ruszył w nas z piskiem opon, musieliśmy uciekać"

 

- Gmina Stare Juchy zdecydowała, aby zabrać zwierzęta z tamtego miejsca. Jest owiane złą sławą. Samorząd rozwiązał więc umowę z szefem schroniska - powiedział polsatnews.pl jeden z aktywistów.

 

ZOBACZ: Boa dusiciele pełzały w aucie, a ich właściciel "biegał" z bronią. "Węże mogły stanowić zagrożenie"

 

Podczas interwencji rozpoczętej około godz. 12 na miejscu zjawił się mężczyzna kierujący dostawczym autem. Według fundacji, był to syn właściciela schroniska. 

 

- Gdy wjeżdżał na teren naszego działania, ruszył w nas z piskiem opon. Musieliśmy uciekać w krzaki, aby nas nie rozjechał - stwierdził nasz rozmówca z Animal Rescue Polska. 

 

 

ZOBACZ: Pasażerka miała wypaść z taksówki, kierowca po niej przejechał. Mężczyzna był nietrzeźwy

 

Auto uderzyło jedną osobę w ramię, a innej przejechało po nodze. Na filmie widać fragment zdarzenia. Mężczyzna za kierownicą nie zatrzymał się na prośbę przedstawiciela fundacji, który chciał z nim porozmawiać. 

 

WIDEO: Interwencja Animal Rescue Polska w Radysach:

Poszkodowane osoby nie trafiły do szpitala, są jednak "obolałe".

 

- Zgłaszamy na policję przywłaszczenie psów, bo właściciel nie chce ich wydać - poinformowało Animal Rescue Polska.

 

Warunki w schronisku w Radysach

 

W schronisku w Radysach przebywa ok. 3 tys. psów, jednak według animalsów może być ich więcej. Podczas akcji przejęcia kilkudziesięciu zwierząt, do której doszło w kwietniu, stwierdzili, że wiele z nich nie ma niezbędnych dokumentów, m.in. zaświadczeń o sterylizacji.

 

Aktywiści uważają też, że w boksach przebywa zbyt wiele psów naraz. 

 

"W sprawę zaangażowała się Katarzyna Piekarska"

 

Po kilku godzinach akcja odebrania psów zakończyła się. Policja wzięła odpowiedzialność nad zwierzętami, które chciała odzyskać gmina Stare Juchy.

 

- Wracamy "na pusto" przez zupełne zbycie przez policję i prokuraturę. W sprawę zaangażowała się poseł Katarzyna Piekarska z parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt. Będziemy działać dalej na dniach - przekazali polsatnews.pl animalsi.

 

Zaznaczyli, że "mundurowi przekazali prokuratorowi, że widzieli psy i, że jest »ok«".

 

- My mamy dowody, że na teren schroniska nikt nie wszedł i nie zainteresował się sprawą - dodali w rozmowie z naszym portalem.

 

"To lenistwo, niekompetencja"

 

Ich zdaniem, obecni na miejscu funkcjonariusze z Piszu nie chcieli pomóc w odzyskaniu zwierząt, chociaż "mieli niepodważalne informacje, że na posesji są przywłaszczone psy".

 

- Policja ma obowiązek do zrobienia oględzin, ale od niego odstępuje - podkreślili aktywiści.

 

- To jest lenistwo, niekompetencja i nieznajomość prawa - powiedział polsatnews.pl Dawid Fabjański z Animal Rescue Polska.

 

Portal polsatnews.pl próbował skontaktować się z policją w Piszu. Bezskutecznie.

wka/hlk/ac/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze