"Mój apel mógł wpłynąć troszeczkę na wynik wyborów"

Świat
"Mój apel mógł wpłynąć troszeczkę na wynik wyborów"
PAP/EPA/HENRIK MONTGOMERY
Spotkanie z Olgą Tokarczuk i Peterem Handke odbyło się w Sztokholmie w Muzeum Nagrody Nobla

Olga Tokarczuk przypomniała w piątek w Sztokholmie, że po otrzymaniu wiadomości o przyznaniu jej literackiego Nobla, zaapelowała do czytelników, by w wyborach parlamentarnych głosowali za demokracją, przeciw autorytaryzmowi. - Mój apel mógł wpłynąć troszeczkę na wynik wyborów - mówiła noblistka.

Piątkowa konferencja prasowa była pierwszą imprezą tygodnia noblowskiego, w której uczestniczyli laureaci nagrody literackiej. Spotkanie podzielono na dwie części - bohaterką pierwszej z nich była Olga Tokarczuk.

 

Pisarka opowiadała o fundacji, jaką zamierza powołać we Wrocławiu - trwają prace nad opracowaniem jej statutu. Poza wspieraniem pisarzy i tłumaczy ma ona zajmować się badaniem "związków człowieka z naturą". - Będziemy też na pewno zajmować się szeroko rozumianą ekologią a także, co bardzo leży mi na sercu - prawami zwierząt - dodała pisarka.

 

Apel Tokarczuk i wybory

 

Ogłoszenie decyzji o uhonorowaniu Olgi Tokarczuk literackim Noblem zbiegło się w czasie z wyborami parlamentarnymi w Polsce. Pisarka spontanicznie zaapelowała wtedy do czytelników, aby "głosować za demokracją, przeciwko autorytaryzmowi". Ten apel został bardzo gorąco przyjęty w Polsce. - Myślę, że mój apel mógł wpłynąć troszeczkę na wynik wyborów - powiedziała w piątek Tokarczuk.

 

ZOBACZ: "Wybór między demokracją, a autorytaryzmem". Tokarczuk o sytuacji w Polsce

 

- Przede wszystkim myślę, że w Polsce ta nagroda literacka Nobla przyniosła wiele dobrej energii, potrzebnej, bo w Polsce jesteśmy bardzo podzieleni jako naród i obecnie bardzo wiele się dzieje w kwestiach politycznych i takich niezdrowych, ciemnych emocji, które powodują, że mamy obniżone poczucie wartości, jako wspólnota. Myślę, że ta nagroda rzeczywiście przyniosła trochę nadziei - mówiła pisarka.

 

"Literatura, która wymaga pewnych kompetencji poznawczych"

 

Jedno z pytań skierowanych do Tokarczuk podczas konferencji nawiązywało do wypowiedzi ministra kultury Piotra Glińskiego, który przyznał, że nie udało mu się skończyć żadnej z książek noblistki, choć zamierza to nadrobić. Tokarczuk, zapytana, które ze swoich dzieł poleciłaby na początek, aby ułatwić ministrowi zadanie, powiedziała, że nigdy nie zakładała, że jej książki są dla wszystkich.

 

- To literatura, która wymaga pewnych kompetencji poznawczych, kulturowych. Wiem, że dzisiaj ludzie chętniej obcują z obrazem, innymi formami przekazywania głębokich informacji. (...) Ale staram się zrozumieć, że ludzie mogą nie mieć czasu, nie mogą się skupić na czytaniu książek. Myślę, że czytanie dzisiaj jest przywilejem - dodała.

 

ZOBACZ: Olga Tokarczuk: mam zaufanie do mechanizmów demokracji

 

- Moje zadanie jako pisarki traktuję bardzo poważnie, ale na pewno jeżeli politycznie, to w tym najszerszym rozumieniu polityczności. Literatura jest bardzo wyrafinowanym, wymyślnym sposobem komunikacji międzyludzkiej i na pewno nie powinna być mylona z aktywizmem politycznym. Więc jeżeli moje książki mogą być postrzegane jako polityczne, to w tym najszerszym sensie, który dotyczy wielu aspektów naszego życia: co jemy, jak się ubieramy, co myślimy o innych, jaki mamy stosunek do sąsiadów. W takim sensie moja literatura jest polityczna - dodała Tokarczuk.

 

Przypomniała, że po publikacji książki "Prowadź swój pług przez kości umarłych" czytelnicy nadsyłali listy, w których opisywali wewnętrzną przemianę związaną z porzuceniem jedzenia mięsa.

 

- Pochodzę z pokolenia, które wchodziło w dorosłość po 1989 roku w Polsce, mieliśmy wtedy takie wrażenie, że to jest w pewnym sensie koniec polityki jako siły, która ingeruje w nasze prywatne życia, że teraz będziemy się mogli zająć uprawianiem literatury - takiej w najlepszym sensie. Nie mieliśmy racji. Po 30 latach okazało się, że ta intensywność polityki w naszym prywatnym życiu jest jeszcze większa niż była przedtem - mówiła Tokarczuk.

 

Mocno wyprowadzony z równowagi

 

Tezę Tokarczuk potwierdził rozwój wydarzeń podczas drugiej części konferencji, której bohaterem był laureat Literackiej Nagrody Nobla za 2019 roku, austriacki pisarz i dramaturg, Peter Handke. Na początku okazało się, że dziś właśnie przypadają jego urodziny, zebrani odśpiewali mu więc "happy birthday". Potem padły pytania o stosunek noblisty do wojny w byłej Jugosławii. Handke, oceniając tamte wydarzenia, opowiada się po stronie Serbów. Jego słowa o tym, że to, co wydarzyło się na Bałkanach nie powinno się nazywać "ludobójstwem", a "bratobójstwem" przez niektórych zostały uznane za kwestionowanie prawdy historycznej.

 

ZOBACZ: "Sprzedano 12 tys. książek Tokarczuk w 10 godzin". Sprawdzamy plany polskiej noblistki

 

W piątek pisarz chciał rozmawiać o literaturze, a nie polityce, ale ta wracała jako temat niemal każdego pytania. Na koniec konferencji Handke był już mocno wyprowadzony z równowagi.

 

Na znak protestu przeciwko poglądom noblisty z udziału w tygodniu noblowskim zrezygnował Peter Englund, były sekretarz Szwedzkiej Akademii, który jako reporter relacjonował wojnę w byłej Jugosławii. Na 10 grudnia, kiedy odbywać się będzie ceremonia wręczenia nagród Nobla, w Sztokholmie spodziewane są protesty przeciwko honorowaniu Petera Handke jako pisarza o kontrowersyjnych poglądach.

 

Spotkanie dziennikarzy z Olgą Tokarczuk i Peterem Handke odbyło się w Sztokholmie w Muzeum Nagrody Nobla.

pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze