Potworny hałas i smród to dla mieszkańców tego osiedla codzienność. Urzędnicy rozkładają ręce

Polska
Potworny hałas i smród to dla mieszkańców tego osiedla codzienność. Urzędnicy rozkładają ręce
Interwencja
- Muszę siedzieć cały czas w domu, okna pozamykane, bo tak śmierdzi - mówi chora na nowotwór Natalia.

W środku jednego z osiedli w Chełmie Śląskim zlokalizowany jest szrot, który zajmuje się rozbieraniem i złomowaniem starych samochodów. Pozwolenie na taką działalność wydał wojewoda. Niestety ilość przetwarzanych odpadów jest znacznie większa niż ta, na które właściciel firmy ma pozwolenie. Urząd marszałkowski mógł to pozwolenie już dawno cofnąć, jednak tego nie zrobił. Reportaż "Interwencji".

Dramat rodziny pani Doroty z Chełma Śląskiego ma prawie tyle samo lat, co koszmarne sąsiedztwo auto złomu za ich płotem. Kiedy kilkanaście lat temu rodzina kupowała działkę pod budowę domu, nie spodziewała się, z czym przyjdzie się zmierzyć.

 

- To w ogóle jest niesamowite. Nikt się tego nie spodziewał. Zresztą wiedząc nikt nie kupowałby tutaj ziemi i nie budował domów. Nie skazywałby się na taką gehennę. Nikt nie jest nienormalny. Nie ładuje się swojego dorobku życia w miejsce, które jest po prostu piekłem na ziemi - mówi "Interwencji" Dorota Mizga-Garyga. - Moja córka tutaj 10 lat temu zachorowała na bardzo poważna chorobę. Jest to choroba nowotworowa i dziewczyna walczy z tą choroba już przez 10 lat - dodaje.

 

- Muszę siedzieć cały czas w domu, okna pozamykane, bo tak śmierdzi. Nie da się po prostu wytrzymać. I ten huk też, bo to tak huczy, huczy i tarabani się i to jest też takie niemiłe bardzo - mówi córka pani Doroty.

 

"Syn przejął działalność i zrobił fabrykę"

 

Potworny hałas, smród smarów samochodowych i benzyny to codzienność nie tylko tej rodziny. Z tym samym muszą zmagać się mieszkańcy, którzy również lata temu kupowali działki, budowali domy marząc o spokoju.

 

- Tu był tylko warsztat samochodowy, który prowadził ojciec i rozbierał sobie na początku, w latach 2000. Były maluchy i on sobie to rozbierał i później na złom wysyłał. Po jego śmierci syn przejął tę działalność i zrobił z tego fabrykę - mówi pan Andrzej, jeden z mieszkańców osiedla.

 

ZOBACZ: Góra śmieci i potworny smród. Spółdzielnia i dzielnica bezsilne

 

Cisza, która trwała w trakcie realizacji reportażu "Interwencji" dla mieszkańców była czymś wyjątkowym. Filmiki, które nagrywają, jednoznacznie pokazują, że to nie jest ich codzienność. Pozwolenie na taką uciążliwą działalność w 2007 roku wydał Wojewoda Śląski. Niestety ilość przetwarzanych odpadów jest znacznie większa niż ta, na które właściciel firmy ma wydane pozwolenie.

 

- Przy każdej kontroli, która tu jest przeprowadzana przez Inspektorat Ochrony Środowiska, są wykazywane takie nieprawidłowości i jest napisane takie zdanie, że stacja nie spełnia minimalnych  warunków zgodnych z przepisami prawa - twierdzi pani Dorota.

 

- W kolejnych latach przedsiębiorca przetwarza ilość odpadów dużo większą, niż posiada na to decyzję Marszałka Województwa Śląskiego. Zdecydowanie martwi nas to, że te przekroczenia mają miejsce - mówi Małgorzata Zielonka-Alker, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach.

 

WIDEO: Reportaż "Interwencji".

 

  

 

Urząd marszałkowski a urząd gminy

 

Reporter "Interwencji": Przecież jest przepis mówiący o tym, że jesteście władni to zezwolenie cofnąć.

Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego: Oczywiście jest taki przepis, który nawet zobowiązuje urząd marszałkowski do takiego działania. Przedsiębiorca dwukrotnie zwracał się z wnioskami o rozszerzenie działalności.

Reporter: Daliście mu taka zgodę?

Rzecznik: Oczywiście takiej zgody nie dostał.

Reporter: Sam się rozszerzył, wie pan o tym?

Rzecznik: Nie dostał zgody na to, żeby rozszerzyć działalność.

Reporter: Ma to w nosie.

Rzecznik: Natomiast jeśli jest podejrzenie, że on gromadzi...

Reporter: To jest fakt, a nie podejrzenie.

Rzecznik: ... że on gromadzi odpady na terenie swojego zakładu w ilości większej niż powinien...

Reporter: Panie rzeczniku, to jest fakt.

Rzecznik: To już niestety nie działają tutaj służby urzędu marszałkowskiego, tylko urzędu gminy.

 

ZOBACZ: Zamiast ekologicznych pieców dostali farelki. Mieszkańcy: drogo i niebezpiecznie

 

Stanisław Jagoda, wójt gminy Chełm Śląski twierdzi, że on takiego pozwolenia nie wydawał, w związku z czym nie może go cofnąć.

 

- My wszyscy czujemy się jak w matrixie, dlatego zwróciliśmy się do państwa, no bo już nie ma żadnej władzy, która by zastopowała ten proceder - mówi pani Agata, mieszkanka osiedla.

zdr/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze