Deweloperskie place zabaw. "Jak spacerniak w więzieniu dla dzieci"

Polska
Deweloperskie place zabaw. "Jak spacerniak w więzieniu dla dzieci"
Polsat News, Twitter/stfn

Osiem metrów kwadratowych, dookoła metalowe ogrodzenie. Nie ma piaskownicy, zjeżdżalni ani huśtawek. Są za to dwa "bujaki" i ławka. Tak wyglądają "deweloperskie place zabaw" na niektórych nowo wybudowanych osiedlach. - To wygląda jak spacerniak w więzieniu dla dzieci - powiedział polsatnews.pl Jan Mencwel ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Na jednym z nowych osiedli we Wrocławiu plac zabaw zajmuje mniej terenu niż miejsce parkingowe. Nie ma tu piaskownicy, ani huśtawek, są za to dwa "bujaki" i ławka. Taki plac zabaw przypada na 94 mieszkania.

 

"Bądź grzeczny, bo pójdziesz na plac zabaw" - tak rodzice mają ostrzegać swoje dzieci.

 

ZOBACZ: Plac zabaw we Wrocławiu zadziwia "rozmachem". To ławka i dwie zabawki

 

 

Deweloper przekonuje, że wszystko zostało zrobione zgodnie z planem. I ma rację. Nie ma bowiem przepisów regulujących wielkość placu zabaw.

 

ZOBACZ: Warszawska reprywatyzacja. Roszczenia do kamienicy kupione przez Marka M. były warte 85 tys. zł

 

Dwa "bujaki" i zamiast ławki - schowana w kącie, przy budynku transformatora - piaskownica. Tak wygląda miejsce zabaw dla dzieci na warszawskich Stegnach. Deweloper szczyci się nim w opisie jako "kameralny plac zabaw".

Marek Tychmanowicz

 

"Alcatraz dla dzieci"

 

Kolejny "deweloperski" plac zabaw mieści się przy ul. Piątkowskiej w Poznaniu. "Bujak" i huśtawka ustawione są we wnęce budynku, tuż przy murze. 

Twitter/stfn

 

"Alcatraz dla dzieci" - tak zdjęcia innego z poznańskich placów zabaw podpisała pani Magdalena. Dzieci mają tam do dyspozycji piaskownicę  i jeden "bujak". 

Magdalena Olejniczak

"Deweloper może wszystko"

 

Jan Mencwel z Miasto Jest Nasze twierdzi, że "problem istnieje od kiedy bardzo rozwinął się deweloperski rynek mieszkaniowy". - To jest związane z tym, że deweloperzy próbują upchnąć jak najwięcej mieszkań, które można sprzedać. Plac zabaw takim miejscem nie jest - dodał.

 

Jak podkreślił, nowe osiedla budowane są najczęściej na tzw. wuzetce, czyli decyzji ustalającej warunki zabudowy. - To jest w stu procentach uznaniowe, decyduje o tym jeden urzędnik, który podpisuje zgodę na warunki zabudowy i wtedy deweloper może zrobić właściwie wszystko - tłumaczył aktywista miejski.

 

ZOBACZ: Z kredytami i bez mieszkań. Przez spór banku z deweloperem

 

Zdaniem Mencwela, sytuacja pogorszyła się wraz z wejściem w życie ustawy nazywanej lex deweloper. - Można teraz ignorować zapisy planu miejscowego. Jeśli w danym miejscu powinna być niska zabudowa, ponieważ np. wokół są niskie budynki, to deweloper może wystąpić o to, żeby zbudować budynek niezgodny z planem miejscowym i wystarczy, że "klepną" mu to radni  - dodał.

 

"Wolna amerykanka"

 

Według niego, ustawa ta "pozwala na tego typu łamanie zasad urbanistyki". - W Polsce panuje wolna amerykanka, a te place zabaw są symbolem tego, jak to się kończy. Nie ma żadnych norm, więc można postawić coś, co wygląda jak parodia placu zabaw, albo jak jakiś plac zabaw w więzieniu lub spacerniak w więzieniu dla dzieci - mówił.

 

Jak dodał, Miasto Jest Nasze stara się uświadamiać ludzi i sprawiać, by osiedla bez zieleni i z małymi placami zabaw stawały się nieatrakcyjne dla potencjalnych mieszkańców.

 

- Walczymy o plany zagospodarowania i sprzeciwiamy się ustawie lex deweloper, bo uważamy, że w Polsce za mało się buduje rzeczy zaplanowanych, a za dużo osiedli, tzw. polskich obozów mieszkaniowych - dodał.

zdr/luq/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze