Strzelił do agresora, gdy ten wyjął nóż. Spędził w areszcie ponad półtora roku

Polska
Strzelił do agresora, gdy ten wyjął nóż. Spędził w areszcie ponad półtora roku
Polsat News
Jacek Widyk posiadał broń, bo kiedyś trenowął strzelectwo. Użył jej w klubie po tym, jak Grzegorz H. zaatakował go w klubie

Jacek Widyk spędził siedemnaście miesięcy w areszcie po tym, jak strzelił do Grzegorza H., który atakował jego bliskich i groził mu śmiercią. W czwartek sąd oczyścił go z zarzutu usiłowania zabójstwa. Uznał jednak za winnego uszkodzenia ciała. Zdaniem obrony, mężczyzna w ogóle nie powinien zostać ukarany. Chwilę po wydaniu wyroku, brat poszkodowanego miał grozić partnerce Widyka.

7 lipca ubiegłego roku Jacek Widyk wraz ze znajomymi wybrał się do jednego z klubów w Płocku. Był trzeźwy, bo przyjechał na miejsce samochodem.

 

Jak mówił, w pewnym momencie jego koleżanki zaczepiła pijana kobieta, a zaraz potem Grzegorz H., nieformalny ochroniarz lokalu.

 

- Ten człowiek był pod wpływem kokainy, marihuany i alkoholu. Jest znany w środowisku kiboli. Groził mi pozbawieniem życia i zatarasował drogę - stwierdził.

ZOBACZ: Operator postrzelony na planie filmu Vegi. Ruszył proces

 

Padły strzały, gdy napastnik wyjął nóż. "Broniłem się"

 

Widyk uprawiał strzelectwo sportowe, więc legalnie posiada broń i tego wieczoru miał ją przy sobie. Strzelił, gdy drugi mężczyzna wyjął nóż; kula trafiła w jego nogę. Widać to na nagraniu z monitoringu, do którego dotarli dziennikarze Polsat News.

 

- Chroniłem osoby postronne, ratowałem swoich znajomych. To ja byłem ofiarą i broniłem się - dodał.

 

WIDEO: Kamera "Wydarzeń" towarzyszyła Jackowi Widykowi, gdy wychodził z aresztu

  

 

Zaraz potem Widyka obezwładnili znajomi, żona i brat Grzegorza H. Skopali go po głowie i roztrzaskali na nim drewnianą donicę. W postępowaniu dotyczącym tej sprawy sąd orzekł, że była to obrona konieczna.

 

Grzegorz H. kłamał, śledczy mu uwierzyli

 

Początkowo Grzegorz H. twierdził, że w lokalu był jedynie towarzysko i to on został zaatakowany. Skłamał też, że nie miał przy sobie noża. Wówczas śledczy przyjęli jego wersję.

Prosto z klubu Widyk trafił do aresztu, gdzie spędził siedemnaście miesięcy. Prokuratura uznała, że strzelał, aby zabić. Usłyszał więc zarzut usiłowania zabójstwa. 

ZOBACZ: Program "Państwo w Państwie" o sprawie Jacka Widyka (odcinek z września)

 

Wyrok: dwa lata więzienia, ale Widyk może wyjść na wolność

 

W czwartek sąd uznał, że oskarżony uszkodził ciało Grzegorza H., ale nie chciał pozbawić go życia.

 

- Oddawanie strzałów w takich warunkach nie było uzasadnione okolicznościami tej sprawy. To nie była obrona ze strony pana Widyka - mówił Mariusz Królikowski, sędzia Sądu Okręgowego w Płocku.

 

Dodał jednak, że "był w stanie wycelować tak, by nie spowodować realnego zagrożenia życia". Orzekł dwa lata więzienia, jednak Widyk mógł wyjść na wolność, bo większość tej kary odsiedział w areszcie.

 

Partnerka Jacka Widyka: groził mi brat Grzegorza H.

 

Zdaniem obrońcy Włodzimierza Marczuka, mężczyzna nie powinien zostać ukarany.

 

- Oskarżony bronił się, do czego miał prawo. Podjął wszelkie niezbędne działania, by ochronić siebie i innych. Powinien zostać uniewinniony - powiedział.

 

ZOBACZ: 72-latek zastrzelił włamywacza i poszedł spać

 

Bliscy nie kryli szczęścia, jednak mówili o ewentualnej zemście rodziny H.

 

- Radość jest ogromna, ale zaraz po ogłoszeniu wyroku brat poszkodowanego powiedział mi: "Bardzo się cieszę, że Jacek wychodzi; mam nadzieję, że niedługo się spotkamy" - mówiła Ewa Fluksik, partnerka Widyka.

 

Zapewniła, że "traktuje to jako groźbę, oby bez pokrycia". Sprawa najprawdopodobniej będzie miała swój ciąg dalszy w sądzie apelacyjnym.

wka/ml/ polsatnews.pl, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze