Protestujący w Chile walczą z policją laserami

Świat
Protestujący w Chile walczą z policją laserami
PAP/EPA/Alberto Valdes
Protesty w Chile wybuchły 18 października po decyzji o podwyżce w stolicy Santiago cen na bilety metro.

Chile wstrząsają antyrządowe manifestacje, które zamieniają się w regularną bitwę z policją i wojskiem. Służby używają m.in. armatek wodnych, protestujący wszystkiego, co mają pod ręką - najczęściej kamieni i gruzu. Mają też nietypową metodę. Na amatorskim nagraniu zarejestrowano moment, gdy oddział policjantów wycofuje się pod naporem demonstrujących, którzy oślepiają służby używając laserów.

Jak informuje Reuters, w Chile znów nasiliły się wiece i strajki powodowane nierównością i niesprawiedliwością społeczną. Demonstracje czasami przekształcają się w grabieże i powodują szkody sięgające miliardów dolarów w infrastrukturze publicznej i prywatnych przedsiębiorstwach. W starciach zginęło co najmniej 20 osób. 


Centroprawicowa administracja prezydenta Sebastiana Pinery uznała, że Kongres Narodu powinien rozpocząć proces pisania nowej konstytucji, która zastąpi obecną, pochodzącą z dyktatury Augusto Pinocheta z lat 1973-1990. Jednak krytycy odrzucili starania Pinery.

 

ZOBACZ: Mimo rekonstrukcji rządu, protesty w Chile nie ustają. 10 tys. osób na ulicach

 

Wojsko miało przywrócić spokój

 

Protesty w Chile wybuchły 18 października po decyzji o podwyżce w stolicy Santiago cen biletów metra. Zadanie przywrócenia spokoju prezydent powierzył wojsku, na co społeczeństwo odpowiedziało jeszcze większymi demonstracjami, protestując przeciwko represjom i polityce socjalnej rządu, rosnącym kosztom utrzymania i opieki medycznej, narastającym nierównościom społecznym oraz niewydolnemu systemowi emerytalnemu.

 

 

W odpowiedzi Pinera wprowadził na większości terytorium kraju stan wyjątkowy. Na ulice, po raz pierwszy od zakończenia przed 30 laty dyktatury gen. Augusto Pinocheta, wyszło wojsko. Mimo ogłoszenia w stolicy, a następnie w 16 okręgach także godziny policyjnej, w Santiago i innych miastach dochodziło do rabowania mienia prywatnego, w całym kraju okradziono ponad 200 supermarketów.

 

ZOBACZ: Ponad milion manifestantów na ulicach Santiago, stolicy Chile [ZDJĘCIA]

 

W obliczu społecznego niezadowolenia w całym kraju Pinera przeprosił obywateli, że nie zauważył wcześniej ich potrzeb.

 

W trzecim tygodniu demonstracje stały się jeszcze brutalniejsze. Od ich rozpoczęcia zginęło 20 osób. Nasilają się starcia z policją i wojskowymi siłami bezpieczeństwa.

msl/ml/ polsatnews.pl, Reuters, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze