"Mam nadzieję, że zostanę uniewinniony". Rozprawa Śpiewaka odroczona

Polska
"Mam nadzieję, że zostanę uniewinniony". Rozprawa Śpiewaka odroczona
Polsat News
Córka Ćwiąkalskiego domaga się od miejskiego aktywisty m.in. grzywny w wysokości 10 tys. zł

- Cieszę się, że była jawność sprawy. W końcu opinia publiczna ma szansę wyrobić sobie zdanie na temat tego procesu - mówił Jan Śpiewak po wyjściu z sali rozpraw. W poniedziałek rozpoczął się proces apelacyjny ws. wytoczonej przez mec. Bogumiłę Górnikowską-Ćwiąkalską. Sąd Okręgowy w Warszawie odroczył rozprawę do 13 grudnia do 9:30.

Decyzja ta została uzasadniona "koniecznością dysponowania aktami Sądu Rejonowego i Okręgowego w Radomiu, o których była mowa podczas rozprawy". Sąd Okręgowy w Warszawie zwróci się z prośbą do tych urzędów o nadesłanie konkretnych akt.

 

Śpiewak po wyjściu z sali zaznaczył, że "z materiału dowodowego niezbicie wynika, że córka ministra Ćwiąkalskiego była kuratorem w sposób absolutnie nielegalny".

 

- Nie znała jego daty urodzenia, tożsamości, a pomimo tego została kuratorem. Przekroczyła swoją kuratelę, czyli zarządzała nieruchomością, choć nie miała do tego uprawnień nadanych przez sąd - dodał.

 

"Metoda na kuratora"

 

Córka byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego domaga się od miejskiego aktywisty grzywny w wysokości 10 tys. zł i trzech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Chodzi m.in. o wpis, który Jan Śpiewak opublikował w październiku 2017 r. na Twitterze.

 

"Boom. Córka ministra Ćwiąkalskiego przejęła w 2010 roku metodą na 118-letniego kuratora kamienice na Ochocie" - brzmiał wpis.

 

"Zepsuliśmy im wakacje w Bułgarii"

 

- Sprawa, która powinna zakończyć się chyba zrzutami dyscyplinarnymi dla córki pana ministra, niestety, skończyła się w pierwszej instancji karą dla mnie. Zachowanie ministra podczas pierwszej rozprawy też było dość kuriozalne. Główny zarzut był taki, że zepsuliśmy im wakacje w Bułgarii. I w związku z tym, mam iść na 3 miesiące do więzienia i rok w zawieszeniu. Mam nadzieję, że sprawa zakończy się po naszej myśli i zostanę uniewinniony - mówił Śpiewak.

 

Zaznaczył, że "nie ma żadnej podstawy do tego, by mnie skazywać".

 

- To jest nieprawdopodobne. Działałem w interesie publicznym. Działania pani Górnikowskiej skrzywdziły bardzo wiele osób - dodał. 

 

  

 

ZOBACZ: Śpiewak wciąż nie wie, czy będzie uciekać z Polski. Odroczona apelacja ws. "dzikiej reprywatyzacji"

 

Winny zniesławienia

 

W połowie stycznia 2019 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia orzekł, że stołeczny działacz miejski Jan Śpiewak jest winny zniesławienia mecenas Bogumiły Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej i zasądził, że ma zapłacić 5 tysięcy złotych grzywny i 10 tysięcy nawiązki na rzecz Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej. Uzasadnienie wyroku było niejawne. Apelacje wniosły obie strony.

 

W poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Warszawie ruszył proces apelacyjny w tej sprawie.

 

"Nasza aktywność jest, póki co, przez sądy kryminalizowana"

 

- Przez ostatnie lata nasze stowarzyszenie zmierzało ku temu, by w Warszawie zapanowała elementarna sprawiedliwość. Niestety widzimy, że taka aktywność jest, póki co, przez sądy kryminalizowana - mówił Jan Śpiewak przed rozpoczęciem procesu.

 

Na sali rozpraw wskazywał z kolei, że kamienica na Ochocie została zreprywatyzowana nielegalnie na podstawie zarządzenia prezydent miasta, które nigdy nie miało podstaw prawnych.

 

- Mówimy o sytuacji absolutnie skandalicznej (....) Ja się bardzo głęboko nie zgadzam z tym wyrokiem. Uważam, że ten wyrok podważa absolutnie zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, odbiera mandat wymiarowi sprawiedliwości do wydawania wyroków w imieniu Rzeczpospolitej. Wysoki sąd nie sądzi dzisiaj tylko mnie, ale występuje i sądzi w sprawie o wolność słowa, o elementarne zasady demokracji i praworządności, o to, czy obywatele mają prawo krytykować co najmniej nieetyczne działania adwokatów, osób publicznych - podkreślał Śpiewak na sali rozpraw.

 

ZOBACZ: Śpiewak: Gdyby Jaki został prezydentem Warszawy to dałby zgodę na budowę wieżowców

 

"Nie działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu"

 

Z kolei mec. Górnikowska zaznaczyła w sądzie, że wykonuje zawód adwokata i wielokrotnie od podniesienia przez Śpiewaka zarzutu mierzyła się z nieprzychylnymi komentarzami klientów, znajomych i profesjonalnych pełnomocników.

 

- Należy również wskazać, że oskarżony Jan Śpiewak nie działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu. W momencie, w którym Jan Śpiewak podnosił te zarzuty, żadna z decyzji, które były skierowane do oskarżycielki prywatnej, nie pozostawała już w mocy. Oskarżycielka prywatna nie była stroną żadnego postępowania (...) Wiązanie zatem oskarżycielki prywatnej z krzywdą lokatorów, której w żadnej sposób oskarżycielka prywatna nie neguje i nie kwestionuje, jest po prostu niesprawiedliwe - mówiła Górnikowska.

 

Dodała, że postępowanie dotyczy określonych wypowiedzi Śpiewaka, a nie całej jego działalności jako społecznika zajmującego się aferą reprywatyzacyjną. - Nie kwestii tego, czy Jan Śpiewak pomagał osobom, lokatorom (...). Ono dotyczy konkretnych, wskazanych w akcie oskarżenia kilkunastu wypowiedzi - powiedziała.

msl/hlk/ac/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze