150 krajów, 60 polskich miast. Protesty przeciwko zmianom klimatu [WIDEO]

Świat

150 krajów na 7 kontynentach, ponad 2820 miast na całym świecie, w tym 60 w Polsce - piątek mija pod znakiem "Protestu Tysiąca Miast" zorganizowanego przez Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. "To początek historycznej mobilizacji całego społeczeństwa" - zapowiadali organizatorzy w Polsce. Minister środowiska skierował do młodzieży specjalny list.

W liście otwartym do młodzieży minister środowiska Henryk Kowalczyk podziękował za udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym.

 

Kowalczyk: to głos słyszalny, który noszę głęboko w sercu

 

"Nie ukrywam, że dzisiejsza obecność tysięcy młodych ludzi w dziesiątkach polskich miast, którzy wyrażają swoją zaniepokojenie zmianami klimatycznymi, to niezwykle ważny głos w debacie publicznej. Zapewniam Was jednocześnie, że jest to głos słyszalny, który noszę głęboko w sercu. Cieszę się również widząc Was zaangażowanych w ochronę środowiska i klimatu. W dobie dzisiejszych czasów, gdzie mamy do czynienia z szybko rozwijającym się przemysłem, postawienie na zrównoważony rozwój z poszanowaniem klimatu jest kluczowe dla przyszłości naszej planety." - napisał. 

 

Zapewnił jednocześnie, że "podczas światowego szczytu COP24 w Katowicach powzięliśmy odpowiednie kroki, aby uchronić planetę Ziemię przed negatywnymi skutkami ocieplenia klimatu" oraz o wsparciu ze strony rządy. "Przekazaliśmy jak do tej pory miliardy złotych na poprawę jakości powietrza. Prowadzimy kampanie edukacyjne, otworzyliśmy nowe kanały wsparcia finansowego wymiany przestarzałych pieców, termomodernizacji budynków w ramach programu Czyste Powietrze. Stawiamy również na inwestowanie przez domostwa jednorodzinne w odnawialne źródła energii za pomocą dopłat z programu Mój Prąd. Wymieniłem tylko kilka instrumentów wsparcia z szeregu programów dostępnych w ramach rządowej pomocy w tym zakresie. Jednak nasze wysiłki, aby zniwelować tzw. niską emisję – przyczynę smogu, nie ustają" - napisał minister. 

 

"Mam nadzieję, że Wasza obecność to początek dalszych dobrych zmian w świadomości społecznej oraz kontynuacja drogi ku lepszemu jutru, z której nie zejdziemy." - dodał.

 

"Nasz wspólny głos dotrze do polityków"

 

"Nasze społeczeństwo zdążyło przyzwyczaić się do strajków, które nic nie dawały, do pustych manifestacji, do kolejnych protestów, które nie wywierały na nikim wrażenia. Jednak piątkowy protest będzie czymś zupełnie innym. Czymś większym i głośniejszym niż przeciętny zryw. Wyjdziemy na ulicę w ponad 2820 miastach na całym świecie. W ponad 150 krajach na 7 kontynentach" - napisali na Facebooku Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

 

"To będzie ten dzień, w którym zaczniemy zmianę. Nasz wspólny głos dotrze do polityków - nie będą mogli nas zignorować; będzie nas zbyt wiele. To jest ten moment, by się dołączyć, ten moment, kiedy dłużej nie możemy się przyglądać, gdy nasz świat umiera. Nie pozostaniemy bierni, gdy wzywa nas nasz wspólna przyszłość - mamy szansę i możemy już nie dostać kolejnej" - podkreślili.


"Chodź z nami. Od wschodu do zachodu, od północy aż po Antarktydę (!) walczyć będą ludzie tacy jak my, pełni energii i przełomowej siły, którą daje nam strajk klimatyczny" - apelowali.


Jak podkreślili, "będą z nami nasi rodzice, będą z nami naukowcy, wreszcie - będą z nami nasi nauczyciele. Mamy poparcie Związku Nauczycielstwa Polskiego. Nasz strajk jest ważniejszy niż jeden dzień w szkole, jeden dzień w pracy czy jakimkolwiek innym miejscu. Nasz strajk może realnie coś zmienić".

 

Punkt kulminacyjny w Nowym Jorku


Akcja odbywa się w przeddzień szczytu klimatycznego ONZ (21-23 września), na którym światowi przywódcy będą proszeni o zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Jest częściowo inspirowana działaniami szwedzkiej aktywistki na rzecz klimatu Grety Thunberg. 16-letnia Thunberg apelowała, by uczniowie zbojkotowali piątkowe lekcje w ramach "szkolnego strajku dla klimatu". 

 

Ona sama w piątek ma wziąć udział w manifestacji w Nowym Jorku, w którym spodziewa się udziału ponad miliona uczestników z 1,8 tys. szkół publicznych, które z tej okazji zwolniły uczniów z zajęć. 

 

Kolejny duży skoordynowany strajk zaplanowano na piątek 27 września, w czasie trwania sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

 

 

 

"Politycy powinni martwić się nami"


Młodzież wyszła na ulice w ponad 60 polskich miastach - m.in. Warszawie, Krakowie, Kielcach, Katowicach i Olsztynie. Strajk w Łodzi obserwowała reporterka Polsat News Ewa Żarska. W marszu biorą udział nie tylko uczniowie liceów, ale także szkół podstawowych, a nawet przedszkolaki.


Można było usłyszeć hasła "środowisko ponad wszystko", a także zobaczyć transparenty z napisami: "there is no planet B" czy "nie stać nas na wyjazd na Marsa".


- Chcemy pokazać, że młodzież nie jest bierna na zmiany klimatyczne, bo one w przyszłości najbardziej nas dotkną, bo to my będziemy żyć tutaj najdłużej. Zbieramy się i pokazujemy, że politycy zamiast martwić się teraz wyborami, powinni martwić się nami, bo problem dotknie nas wszystkich - podkreśliła jedna z uczestniczek protestu w rozmowie z Polsat News.


- Ocieplenie klimatu i skutki tego wszystkiego są okropne. Chcemy, żeby władza wreszcie zobaczyła, ze jest taki problem i żeby podjąć jakieś działania, żeby pomóc - mówiła z kolei inna.

 

W Łodzi do młodzieży dołączyła prezydent miasta Hanna Zdanowska oraz wiceprezydenci.


Jak mówiła Żarska, wśród postulatów strajku są reedukacja emisji CO2 do 2050 r., odbudowa ekosystemów, działania na rzecz bardziej zrównoważonych systemów żywności i zatrzymanie wzrostu temperatury.

 

 

 

 

 

 

 

 

400 protestów w Niemczech


Protesty w Berlinie śledzi z kolei korespondent Polsat News Tomasz Lejman. Jak poinformował, w stolicy Niemiec zaplanowano 14 różnych demonstracji. W całych Niemczech planowanych jest ok. 400 protestów.


Ponad 100 osób z berlińskich szkół przyszło pod urząd kanclerski by zaprotestować przeciwko polityce klimatycznej. Jak podkreślił Lejman, miejsce jest nieprzypadkowe. - Właśnie w urzędzie kanclerskim od 15 godzin trwają negocjacje między partiami koalicyjnymi, które rozmawiają o stworzeniu pakietu klimatycznego. Te rozmowy nie wyglądają najlepiej. W południe kanclerz Angela Merkel miała ogłosić ten pakiet, ale rozmowy przedłużają się, ponieważ partie nie są w stanie dojść do porozumienia, jak powinna wyglądać przyszłość jeśli chodzi o politykę klimatyczną w Niemczech - tłumaczył korespondent Polsat News.


Jak wymieniał, chodzi m.in. o zwiększenie subwencji na samochody elektryczne, by doprowadzić do tego, by podróż pociągiem była tańsze i by wzrosły ceny biletów lotniczych. - Największym problemem jest stworzenie całego systemu opłat dla niemieckich firm jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla - podkreślił Lejman.


Ok. 12:00 przed Bramą Brandenburską ma się zebrać nawet 10 tys. demonstrantów, wśród nich m.in. przedstawiciele związków zawodowych, firm, organizacji kościelnych oraz mieszkańcy Berlina. W planach jest także protest taneczny, który ma przypominać nieistniejącą już Love Parade. Ekolodzy z kolei zamierzają po południu protestować na wielu skrzyżowaniach niemieckiej stolicy, blokując przejazd samochodom.


W Tajlandii udawali martwych


Ponad 200 młodych Tajlandczyków wtargnęło w piątek do ministerstwa ochrony środowiska w Bangkoku, po czym położyło się na ziemi, udając martwych, w ramach manifestacji na rzecz podjęcia przez władze zdecydowanych działań w walce ze zmianami klimatu.


- Tak się stanie, jeśli nie zaczniemy już teraz przeciwdziałać zmianom klimatycznym. Dziś żądamy, by rząd Tajlandii ogłosił klimatyczny stan wyjątkowy i przestał wykorzystywać paliwa kopalne - powiedziała Nanticha Ocharoenchai, jedna z przywódców akcji nazwanej strajkiem klimatycznym.


Młodzi manifestanci wmaszerowali do siedziby resortu, skandując "uratujcie Ziemię", po czym osunęli się na podłogę, trzymając w rękach tablice z hasłami takimi jak "Czyste powietrze to nasze prawo" czy "Stop dla energii węglowej".


W akcji udział wzięły też młodsze dzieci, jedną ręką trzymającą się rodzica, a drugą - plakaty z hasłami. "Jesteśmy młodzi, ale nie głupi. Wiemy, co się dzieje. Potrzebujemy zmiany i domagamy się poprawy" - powiedziała cytowana przez agencję Reutera 11-letnia Ralyn.


Wysoki rangą przedstawiciel ministerstwa zasobów naturalnych i ochrony środowiska Adisorn Noochdumrong wyraził zrozumienie dla uczniowskiego protestu. - W ten sposób młodzi ludzie wyrażają swoje obawy, co uważamy za dobry znak, a nie problem - powiedział urzędnik.

 

PAP/EPA/NARONG SANGNAK

 

PAP/EPA/NARONG SANGNAK

 

 

  


300 tys. osób na ulicach australijskich miast


W Australii organizatorzy szacują, że na ulice ponad 100 miast i miasteczek wyszło ponad 300 tys. osób, domagających się od rządu i biznesu zaangażowania się w plan osiągnięcia zerowego poziomu emisji dwutlenku węgla do 2030 roku. Jak pisze AP, to największe protesty w tym kraju od 2003 roku, gdy Australijczycy wylegli na ulice, by protestować przeciwko inwazji w Iraku.


Ponad 800 podobnych protestów planowanych jest w USA.

 

PAP/EPA/STEVEN SAPHORE

 

 

 

 

 


Studenci nie chcą mieć dzieci


Według wrześniowego sondażu Nanos Research ponad 27 proc. Kanadyjczyków deklaruje, że zmiany klimatu to najważniejsza kwestia, jaka zdeterminuje ich wybór w dniu głosowania, 21 października.


Duże zainteresowanie kanadyjskich mediów wywołała rozpoczęta w poniedziałek kampania #NoFutureNoChildren (nie ma przyszłości, nie ma dzieci). Akcja zorganizowana przez Emmę Lim z montrealskiego Uniwersytetu McGill ma zwrócić uwagę na problemy wynikające ze zmian klimatu i bezczynności rządów w obliczu tego problemu.


Do czwartku wieczorem ponad 1,6 tys. studentów podpisało się pod deklaracją, że nie będą mieli dzieci "do czasu, aż będą pewni, że nasz rząd zapewni im bezpieczną przyszłość". Z lektury złożonych podpisów wynika, że są to studenci nie tylko z Kanady, ale też m.in. z Francji, Niemiec, Szwecji, Wielkiej Brytanii i USA.


Lim mówiła w mediach, że pochodzi z rodziny, która przeżyła Holokaust i doświadczyła wpływu, jaki na ludzi mają masowe migracje, a te - oceniła - ze względu na zmiany klimatu znów zagrażają ludzkości.


"To nasz święty obowiązek, by się buntować"


Kanadyjska organizacja wspierająca działania na rzecz zahamowania zmian klimatu - Extinction Rebellion - prowadzi szkolenia na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa, ucząc m.in. jak zachowywać się wobec osób zaprzeczających zmianom klimatu.


- To nasz święty obowiązek, by się buntować, by chronić nasze domy, naszą przyszłość i przyszłość całego życia na ziemi - podkreśla organizacja na swojej stronie internetowej, zwracając uwagę na znane z przeszłości rezultaty aktów pokojowego obywatelskiego nieposłuszeństwa. - Nasz rząd nie działa zgodnie z tym, co mówi nauka i czego uczy historia, jest więc winien zbrodniczego zaniechania - dodają.


Studenci szkół medycznych zapowiedzieli w artykule w "The Province", jednym z największych dzienników w Kolumbii Brytyjskiej, że będą brali udział w strajkach szkolnych we wrześniu, które mają zwrócić uwagę na zmiany klimatu. "Musimy zrobić coś, żeby rząd zrozumiał, że stoimy wobec poważnych wyzwań dla służby zdrowia (…) Na ostrych dyżurach mamy do czynienia z coraz częstszymi przypadkami chorób płuc, związanymi z pożarami lasów, rosnącą liczbą zachorowań na boreliozę i skutkami rosnących temperatur".

 
27 września do Montrealu przyjedzie Greta Thunberg, która weźmie udział w marszu na rzecz klimatu. Miasto spodziewa się ponad 300 tys. uczestników. Burmistrz Montrealu Valerie Plante zamierza wręczyć Szwedce klucz do miasta w uznaniu jej zasług.


Były konserwatywny premier Kanady Brian Mulroney powiedział w wywiadzie dla telewizji CTV News, że politycy, którzy ignorują zmiany klimatu, "zapłacą za to cenę". - Kanadyjska klasa średnia nie zaakceptuje obojętności w tej kwestii - podkreślił.

prz/pgo/ Polsat News, polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze