Stonoga wyszedł z aresztu. Od maja 2017 siedział w związku z oszustwem

Polska
Stonoga wyszedł z aresztu. Od maja 2017 siedział w związku z oszustwem
Facebook.com/Zbigniew Stonoga

"Dziękuję Wszystkim, którzy usiłowali mi pomóc i pomagali. Dziękuję za (...) wszystko to, co pozwoliło przetrwać mi ten straszny czas" - napisał na Zbigniew Stonoga. Biznesmen był m.in. skazany za oszustwo przy sprzedaży samochodu, nie stawił się w więzieniu. W 2015 roku ujawnił akta ze śledztwa w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Jest też oskarżony ws. wyrządzenia szkody na majątku spółki Viamot.

W 2015 roku Stonoga został prawomocnie skazany przez Sąd Rejonowy Warszawa-Praga Północ na rok bezwzględnego więzienia za oszustwo przy sprzedaży samochodu marki Lexus w 2009 roku.


Wnoszone przez niego odwołania zostały rozpatrzone przez sąd na jego niekorzyść. W lutym 2017 roku biznesmen miał się stawić w zakładzie karnym do odbycia wyroku, ale nie zrobił tego. Został więc wystawiony za nim list gończy. Dziennikarze poinformowali wtedy, że biznesmen miał wyjechać do Monte Carlo.

 

Bohater afery podsłuchowej

 

Stonoga utrzymywał, że to pracownik jego firmy przywłaszczył samochód, a on sam jest niewinny. Uważał też, że osadzenie go w areszcie to "zemsta" za ujawnienie akt śledztwa tzw. afery podsłuchowej. Dotyczy ona nagrań polityków z dwóch warszawskich restauracji. Biznesmen opublikował je w internecie w czerwcu 2015 roku.


Afera związana z wyciekiem akt doprowadziła m.in. do dymisji ministrów w rządzie Donalda Tuska: skarbu, zdrowia i sportu oraz kilku wiceministrów. Z funkcji zrezygnował wtedy także marszałek Sejmu Radosław Sikorski.

 

Stonoga jest także oskarżonym w procesie o wyrządzenie szkody znacznej wartości w majątku krakowskiej spółki motoryzacyjnej Viamot. W tej sprawie trwa proces.

 

Biznesmen wielokrotnie twierdził, że jest więźniem politycznym, a zarzuty które otrzymał miały mieć związek z jego działalnością publiczną.

prz/ml/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze