Schreiber: uprzejmie proszę nie traktować serio tego, co mówi opozycja

Polska

- Politycy opozycji dużo krzyczą, dużo mówią, ale patrząc na praktykę ich działania, to odnoszę wrażenie, że chcieliby, żeby ustawa o jawności majątku rodzin urzędników państwowych obowiązywała jak najszybciej, ale tylko premiera i polityków PiS, bo sami wstrzymali się od głosu - powiedział w programie "Gość Wydarzeń" Łukasz Schreiber, sekretarz stanu w KPRM.

W środę Sejm uchwalił ustawę ws. jawności majątku rodzin najważniejszych urzędników państwowych. Zgodnie z ustawą m.in. premier, ministrowie, posłowie, senatorowie, europosłowie, prezesi NBP, TK, NSA i SN będą mieli obowiązek ujawnić majątek osobisty swych małżonków oraz dzieci.
 
Na uwagę Agnieszki Mosór, że opozycja zarzuca PiS-owi zwłokę w przyjęciu tej ustawy, którą zapowiadali już w maju, Schreiber odpowiedział: "uprzejmie bym prosił, żeby nie traktować serio tego, co mówią politycy opozycji".
 
Przypomniał, że politycy opozycji "wstrzymali się od głosu, jeśli chodzi o zaostrzenie kar dla pedofilów, wychodzili z sali, kiedy wprowadzaliśmy rejestr pedofilów". - Dużo krzyczą, ale jak przychodzi do działania, to nie potrafią zadziałać - dodał. Zwrócił uwagę, że "to szef ich klubu ma problem z oświadczeniem majątkowym". - Wprowadziliśmy także dzieci polityków do tej ustawy, bo jeden z polityków opozycji wykorzystywał lukę w prawie - tłumaczył Schreiber.
 
Zapytany przez prowadzącą, dlaczego opinia publiczna pozna majątki rodzin polityków dopiero po wyborach, Schreiber odpowiedział: "kandydaci nie składają oświadczeń majątkowych, dopiero kiedy zostaną wybrani". - To, że ktoś ma majątek nie jest żadną zbrodnią. Chodzi o to, czy nikt swojej funkcji nie wykorzystuje do nielegalnego wzbogacenia się - podkreślił.
 
Jak dodał, "to z inicjatywy PiS wprowadzono oświadczenia majątkowe, to jedna z pierwszych inicjatyw PiS w 2001 r.". - Projekt opozycji "czyste ręce" to był bubel prawny - stwierdził Schreiber.
 
"Snują teorie spiskowe, a wierzyli, że Wałęsa wygrał w Totolotka"
 
Leszek Piechota kandydat Prawa i Sprawiedliwości do Sejmu z okręgu katowickiego, jeszcze przed losowaniem zamieścił plakat wyborczy, na którym widniała informacja o numerze listy i miejscu polityka na niej. W piątek okazało się, że "przewidziany" przez Piechotę numer odpowiada temu wylosowanemu.
 
Zapytany o tę sprawę, Schreiber odpowiedział: "miał 20 proc. szans, żeby trafić, bo jest pięć komitetów, które mają listy zarejestrowane w całym kraju. To dużo". 
 
- Nie sądzę, żeby skądś wiedział (o numerze listy - red.). Po prostu wpisał sobie. Ci, którzy teraz snują teorie spiskowe wierzyli, że Lech Wałęsa kilkukrotnie wygrał w Totolotka - ironizował Schreiber. 
 
Poinformował, że od poniedziałku bierze miesiąc urlopu na prowadzenie kampanii wyborczej, "żeby nikt nie miał zarzutów co do tego, że rozdaję ulotki, a teoretycznie pracuję". - Od czasu, kiedy zostałem powołany i dostałem szansę pracować w rządzie, wykorzystałem dwa dni urlopu - dodał.
 
pgo/ml/prz/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze