Piorun w Tatrach. Trzy osoby trafiły do szpitala

Polska

Małżeństwo z siedmioletnim dzieckiem trafiło do zakopiańskiego szpitala po tym, jak piorun uderzył obok nich w drzewo na końcowym odcinku szlaku z Hali Gąsienicowej do Kuźnic w Tatrach powiedziała dyrektorka zakopiańskiego szpitala im. Chałubińskiego Regina Tokarz. Nieoficjalnie wiadomo, że w góry - mimo złej pogody - poleciał śmigłowiec ratowniczy.

Małżeństwo z siedmioletnim dzieckiem trafiło do zakopiańskiego szpitala po tym, jak piorun uderzył obok nich w drzewo na końcowym odcinku szlaku z Hali Gąsienicowej do Kuźnic w Tatrach – powiedziała Tokarz.

 

- Poszkodowani nie zostali bezpośrednio rażeni piorunem tylko ogłoszeni. Mają otarcia, ich życiu nic nie zagraża. Siła rażenia była na tyle duża, że poszkodowani się przewrócili. Do szpitala przywiozły ich karetki. Byli bardzo przemoczeni i w szpitalu dostali suchą odzież, bo jesteśmy na takie zdarzenia przygotowani - powiedziała dyrektorka zakopiańskiego szpitala.

 

Serwis tatromaniak.pl poinformował, że w góry pomimo bardzo złych warunków pogodowych poleciał śmigłowiec Sokół należący do TOPR.

 

Burza z gradobiciem

 

Gwałtowna burza z licznymi wyładowaniami atmosferycznym i gradobiciem rozpętała się nad Tatrami w piątek około godz. 14. Ratownicy wyruszyli na pomoc poszkodowanym pieszo, bo z powodu intensywnych opadów wywołanych oberwaniem chmury i trwającej burzy niemożliwe było natychmiastowe użycie helikoptera.

 

- Nie prowadzimy akcji ratunkowej. Działania prowadzi na miejscu TOPR, a my dostaliśmy jedynie informację m.in. przez sms, że troje turystów, których płci nie znamy, wracając z Hali Gąsienicowej zostało rażeni przez piorun - powiedział Polsat News Edward Wlazło, szef straży Tatrzańskiego Parku Narodowego.

 

Szlak z Hali Gąsienicowej do Kuźnic to łatwa turystycznie droga. Wędrówka nią trwa około półtorej godziny. Szlak ten ma dwa warianty - przez Boczań i przez Dolinę Jaworzynki. Tę marszrutę wybiera latem bardzo duża liczba turystów, chcących z bliska zobaczyć Tatry.

 

W Tatrach panuje duży ruch turystyczny. Popołudniami burze w górach zdarzają się niemal codziennie w ostatnich dniach wakacji. Również piątkowe burze były wcześniej zapowiadane.

 

Tragedia na Giewoncie

 

To kolejny przypadek rażenia piorunem turystów w ostatnich dniach.

 

W ubiegły czwartek w wyniku gwałtownej burzy zginęło pięć osób - cztery po polskiej stronie Tatr i jedna po słowackiej. Wśród ofiar byli 10-letni chłopiec z Małopolski, 10-letnia dziewczynka z Mazowsza, 46-letnia kobieta z Podlasia i 24-letnia kobieta z Dolnego Śląska. Z kolei po słowackiej stronie zginął turysta z Czech. Rannych zostało ponad 150 osób.

 

W akcję w Tatrach było zaangażowanych wiele służb ratowniczych. Podczas akcji wykorzystano wszelkie środki transportu, aby przewieźć rannych do szpitali. Oprócz pięciu śmigłowców, użyto samochodów terenowych TOPR i GOPR, pojazdów straży pożarnej, a także pojazdy schronisk górskich.

 

Po tragedii na Giewoncie zebrał się sztab kryzysowy, w którym wziął udział premier Mateusz Morawiecki. W Zakopanem burmistrz Leszek Dorula ogłosił żałobę, która trwała od piątku do niedzieli.

 

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem wszczęła w ubiegły piątek śledztwo w sprawie czwartkowej katastrofy w Tatrach. 

 

W czasie burzy należy zostać w domu

 

W czasie burzy należy unikać przebywania pod drzewami i na otwartej przestrzeni, a jeśli jest to możliwe, należy zostać w domu.

 

Jeżeli jednak podczas burzy jesteśmy poza domem, trzeba jak najszybciej znaleźć bezpieczne schronienie. Należy też pozostać w samochodzie, jeżeli jesteśmy akurat w podróży. 

 

Jeżeli na otwartej przestrzeni przebywamy w grupie, trzeba rozproszyć się na odległość kilkudziesięciu metrów. Chodzi o to, aby w razie uderzenia pioruna część grupy mogła udzielić pomocy osobom porażonym.

 

 

zdr/hlk/pgo/ PAP, Polsat News, tatromaniak.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze