Ostatnie pożegnanie płk. Ryszarda Białousa - dowódcy Batalionu "Zośka"

Polska

Ryszard Białous "Jerzy", dowódca Batalionu "Zośka", który zasłynął ofiarną walką w Powstaniu Warszawskim, spoczął w środę na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. - Dopełnia się sen o wolnej Polsce - żegnał dowódcę AK prezydent Andrzej Duda. Decyzją szefa MON Białous z kapitana został awansowany pośmiertnie na stopień pułkownika Wojska Polskiego.

W pożegnalnej ceremonii, która rozpoczęła się od mszy w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, brali udział m.in. krewni płk. Białousa oraz weterani Armii Krajowej, a także wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, parlamentarzyści, żołnierze Wojska Polskiego, liczni harcerze i mieszkańcy stolicy.

 

Po mszy w intencji dowódcy Batalionu "Zośka" odprowadzono urnę z prochami dowódcy Batalionu "Zośka" na Cmentarz Wojskowy na Powązkach, gdzie została złożona do grobu w Kwaterze Harcerskiego Batalionu AK "Zośka". Płk. Białous - jak powiedział jego syn, Jerzy (Jorge) Białous, który brał udział w uroczystości - marzył o tym, by spocząć wśród swoich kolegów, żołnierzy walczącego w Powstaniu Warszawskim Batalionu "Zośka".

 

Udział w ostatnim pożegnaniu "Jerzego" na Powązkach - w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego – brali także prezydent Andrzej Duda, który odznaczył pośmiertnie płk. Ryszarda Białousa Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

 

"Sen o wolnej Polsce dopełnia się"

 

- To jest niezwykła chwila, sen o wolnej Polsce dopełnia się. Dla pana pułkownika Ryszarda Białousa, dla "Jerzego", to marzenie o tym, aby Polska była niepodległa, była w pełni suwerenna, była kwitnąca i żeby być w niej dzisiaj, właśnie się realizuje - podkreślił prezydent.

 

- Po 75 latach od dnia, w którym gotów był stanąć do Powstania Warszawskiego, które następnego dnia, 1 sierpnia 1944 roku, miało się rozpocząć - dodał.

 

Zaznaczył, że "Jerzy" "nie był już wtedy młodym chłopakiem tak, jak jego żołnierze - chłopcy, dziewczęta, którymi dowodził, był poważnym człowiekiem, miał 30 lat". - Był mężem, toczyło się dla niego życie, a jednak gotów był poświęcić je dla Polski, gotów był poświęcić je od dawna, od czasów przedwojennych - podkreślił.

 

- Nie zdążył już przyjechać, bo zdrowie nie pozwoliło, do ojczyzny, która się odrodziła, która wyrwała się z okowów komunizmu, która na powrót stawała się w pełni suwerenna, wolna i niepodległa - taka, o jakiej marzył - mówił prezydent o płk. Ryszardzie Białousie.

 

"Spocznie tu, gdzie jego miejsce"

 

- Umarł na obcej ziemi 27 lat temu - w 1992 r., ale jego pragnieniem było do ojczyzny wrócić. Do ojczyzny wolnej, do ojczyzny suwerennej, do ojczyzny niepodległej - podkreślił.

 

- Dziś na to miejsce ostatniego spoczynku tutaj, do tej kwatery, którą znają wszyscy w Polsce, wśród tych brzozowych krzyży, pod którymi leżą jego żołnierze, odprowadzony przez swoich podkomendnych, przez polskich komandosów, przez najwyższe władze państwowe, przez generalicję, przez ordynariusza Wojska Polskiego, przez syna, przez wnuka - dodał Andrzej Duda.

 

- Spocznie tu, gdzie jego miejsce, wśród jego żołnierzy - ocenił. - Panie pułkowniku! Dowódco legendarnego Batalionu "Zośka" - cześć Twojej pamięci. Spoczywaj w pokoju. Niech żyje Polska! - zakończył prezydent.

 

"Zawsze pamiętał o swojej ojczyźnie"

 

Podczas uroczystości szef MON Mariusz Błaszczak powiedział, że Białous "zawsze był wierny Polsce". - Osiągnął wysoką pozycję społeczną w Argentynie, ale zawsze pamiętał o swojej ojczyźnie - dodał.

 

Minister obrony narodowej przypomniał, że Białous to był "dzielny żołnierz, dowódca, instruktor, wychowawca, wielki Polak". - Pan pułkownik był aktywny, walczył o wolną Polskę, był harcerzem, później żołnierzem. Współtworzył Szare Szeregi. Stanął do walki 1 sierpnia 1944 r., bo to był jego obowiązek, jako Polaka, jako żołnierza. Po II wojnie światowej został na emigracji, nie miał wyboru. Gdyby wrócił komuniści potraktowaliby go tak, jak innych żołnierzy Armii Krajowej, innych dowódców AK - mówił.

 

Kpt. Białous, decyzją szefa MON, został awansowany pośmiertnie na stopień pułkownika Wojska Polskiego.

 

- Kiedy przed chwilą wręczałem synowi nominację na pułkownika, dziękowałem za to, że rodzina zgodziła się, by powrócił do Polski, żeby był pochowany w tym miejscu, na cmentarzu powązkowskim, usłyszałem, że taka była jego wola i oto ta wola się spełniła. W ostatniej drodze z Argentyny do Polski asystowali mu żołnierze Wojska Polskiego, Wojsk Obrony Terytorialnej. Postawa pułkownika jest wzorem dla dzisiejszych żołnierzy Wojska Polskiego. Pan pułkownik dobrze zasłużył się Polsce - powiedział szef MON.

 

  

 

"Pamiętajcie o nas, jak my odejdziemy na wieczną wartę"

 

Syn dowódcy Batalionu "Zośka" Jerzy (Jorge) Białous, który na pogrzeb przybył z Argentyny, podkreślił, że jego ojciec swoim postępowaniem zyskał w tym odległym kraju Ameryki Południowej szacunek. - "Jerzy" był przede wszystkim harcerzem, przez całe życie był wierny harcerskim przyrzeczeniom. Zachowywał osobistą harcerską uczciwość. Swoim postępowaniem zyskał szacunek i przyjaźń w Argentynie. Zawsze powtarzał: żeby Polska była szanowana na świecie, to Polacy na emigracji muszą pokazać najwyższy poziom kultury, pracowitości i uczciwości w swoim codziennym życiu - powiedział Jerzy (Jorge) Białous.

 

- Po 27 latach spełnia się jego marzenie: spocząć ze swoimi chłopcami z batalionu - dodał.

 

Walki powstańcze z lata 1944 r. wspominała z kolei podkomendna Białousa - Lidia Ziental "Lidka", która 3 sierpnia 1944 r. jako czternastolatka zgłosiła się ochotniczo ("postarzając się" o trzy lata) do Batalionu "Zośka" i otrzymała przydział do patrolu sanitarnego II plutonu 3. kompanii "Giewonta". Brała udział we wszystkich akcjach kompanii i jako jedna z nielicznych przeszła cały szlak bojowy od Woli przez Stare Miasto aż do Czerniakowa.

 

- "Jerzy" miał bardzo wiele zadań - poza dowodzeniem batalionem musiał zorganizować dostawy żywności, zaopatrzyć w broń i w leki. "Jerzy" wywiązywał się z tych zadań znakomicie - wspominała "Lidka".

 

Przypomniała też najtragiczniejsze wydarzenia powstania, m.in. te, które rozegrały się na Woli, gdy Niemcy przed swoimi nacierającymi pojazdami pancernymi pędzili kobiety z dziećmi, by osłaniać się nimi przed ogniem powstańców. - Widok był makabryczny - mówiła, wspominając przy tym też bardzo ciężkie rany "zośkowców", którym jako sanitariuszka starała się pomóc.

 

- Mam prośbę - pamiętajcie o nas, jak my odejdziemy na wieczną wartę. Miałam lat 14, a teraz w grudniu kończę 90. - dodała "Lidka".

 

  

 

Z Argentyny do Polski

 

Urna z prochami płk. Ryszarda Białousa pod koniec czerwca została sprowadzona z Argentyny, do której po wojnie Białous wyemigrował ze swoją najbliższą rodziną. Przetransportowano ją w asyście żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej - najpierw z Buenos Aires w Argentynie do amerykańskiej bazy lotniczej Ramstein Air Base w Niemczech, a następnie do Warszawy. Podczas lotu nad Polską prochom legendarnego dowódcy Batalionu "Zośka" asystowały myśliwce F-16.

 

Po uroczystości pogrzebowej zaplanowano również wernisaż i promocję albumu "»Jerzy« - Ryszard Białous - dowódca Batalionu »Zośka« AK" z udziałem szefa MON Mariusza Błaszczaka, która odbędzie się w Centralnej Bibliotece Rolniczej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

 

Ryszard Białous urodził się 4 kwietnia 1914 r. w Warszawie. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył architekturę na Politechnice Warszawskiej oraz kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie. Działał także w Związku Harcerstwa Polskiego.

 

Po wybuchu wojny, we wrześniu 1939 r., dowodził plutonem saperów w 8. Dywizji Piechoty, następnie wstąpił do Szarych Szeregów i do Służby Zwycięstwu Polski - Związku Walki Zbrojnej. Podczas okupacji niemieckiej w Warszawie działał w konspiracji, tworząc m.in. Grupy Szturmowe w Szarych Szeregach.

 

Na cześć "Zośki"

 

Szare Szeregi dowiodły swoich umiejętności w słynnej akcji pod Arsenałem 26 marca 1943 r. Biorący w niej udział harcerze wchodzili w skład Oddziału Specjalnego "Jerzy", nad którym dowództwo od 1942 r. pełnił Białous. Pod tym kryptonimem, pochodzącym od pseudonimu Białousa, kryły się Grupy Szturmowe funkcjonujące jako oddział dyspozycyjny Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Określano je również kryptonimem "Wisła".

 

1 września 1943 r. "Jerzy" wydał rozkaz zmiany nazwy oddziału: "Z dniem dzisiejszym oddział Szarych Szeregów noszący nazwę OS »Wisła« zostaje przekształcony na Baon Szarych Szeregów Kedywu KG »Sztuka 90« dla uczczenia bohaterskiej śmierci na polu walki poległego dowódcy śp. Tadeusza +Zośki+ przyjmujemy go na patrona baonu, którego nazwa zostaje ustalona na Baon Szarych Szeregów »Zośka«".

 

Rodząca się legenda oddziału i jego elitarny charakter spowodował przeniesienie go pod bezpośrednią komendę Głównej Kwatery Szarych Szeregów.

 

W Powstaniu Warszawskim kpt. Białous wraz z Batalionem "Zośka" - podporządkowanym elitarnej jednostce AK - Kedywowi, czyli Kierownictwu Dywersji Komendy Głównej AK - przeszedł szlak bojowy od Woli poprzez Starówkę do Czerniakowa; po drodze m.in. wyzwalając obóz "Gęsiówka". Ryszard Białous był także dowódcą Brygady Dywersyjnej "Broda 53". Za swoją walkę z okupantem został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy oraz - trzykrotnie - Krzyżem Walecznych.

 

Jedno z najważniejszych świadectw powstania

 

W powstaniu z lata 1944 r. batalion stracił 360 żołnierzy, co stanowiło ok. 70 proc. pierwotnego stanu. W swoich wspomnieniach Białous próbował odpowiedzieć na pytanie, co pomimo tak dramatycznych strat i przygniatającej przewagi technicznej przeciwnika sprawiło, że powstanie trwało tak długo. "Co było tym cementem, który łączył nas wszystkich? Co było tą więzią, która powodowała, że nawet ciągnęli za oddziałem. Cementem tym było bezsprzecznie najwyższe koleżeństwo, którego żywym dowodem byliście Wy wszyscy, polegli, dalecy a tak bliscy Przyjaciele".

 

Wspomnienia Białousa zawarte w książce "Walka w pożodze" są uważane przez znawców tematu za jedno z najważniejszych świadectw Powstania Warszawskiego. "Nie są one historią, lecz osobistym przeżyciem. Są prawdziwe, aczkolwiek pisane całkiem subiektywnie, z tej perspektywy z jakiej patrzeć może d-ca batalionu biorący sam udział w walce, a więc widzący krąg ograniczony, mimo iż zna całość zadania czy operacji" - pisał Białous.

 

Po upadku powstania "Jerzy" trafił do obozów jenieckich w Niemczech. W kwietniu 1945 r. został uwolniony przez Brytyjczyków i przydzielony do słynnej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego. Od marca 1947 do lutego 1948 r. był naczelnikiem ZHP poza granicami kraju. W lipcu 1948 r. wyemigrował wraz z rodziną do Argentyny. Zmarł 24 marca 1992 r. w Neuquen w Argentynie.

 

Inicjatorem sprowadzenia szczątków kpt. Białousa był Komitet Opieki nad Grobami Poległych Żołnierzy Batalionu "Zośka" oraz jego krewni, natomiast za organizację wydarzenia odpowiadały Wojska Obrony Terytorialnej.

prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze