Rzecznik rządu: nie nakleiłbym wlepki "strefa wolna od LGBT"

Polska

- Jestem krytyczny wobec tego, co robi część środowisk LGBT, ale jestem zwolennikiem, by podchodzić do tego w sposób konstruktywny i nie nakręcać jakiejś atmosfery napięć pomiędzy różnymi grupami politycznymi czy środowiskami. Co niestety często robią same środowiska LGBT - stwierdził w "Graffiti" rzecznik rządu Piotr Müller.

Minister został zapytany przez Wojciecha Dąbrowskiego, czy nakleiłby na swoich drzwiach wlepkę z przekreśloną tęczą i napisem "strefa wolna od LGBT", która ma być dołączana do nowego numeru "Gazety Polskiej". - Nie nakleiłbym takiej wlepki - odpowiedział Müller.

 

Wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wydawcę "Gazety Polskiej". Jak poinformował, zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z tą sytuacją zostało złożone do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście. Podstawą prawną wskazaną w zawiadomieniu jest art. 256 par. 1 Kodeksu karnego i art. 256 par. 2 Kodeksu karnego w związku z art. 13 par. 1 Kodeksu karnego oraz art. 32 konstytucji. 

Kampania Przeciw Homofobii również zamierza złożyć do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez wydawcę "Gazety Polskiej", powołując się na tę samą podstawę prawną, co Rabiej. O szczegółach związanych ze sprawą organizacja będzie informować na bieżąco.

 

Prowadzący przytoczył wpis ambasador USA Georgette Mosbacher, która napisała na Twitterze: "Jestem rozczarowana i zaniepokojona tym, że pewne grupy wykorzystują naklejki do promowania nienawiści i nietolerancji. Szanujemy wolność słowa, ale musimy wspólnie stać po stronie takich wartości jak różnorodność i tolerancja.  #WszyscyJesteśmyRówni". 

 

- Nie wiem czy wlepki to sprawa, którą powinna się zajmować ambasador USA. To nie jest kwestia związana z relacjami między Ameryką a Polską. Myślę, że to niepotrzebna wypowiedź - stwierdził Müller.

 

- Uważam, że (w dyskusji o LGBT - red.) należy poruszać argumenty merytoryczne, które stoją po naszej stronie. W wielu wypadkach środowiska LGBT idą za daleko, jeśli chodzi o swoje postulaty i to jednoznacznie mówimy, w przeciwieństwie do PSL, które ma z tym problem - podkreślił minister.

 

AI zbiera podpisy pod listem do premiera

 

W sprawę naklejek zaangażowała się również Amnesty International, która rozpoczęła zbieranie podpisów pod listem, który ma zostać wysłany do premiera Mateusza Morawieckiego.


"Każdy ma prawo do bezpieczeństwa i życia wolnego od przemocy, poniżenia i dyskryminacji. Hejt i mowa nienawiści są atakiem na te prawa" - stwierdzają sygnatariusze listu.

 

"Chcemy żyć w społeczeństwie opartym na empatii, otwartości i szacunku, w którym będziemy się czuć dobrze i bezpiecznie" - podkreślają przedstawiciele AI. 

 

"Nie ma mowy o problemach z niezależnością"

 

- Zmiany w kodeksie wyborczym to kwestia korekty, żeby nie było żadnych wątpliwości, która izba orzeka w kwestii ważności wyborów - powiedział minister, zapytany dlaczego PiS na trzy miesiące przed wyborami zmienia kodeks wyborczy.

 

Jak dodał, "po tym, jak w niektórych wypadkach zachowywał się Sąd Najwyższy, interpretując różnie przepisy prawa, mimo że od wielu lat były jakieś zwyczaje, to trzeba czasami wprost wpisać do ustawy takie rzeczy". - Tu nie ma żadnych wątpliwości, bo ważność wyborów nadal rozpatruje SN - zaznaczył.

 

Przypomniał też, że sędziów SN powołuje Krajowa Rada Sądownictwa. - Nie ma mowy o tym, żeby były problemy z niezależnością - dodał.

 

"Absurdalne"

 

Wojciech Dąbrowski zacytował wpis Romana Giertycha, który stwierdził: "o ważności wyborów ma decydować sąd, który według polskiej Konstytucji oraz prawa UE nie istnieje. To może oznaczać, że po wyborach polski rząd nie będzie uznawany. To krok w stronę totalnego chaosu".

 

- Jeśli Roman Giertych twierdzi, że rząd będzie nieuznawany, bo Trybunał Sprawiedliwości UE wyda jakieś orzeczenie, mimo że obywatele wybiorą konkretną partię polityczną w wyborach, to jest absurdalne - powiedział Müller.

 

Jak tłumaczył, "ważność wyborów to kwestia przeprowadzenia procedury". - Nikt nie ma wątpliwości w Polsce, że procedury wyborcze są przestrzegane. Nawet opozycja nie podnosi takich argumentów, bo procedura wyborcza w Polsce jest bardzo jasna - dodał.

 

"Premier Szydło sama zrezygnowała z kandydowania"

 

Zapytany przez prowadzącego o kandydatów na polskiego komisarza, Müller odpowiedział: "w ciągu dwóch tygodni będzie jasne, jaką tekę otrzyma Polska w KE i w tym kontekście będzie należało rozpatrywać kandydatów".

 

Pytany, czy jako kandydaci w grę wchodzą: minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński, wiceszef MSZ Konrad Szymański albo minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz, Müller stwierdził, że wszystkie te osoby są kompetentne. - Myślę, że nadawałyby się na objęcie stanowiska komisarza - dodał.

 

Pytany, czy pod uwagę brany jest też szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, odparł: "to też jest bardzo dobry kandydat, bardzo kompetentny".

 

Rzecznik rządu wskazał jednocześnie, że to nie są żadni oficjalni kandydaci Polski. - Są też inni brani pod uwagę - dodał.

 

Zapytany, czy to premier Beata Szydło sama zrezygnowała z kandydowania po raz trzeci na stanowisko szefowej komisji zatrudnienia w PE, Müller odpowiedział: "tak, to była decyzja samej premier".

 

Jak dodał, "niestety doszło do naruszenia obowiązujących od wielu lat zasad w PE, że przewodniczących komisji dzieli się w ramach parytetu pomiędzy poszczególne grupy parlamentarne". - Tych ważnych zobowiązań nie dotrzymali socjaliści, komuniści europejscy - tłumaczył.

 

"Premier odwołał nam wakacje"

 

Müller został zapytany, czy po decyzji Platformy o budowanie Koalicji Obywatelskiej bez PSL i SLD, w kancelarii premiera był szampan odpowiedział: "Nie, nie było szampana". - To byłby zbyt daleko idący gest - jeżeli będziemy świętować, to dopiero po tym, jak Polacy zdecydują się dalej powierzyć nam rządy - podkreślił.

 

Rzecznik rządu został zapytany, czy to nie jest jednak powód do świętowania, kiedy opozycja rezygnuje ze wspólnego startu, a dotychczasowi sojusznicy "rzucają się sobie do gardeł". - Z jednej strony to jest podział w grupie opozycyjnej, z drugiej strony należy sobie zadać pytanie, czy to nie jest pewnego rodzaju teatr, czyli próba pokazania oferty w trzech blokach politycznych - powiedział Müller.

 

Dodał, że Polacy powinni też sobie zadać pytanie, co będzie po wyborach. - Czy jeżeli - powiedzmy - te trzy partie miałyby większość w Sejmie, to będą tworzyły blok rządzący czy nie, i jak wtedy mają zamiar pogodzić program polityczny - powiedział rzecznik rządu.

 

Müller ocenił też, że decyzje opozycji oczywiście wpłyną na strategię wyborczą PiS. - To zupełnie inaczej będzie wyglądało w tej chwili - powiedział.

 

Dodał również, że wakacji w tym roku członkowie rządu nie mają. - Premier Morawiecki odwołał nam wakacje - powiedział rzecznik rządu.

 

Dotychczasowe odcinki programu "Graffiti" dostępne są w zakładce Programy.

prz/ac/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze