Zapadła w śpiączkę po zażyciu leku. Rodzina prosi o pomoc

Polska

60-letnia Grażyna Jankowska zapadła w śpiączkę po zażyciu tabletki przeciwbólowej przepisanej jej przez neurologa. Kobieta czeka na przyjęcie do specjalistycznego ośrodka do wybudzania chorych, jednak pierwszeństwo mają osoby młodsze. Pani Grażyna jest 75. w kolejce oczekujących. Jej rodzina prosi o pomoc i zbiera pieniądze na leczenie w prywatnej placówce. Zobacz materiał "Interwencji".

Dwa miesiące temu życie 60-letniej pani Grażyny Jankowskiej z Czernikowa, małej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim, zmieniło się diametralnie. Dla rodziny to był ogromny cios. Była zdrową, pełną energii kobietą.

 

- Szczęśliwie żyliśmy, spokojnie. Była bardzo dynamiczna, ja spokojniejszy, zawsze miała dużo energii - mówi mąż pani Grażyny, Andrzej Jankowski.

 

- Moja mama była głową domu, wszystkim tutaj dyrygowała. Mama jest ogniem, a mój tata wodą. Bardzo mu jej brakuje - dodaje córka pani Grażyny, Magdalena Jakubaszek.

 

Lekarz przepisał jej nowy, "rewolucyjny" lek

 

Kilka lat temu pani Grażyna przeszła nieskomplikowaną operację kręgosłupa. Z czasem zaczęła odczuwać ból. Leczyła się u neurologa w Toruniu. 16 kwietnia tego roku pojechała z mężem na prywatną wizytę do lekarza, aby przepisał jej środki przeciwbólowe.

 

- Lekarz nie przeprowadził wywiadu. Mama chciała, by przepisał jej stary lek, ale lekarz zasugerował przepisanie nowego, dwuskładnikowego, „rewelacji na rynku”. Przyjęła środek w domu i poszła zmywać naczynia. Nagle zakręciła wodę, usiadła na krześle i powiedziała: chyba mi język drętwieje. To były jej ostatnie słowa - wspomina córka pani Grażyny.

 

- Mama następnie poszła do łazienki i było słychać odruch wymiotny. Kiedy zamilkła, weszłam do środka. Mama leżała na podłodze z nieobecnym wzrokiem. Zadzwoniłam na pogotowie, karetka była szybko, po czterech minutach. Gdy ratownicy wyciągali mamę z łazienki, nastąpiło zatrzymanie akcji serca. Akcja reanimacyjna trwała 14 minut. Ratownik w końcu powiedział: Jest! Jest mama z powrotem. Wziął moją rękę do tętnicy udowej i powiedział: mama jest z nami, jest szansa - dodaje pani Magdalena.

 

Lekarz stwierdził wstrząs anafilaktyczny

 

Karetka pogotowia natychmiast zawiozła panią Grażynę do szpitala w Toruniu. Przerażona rodzina pojechała za karetką.

 

- Doktor z karetki powiedział, że to wstrząs anafilaktyczny. Lekarz, który nas przyjmował do szpitala, powiedział, że najprawdopodobniej wywołał go ten nowy lek. Powiedział nam, że może być różnie, że być może doszło do niedotlenienia. Pierwsza tomografia nie wykazała zmian w mózgu. Jednak trzeciego dnia dowiedzieliśmy się, że jest duży obrzęk, który nie schodzi - wspomina pani Magdalena.

 

Pani Grażyna przebywała w szpitalu w Toruniu miesiąc. Potem lekarze nie zostawiając rodzinie żadnych złudzeń wypisali kobietę do domu. Szpital odmówił oficjalnej wypowiedzi. Zrozpaczona rodzina robi wszystko, żeby pani Grażyna się wybudziła.

 

Robot-foka pomaga w rehabilitacji

 

- Rehabilitujemy mamę. Mamy dwie rehabilitantki, które tu przychodzą.  Sami też tutaj z mamą ćwiczymy. Działamy, stymulujemy zapachami, smakami - zapewnia córka kobiety. Opieka nad panią Grażyna pochłania wszystkie oszczędności rodziny.

 

W rehabilitacji kobiety pomaga Paro - robot-terapeuta wyglądający jak foka.

 

- Foka ma w nosie zainstalowaną kamerę, a w wąsach ma mikrofony. W sumie ma w sobie 340 czujników. Podczas głaskanie następują wibracje, na które reaguje pacjent - mówi pani Wioletta Borowicz, terapeutka z Fundacji Werwa Team.

 

- Może to jest taka abstrakcja, ale to jest robot terapeuta - zapewnia pani Magdalena.

 

- Widać, że jest coraz lepiej, ma pewne odruchy. Teraz ma przynajmniej oczy otwarte i nawet inaczej patrzy - dodaje pan Andrzej.

 

Rodzina ma żal do neurologa

 

Rodzina ma największy żal do neurologa, który przepisał kobiecie nowy lek. - Generalnie to lek przeciwbólowy, ale ma dużo skutków ubocznych. Jeżeli w ulotce jest napisane, że pacjenci w starszym wieku nie mogą tego zażywać, to według mnie po pięćdziesiątce to w ogóle takich leków zapisywać się nie powinno - uważa pani Magdalena.

 

Reporterzy "Interwencji" chcieli porozmawiać z neurologiem, który przepisał ten lek. Niestety jego prywatny gabinet był zamknięty.  Lekarz miał również wyłączony telefon.

 

Rodzina pani Grażyny sama nie jest w stanie zapewnić chorej profesjonalnego sprzętu potrzebnego do wybudzania. Robią to, co potrafią sami najlepiej. Czekają na przyjęcie do toruńskiej fundacji Światło. Niestety kolejka jest ogromna i oczekiwanie może nawet potrwać kilka lat.

 

- Wszyscy nasi pacjenci przychodzą z diagnozą, że już nic więcej zrobić nie możemy. To nieprawda, wybudziło się u nas 71 osób, które teraz żyją normalnie - zapewnia Janina Mirończuk, prezes Fundacji "Światło".

 

"Lekarze w szpitalu nie dawali jej szansy"

 

- Lekarze w szpitalu nie dawali mamie szansy. Chyba liczyli, że mama po prostu odejdzie - mówi pani Magdalena.

 

Perspektywa kilkuletniego oczekiwania na miejsce jest dla bliskich pani Grażyny przerażająca . Rodzina chce jak najszybciej zapewnić  chorej profesjonalną opiekę w specjalistycznym ośrodku. Miejsce na lipiec tego roku już jest. Jest to niestety ośrodek prywatny. Bliscy sami nie dadzą rady pokryć kosztów pobytu pani Grażyny.

 

- Miesięczny pobyt kosztuje 17 tys. złotych. Otworzyliśmy zbiórkę na pomagam.pl i po prostu zbieramy tam fundusze - mówi córka pani Grażyny.

 

- Wierzę, że się obudzi - zapewnia pan Andrzej Jankowski.

bas/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze