Lisiński odpiera zarzuty. "Nigdy nie wyłudziłem od nikogo pieniędzy. To była pożyczka"

Polska

"W związku z artykułem w »Gazecie Wyborczej«, oświadczam: nigdy nie wyłudziłem od nikogo pieniędzy. Jeśli pożyczka zawarta pomiędzy dwoma podmiotami prawnymi z terminem zwrotu do grudnia 2019 jest wyłudzaniem? Zostawiam do Państwa oceny" - napisał w oświadczeniu na Facebooku Marek Lisiński, były szef Fundacji "Nie Lękajcie Się".

"Gazeta Wyborcza" poinformowała w czwartek, że Marek Lisiński, szef fundacji "Nie Lękajcie Się", złożył dymisję, gdy wyszło na jaw, że wyłudził pieniądze od ofiary księdza pedofila i domagał się pieniędzy od braci Sekielskich za udział w ich filmie. 

 

W oświadczeniu na Facebooku Lisiński podkreślił: "po powrocie pokażę umowę pomiędzy mną a Kombinatem Medialnym Braci Sekielskich".

 

Dodał, że od 2013 roku kiedy to fundacja rozpoczęła działalność, co roku składała sprawozdania finansowe do odpowiednich ministerstw, jak również "prowadziła rzetelną księgowość wydatków."

 

 

Jak pisze "Wyborcza", "29 października 2018 roku 26-letnia dziś Katarzyna - ofiara księdza Romana B. - dostaje wiadomość od Marka Lisińskiego", w której prosi o pożyczenie mu 30 tys. zł na operację.

 

Lisiński - jak ustaliła "GW" - "wysyła maila dwa tygodnie po tym, jak decyzją sądu na konto Katarzyny wpływa milion złotych zadośćuczynienia za to, że Roman B. z Towarzystwa Chrystusowego 13 lat temu więził ją, bił i gwałcił".

 

Katarzyna powiedziała gazecie: "Przyjechał do mnie i ja mu te pieniądze dałam do ręki. 20 tysięcy na umowę pożyczki, dziesięć w prezencie. Nie mogłam spać, jak mi o tym napisał. Człowiek, który tyle dla nas, ofiar, zrobił, któremu tak ufałam, śmiertelnie chory?". Lisiński - jak czytamy - "poprosił Katarzynę: »Niech to zostanie między nami. Mogłoby to zaszkodzić mojej reputacji«".

 

Były prezes fundacji "Nie Lękajcie Się" napisał w oświadczeniu, że "profil na fb zawiesił wczoraj na pół dnia, a nie jak sugerują autorki tekstu po mailu Kasi".

 

"Dlaczego nie została ujawniona umowa, tylko fragment korespondencji? Z Kasią chciałem się spotkać i porozmawiać, a nie ukryć nasze spotkanie. Kłamstwem też jest, jakobym nie miał dostępu do konta fundacji. Marek Mielewczyk zawsze miał i ma dostęp do finansów" - głosi treść oświadczenia.

 

"Zawsze dobro Ocalonych było nadrzędnym celem w moim życiu. Nigdy nie stanąłbym po przeciwnej stronie. Fundacja to Ocaleni, a nie politycy." - zakończył Lisiński.

 

Bodnar: szok, totalne zaskoczenie; Scheuring-Wielgus: jestem rozczarowana

 

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, pytany w "Graffiti" w Polsat News o aferę wokół Lisińskiego, przyznał, że zna go "od wielu lat". - Dla mnie to jest totalne zaskoczenie, szok, że o takie rzeczy oskarżany jest Lisiński - mówił gość Piotra Witwickiego. 

 

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, członkini rady Fundacji "Nie Lękajcie Się" przyznała, że jest "rozczarowana i przygnębiona".

 

"We wtorek dowiedziałam się wraz z innymi osobami związanymi z Fundacją o tym, że Marek Lisiński pobrał pieniądze od ofiary, której pomagała Fundacja. W trybie natychmiastowym zwołaliśmy Radę fundacji i Marek Lisiński został odwołany z funkcji prezesa. Wszelkie okoliczności tej sprawy zostaną skrupulatnie wyjaśnione. Najważniejsze dla Fundacji i dla mnie jest pomaganie ofiarom. Fundacja nie pobiera opłat za pomoc. Dziękuję pracownikom Fundacji za błyskawiczną i stanowczą reakcję." - napisała posłanka w krótkim komunikacie na swojej stronie na Facebooku.

 

Fundacja "Nie Lękajcie Się" również opublikowała oświadczenie. Czytamy w nim, że Rada fundacji podjęła decyzję o "zleceniu zewnętrznej kontroli w Fundacji w celu potwierdzenia, że działalność byłego prezesa, jako osoby prywatnej, nie miała żadnego wpływu na przepływy finansowe i realizację działań statutowych w Fundacji".

 

 

"Zwracamy się do Państwa z prośbą o umożliwienie Fundacji przeprowadzenia spokojnej analizy zdarzeń i kontynuowania bieżącej działałności" - czytamy w oświadczeniu. 

luq/ml/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze