100 ton niechcianych ubrań. Trwa walka o ich uprzątnięcie

Polska

Adam Wicha wynajął Damianowi S. halę, do której ten sprowadził w 2017 r. blisko 100 ton ubrań. Jak twierdzi pan Adam, mężczyzna nie regulował opłat za wynajem. W magazynie pojawiły się szczury, dlatego po roku właściciel magazynu wyrzucił towar na zewnątrz. Nie ma chętnych do jego uprzątnięcia. Materiał programu "Interwencja".

63-letni Adam Wicha prowadzi w Bełżycach na Lubelszczyźnie sklep z częściami do ciągników. Dodatkowo przedsiębiorca ma do wynajęcia dwie hale na obrzeżach miasta. Jedną z nich w 2017 roku był zainteresowany Damian S., który zaproponował panu Adamowi współpracę.

 

- Mamy do wydzierżawienia dwa pomieszczenia. Jedno o powierzchni 540 mkw., a drugie 1000 metrów. Pan Damian zdecydował się na wydzierżawienie hali. 1 czerwca mijają dwa lata, kiedy podpisaliśmy umowę na dzierżawę. Wiedział, że ten towar nie nadaje się do dalszej odsprzedaży. Nam mówił, że będzie woził to na Ukrainę, do Donbasu. Tylko z góry było wiadomo, że to idzie do utylizacji – opowiada ekipie "Interwencji" Adam Wicha.

 

- Nie jest to następstwo nieudanego przedsięwzięcia biznesowego. Jest to przestępstwo z pełną premedytacją. Od początku pan Damian nie robił z tym nic. Deklaracje, że będzie to dystrybuował, nie mają pokrycia – twierdzi Bartłomiej Wicha, syn pana Adama.

 

"Złożyliśmy sprawę do sądu o niepłacenie"

 

Damian S. w ciągu kilku dni zgromadził w wynajętym od pana Adama magazynie blisko 100 ton używanych ubrań. Zaraz po tym kontakt z przedsiębiorcą urwał się. Pan Adam twierdzi, że za wynajem hali do dziś nie dostał żadnych pieniędzy, mimo że obaj przedsiębiorcy podpisali umowę dzierżawy.

 

- Nie można było się z nim skontaktować. Złożyliśmy do sądu pozew o niepłacenie. Ściągnąć nie można, bo on chyba nic nie ma. Po upływie roku postanowiliśmy, że zawiadomimy go, że ten towar zostanie wystawiony na zewnątrz, ponieważ w środku gromadziły się szczury, myszy, smród był. Ludzie nam zwracali uwagę, że to jakieś zagrożenie może być – opowiada Adam Wicha.

 

- Musimy przyglądać się temu zjawisku, aby nie doszło do bardziej negatywnych konsekwencji dla środowiska. Mamy prawomocną decyzję, która zobowiązuje właściciela tych odpadów do ich usunięcia, a która nie została wykonana. W związku z tym możemy przejść do postępowania egzekucyjnego. Będziemy właściciela mobilizować poprzez stosowanie grzywien – dodaje Ireneusz Łucka, burmistrz Bełżyc.

 

Damian S.: mam dowody na to, że za halę płaciłem

 

Interesy z Damianem S. przyniosły rodzinie pana Adama spore kłopoty finansowe. Pan Adam szacuje, że łącznie stracił ponad 100 tysięcy złotych. Próbowaliśmy spotkać się z Damianem S. Pod adresem, pod którym zarejestrował firmę, reporterzy "Interwencji" nie zastali nikogo. W rozmowie telefonicznej mężczyzna tłumaczy, że odpady nie są już jego.

 

- Należą do pana Wichy, po tym jak je wystawił na świeże powietrze. Co ja teraz z nimi zrobię? Czuję się poszkodowany, oszkalowany z tego względu, że wszystkie moje dane zostały wywieszone na kartkach przez pana Wichę. Ja potem miałem nieprzyjemności. Mam dowody na to, że za tę halę płaciłem – mówi.

 

- Z tytułu wynajmu powierzchni magazynowych mieliśmy dochód i rozwijaliśmy się. A w tej chwili wszystko się zablokowało. To on jest właścicielem. Przyznał to w postępowaniu administracyjnym w gminie – przekonuje Adam Wicha.

 

- Może dojść do takiej sytuacji, że usunie to organ państwowy (gmina), który później będzie chciał obciążyć właściciela hali kosztami tego wszystkiego – przestrzega Paweł Wierzba, adwokat.

 

Damian S. twierdzi, że nie jest właścicielem odpadów. Natomiast Adam Wicha czuje się oszukany. Skierował już sprawę do prokuratury. Liczy, że organa ścigania pomogą mu w rozwiązaniu problemu, a działania urzędników doprowadzą do usunięcia odpadów. Jednak i tymi kosztami może zostać obciążony pan Adam.

bas/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze