"Ratownicze przedszkole". Polski pilot o akcji ratunkowej po katastrofie na lotnisku w Moskwie

Świat

"W Warszawie wiedząc o zawracającym samolocie strażacy siedzą w samochodach. Wiedząc o awaryjnym lądowaniu są rozlokowani wzdłuż pasa. Mają 90 sekund na dojazd i podanie min. 50 proc. środka gaśniczego. To, co widać, to przedszkole ratownicze" - napisał o akcji po tragicznym lądowaniu w Moskwie Piotr Czuban, pilot samolotowy, były dyżurny operacyjny portu lotniczego, koordynator ruchu naziemnego.

Do tragedii doszło w niedzielę po godz. 18 czasu moskiewskiego (godz. 17 w Polsce). Załoga samolotu Suchoj Superjet 100, należącego do linii Aerofłot, który miał lecieć z Moskwy do Murmańska, poprosiła o zgodę na lądowanie na lotnisku Szeremietiewo ze względu na problemy techniczne niecałe pół godziny po starcie.

 

Druga próba lądowania zakończona katastrofą

 

Z powodu trudnych warunków pogodowych samolot dopiero przy drugiej próbie zdołał wylądować.

 

Na nagraniach z kamer bezpieczeństwa rozmieszczonych w porcie lotniczym widać, że maszyna kilkakrotnie uderzyła w pas.

 

Pożar wybuchł już po przyziemieniu i - według relacji świadków - rozprzestrzeniał się błyskawicznie.

 

Media podały, powołując się na źródła, że przy lądowaniu zniszczony został element podwozia i to jego fragmenty mogły uszkodzić silnik. Samolot nie wypuścił paliwa i lądował z pełnymi zbiornikami.

 

Linie lotnicze Aerofłot zapewniły, że ewakuacja ludzi z pokładu zajęła 55 sekund.

 

Jednak media podają, powołując się na świadków, że niektórzy pasażerowie wbrew poleceniom załogi zaczęli zabierać z półek bagaż podręczny, co znacznie spowolniło i utrudniło ewakuację. Płonąca maszyna została ugaszona przez straż pożarną w ciągu 18 minut.

 

"Strażacy z mojej zmiany robili to max. w 78 sek"


"Gdzie jest ARFF? (lotniskowa straż pożarna - red.)" - zapytał na Twitterze pilot Piotr Czuban, komentując nagranie z akcji ratowniczej płonącego samolotu.


Jak wytłumaczył, "służby lotniska, zgodnie z przepisami i posiadaną kategorią ochrony przeciwpożarowej, mają 90 sekund na dojazd i podanie 50 proc. środka gaśniczego w dowolny punkt lotniska od momentu ogłoszenia alarmu".


"Strażacy z mojej zmiany (byłem dyżurnym operacyjnym lotniska 9 lat, kierownikiem akcji ratowniczej) robili to maksymalnie w 78 sekund" - zaznaczył Czuban.

 

 

 

"Lepiej lać po ludziach pianę niż płonące paliwo" 


"Jeśli ARFF (lotniskowa straż pożarna - red.) wie o awaryjnym lądowaniu przynajmniej 3 minuty wcześniej, zajmuje pozycje wzdłuż pasa i po kolei zajmuje ją za lądującym samolotem. Wówczas reakcja i podanie środków gaśniczych jest o wiele szybsze. Kierownik akcji ratowniczej wyznacza punkt przejęcia sił i środków i wprowadza je na miejsce akcji" - wyjaśnił ekspert.


Zauważył też, że podczas akcji w Moskwie, pierwszy wóz zaczął gasić samolot dopiero po 111 sekundach. Drugi, trzeci i czwarty wóz rozpoczęły gaszenie po 181 sekundach, a piąty  i szósty - po 225 sekundach.


"Pomijając 90 sekund, to się nie mieści w 180 sekundach z podaniem 50 proc. (środka gaśniczego - red.), jakie przez lata były wymagane" - zwrócił uwagę. Jak podkreślił, "oni wiedzieli, że zawraca".


"Lepiej lać po ludziach pianę niż płonące paliwo" - dodał. 

 

"To nie są dobre czasy reakcji"

 

Akcję ratunkową Czuban skomentował także na antenie Polsat News.

 

- Służby pojawiły się nieodpowiednio późno - podkreślił ekspert. - Sąd trzy specjalne kody - do porwania, do utraty łączności i kod do sytuacji alarmowej, czyli zagrożenia życia - poinformował Czuban.


Jak tłumaczył, "jeśli najpierw piloci ustawili kod do utraty łączności, to już wszyscy powinni być w gotowości. Jeżeli ustawili kod, który świadczył, że ich życie jest zagrożone, powinien być wstrzymany ruch na lotnisku, powinny być rozlokowane wszystkie siły i środki ratownicze wzdłuż pasa, na którym ten samolot będzie lądował".


- Na lotnisku w Moskwie są dwa równoległe pasy, służby mogły stać między dwoma pasami i bez względu na kierunek i wybór pasa przez pilotów, być natychmiast - tłumaczył pilot.


- Tymczasem widać, że ten samolot kończy dobieg, bardzo wolno się porusza po ziemi, płonie, wykręca się w stronę terminala i zatrzymuje się między płytą, a sektorem trawiastym. Od momentu, kiedy się zatrzymał z włączonym stoperem policzyłem, że po 111 sekundach podjeżdża pierwsza straż i zaczyna bardzo niemrawo polewać pianą ten samolot. Po 181 sekundach podjeżdżają kolejne trzy wozy i zaczynają delikatnie polewać ten samolot. Dopiero po 225 sekundach przyjeżdża piąty i szósty wóz - wyliczał ekspert.


Jak podkreślił, "to nie są dobre czasy reakcji". - W sytuacji, kiedy służby ratownicze wiedzą o zawracającym samolocie, są w stanie być przy nim natychmiast - dodał.


Lądowanie kapitana Wrony


Piotr Czuban przypomniał też awaryjne lądowanie bez wysuniętego podwozia na lotnisku Chopina w Warszawie samolotu pilotowanego przez kapitana Tadeusza Wronę i zorganizowaną wtedy akcję ratowniczą.


- Od końca pasa, poprzez połowę pasa, za lądującym samolotem wjeżdżało sześć albo osiem wozów bojowych straży pożarnej. Do tego na płycie rządowej czekało 15 jednostek straży pożarnej z miasta i 33 karetki. Tak wygląda przygotowane lotnisko operacyjne do awaryjnego lądowania, o którym wiemy - wyjaśnił.

 

WIDEO: Lądowanie kapitana Wrony. Raport końcowy

 

 

 

prz/hlk/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze