Nie opowiadam się po żadnej ze stron i nie głosuję - John Bercow o roli spikera Izby Gmin w brexicie

Świat

- Jedni są źli, bo chcą brexitu, chcą go bez żadnych opóźnień, teraz. Mogą więc dawać wyraz swojej frustracji, protestować i krytykować rząd oraz parlament. Ale są też drudzy, którzy są sfrustrowani i źli, bo są bardzo przeciwni opuszczeniu Wspólnoty. Uważają, że lepiej, by do niego nie doszło - John Bercow, spiker brytyjskiej Izby Gmin w wywiadzie dla Polsat News o bezstronności i przejrzystości.

John Bercow, spiker brytyjskiej Izby Gmin to jeden z najważniejszych polityków w Wielkiej Brytanii. Jest bezpartyjny, od ponad dziewięciu lat kieruje debatami w brytyjskim parlamencie, jednak zdaniem wielu to właśnie on ma decydujący wpływ na kierunek dyskusji o wyjściu Wysp z Unii Europejskiej.

 

Agnieszka Laskowska: Zdaje pan sobie sprawę, że cały świat przygląda się uważnie, jak prowadzi pan obrady, zwłaszcza od czasu dyskusji o brexicie. Stał się pan nawet wzorem, punktem odniesienia dla innych spikerów parlamentów na świecie.

 

John Bercow: Staram się o tym nie myśleć w ten sposób, głównie dlatego, że presja związana z tą pracą, konieczność podejmowania codziennie decyzji, a także zwyczajny wymóg zasiadania tam przez tyle godzin są tak wielkie, że nie poświęcam czasu na myślenie: ile osób to ogląda, czy było to gdzieś zauważone, co ludzie myślą o moich wysiłkach. Na pewno nie forsowałbym siebie jako wzoru dla innych. To byłoby bardzo nieskromne. Jest wielu dobrych spikerów na świecie i pewnie są też źli. Rozumiem, że pyta pani też, czy sprawia mi ta praca przyjemność? Tak, oczywiście. To obowiązek zawodowy, ale zawsze uważałem, że najwspanialszą rzeczą, jaką można robić zawodowo, jest robić to, co sprawia ci przyjemność. A mnie zawsze sprawiała przyjemność praca parlamentarzysty, którą wykonuję od 22 lat, a przez ostatnie niemal dziesięć smakuję bycie spikerem. I rzeczywiście, jest to nieoczekiwanie wymagający i ekscytujący moment. Uwaga skupiona na brexicie jest tak duża, że ta kadencja mojej pracy spikera jest zupełnie inna od poprzednich.

 

A nie sądzi pan, że to jest także bardzo rozczarowujący czas dla polityków tu w Wielkiej Brytanii, ale także na świecie? Cała ta sprawa brexitu trwa tak długo?

 

To wyzwanie. Jestem w stanie zrozumieć, że ludzie są rozczarowani albo źli. I to z całkowicie różnych powodów. Jedni są źli, bo chcą Brexitu, chcą go bez żadnych opóźnień, teraz. Mogą więc dawać wyraz swojej frustracji, protestować i krytykować rząd i parlament. Ale są też drudzy, którzy są sfrustrowani i źli, bo są bardzo przeciwni Brexitowi. I uważają, że lepiej, żeby do niego nie doszło. A ja muszę mieć na uwadze, że ludzie mają zupełnie przeciwne opinie i muszę bardzo uważać dając im głos, by nie zajmować żadnej strony. Jestem jak sędzia w meczu.

 

Czy jest trudno nie włączać się w dyskusję. Przecież ma pan swoje zdanie na te wszystkie tematy dyskutowane w parlamencie

 

Czy mi się to udaje, czy nie, to już pozostawiam pani i innych osób ocenie. Uważam, że nie jest to dla mnie trudne, z różnych powodów. Po pierwsze, to jedna z reguł dotyczących spikera - być bezstronnym, więc wiedziałem na co się piszę. Że moje własne poglądy muszę zostawić dla siebie. Po drugie istnieje przejrzystość - nie tylko wszystkie nasze obrady są relacjonowane i transmitowane, ale też ludzie bez przerwy piszą na Twitterze o tym, co dzieje się w parlamencie, więc gdybym zachowywał się w sposób stronniczy, zostałoby to bardzo szybko zauważone i skrytykowane. Stąd własnie moje porównanie do sędziego, albo czasem nawet nauczyciela w klasie.

 

Kiedy zabiera pan głos w Izbie Gmin, zwraca się do parlamentarzystów, bardzo często cytuje pan jakieś reguły. Czy pan je tak dobrze pamięta, czy raczej siedzi pan w domu i przygotowuje się, szukając ich, żeby potem zacytować?

 

Niektóre znam, ale ostatnim razem na przykład, kiedy przypomniałem Izbie bardzo, bardzo dawno temu ustanowioną regułę, że nie głosujemy drugi raz tego samego podczas jednej sesji, sam musiałem sobie to przypomnieć.

 

I kiedy zacytował pan te starą regułę, niektórzy politycy skorzystali z okazji, żeby powiedzieć, że nie jest pan wcale taki bezstronny, jak być powinien.


No cóż, mogą mówić co chcą i mieć swoje zdanie, ale doskwiera im poważna wada - mylą się. Ludzie mają rożne poglądy i to jest zrozumiałe, natomiast obowiązkiem spikera jest robić to, co uważa za słuszne. Słucham stron, liczę się z opiniami ludzi, ale nie jestem jak korek w rzece, którym nurt rzuca to tu, to tam. Zadaniem spikera jest oceniać, co jest jego zdaniem ważne, a potem się tego trzymać. Całkowicie szanuję czyjeś prawo do niezgadzania się, to demokracja, takie jest życie i natura dyskursu politycznego. Ale czy nie mogę spać z tego powodu, że ktoś mnie krytykuje? Oczywiście, że nie. Jeśli taki jesteś, to nie jesteś właściwą osobą na stanowisko spikera.

 

Czy wciąż może pan się przyjaźnić z politykami i czy uważa, że to w ogóle potrzebne?

 

Prawda jest taka, że nie ma nic złego w posiadaniu przyjaciół wśród parlamentarzystów. Myślę, że źle byłoby mieć przyjaciół tylko po jednej ze stron Izby. Mam od bardzo dawna przyjaciela, który był drużbą na moim ślubie. Jest po stronie konserwatystów, to zdecydowany zwolennik brexitu. Jest moim przyjacielem od 35 lat. I mam też przyjaciół po drugiej stronie - w Partii Pracy. I mówiąc szczerze, mam przyjaciół po obu stronach tego brexitowego podziału. Jednak moim zdaniem, najważniejszą kwestią pozostaje, czy ta osoba to jedynie polityczny znajomy, czy faktycznie przyjaciel. Kiedy mówię: przyjaciele, mam na myśli tych, z którymi chcę spędzać czas, z którymi poszedłbym na kolację, do kina, chciałbym uprawiać sport.

 

Gdybym zapytała o pańską opinię na temat powiedzmy brexitu, odpowiedziałby mi pan?


Nie. Doskonale rozumiem, że jest wiele krajów, w których ktoś taki jak spiker ma swoje poglądy, są one dobrze znane, pozostaje on członkiem partii, głosuje. Ale w naszym systemie izba gmin chce, żeby spiker był niezależny, niepowiązany, niepodporządkowany, niewyrażający poparcia dla żadnej partii politycznej. Jedyny przypadek, kiedy glosuję, to wtedy, gdy jest remis.

 

Mówił pan, że zrezygnuje z tej funkcji w lecie tego roku.

 

Jeśli będę miał do wygłoszenia jakieś oświadczenie dotyczące moich planów, to właściwą drogą będzie zrobić to najpierw przed Izbą. W pewnym momencie, wiele, wiele lat temu powiedziałem, że będę tu maksimum dziewięć lat, ale rzeczy się zmieniają. A ponieważ mój mandat odnawia się po wyborach to nie jestem tym stwierdzeniem uwiązany. W tej chwili zamierzam kontynuować bycie spikerem, jesteśmy w bardzo trudnym i wymagającym momencie. Parlament ma do podjęcia bardzo ważne decyzje, więc nie będę ogłaszał mojej emerytury. Jeśli miałbym przy tej okazji powiedzieć, co chciałbym robić w przyszłości, to myślę, że byłoby to kilka różnych rzeczy. Chciałbym pisać, przemawiać, ale też wykonywać jakąś pracę zarobkową. Jestem po pięćdziesiątce, mam na utrzymaniu troje dzieci i żonę będę musiał jeszcze długo pracować, przez wiele lat. Ale chciałbym zarówno zarabiać na życie, jak i robić coś, od czego moja dusza będzie śpiewać.
Oprócz tego podobałoby mi się robienie czegoś w dziedzinie edukacji, praca na rzecz społecznej mobilności, pomoc ludziom z trudnych środowisk w dalszym starcie. I jak już wspomniałem zanim zaczęliśmy ten wywiad - jestem zakręcony na punkcie sportu, jestem wielkim fanem tenisa i piłki nożnej, i chciałbym robić coś na tym polu. Zachęcać młodych ludzi do uprawiania sportu, robić coś - nie jestem sam pewien co - żeby zwiększać udział i skupić uwagę na lekcjach życia, które sport może dać.


Miło też słyszeć, ze jest pan wielkim fanem Agnieszki Radwańskiej.

 

To, co naprawdę podoba mi się w Radwańskiej, to fakt, że jest taka waleczna. Nigdy nie rezygnuje, nigdy się nie poddaje. Nie przestaje biegać, zawsze goni piłkę. Zawsze uważałem, że przyjemnie się ją ogląda. Bo wiesz, że wkłada w grę wszystko. Ale Polska miała wielu wspaniałych sportowców. Jeśli cofniemy się do lat siedemdziesiątych - jest pani za młoda i nie może pamiętać, ale był Wojciech Fibak. Był też świetny w debla. Jego partnerem był Tom Oker. Fibak i Oker byli jednymi z najlepszych deblistów. Widziałem ich wiele razy, poczytuję to sobie za zaszczyt.

 

A pan gra wciąż w tenisa?


Próbuję. W weekendy. Pytała mnie pani o przyjaźnie. Gram często ze swoim przyjacielem parlamentarzystą.

 

Czy myśli pan, że poczucie humoru pomaga panu w pracy?

 

Mam nadzieję. Na samym początku bycia spikerem byłem nieco kąśliwy i gwałtowny. Niektórzy powiedzą: spiker wciąż jest kąśliwy i gwałtowny. Ale lubię myśleć i chyba są na to dowody, że z wiekiem używam więcej humoru, żeby rozładować napięte sytuacje. Może czasami się z ludźmi droczę, ale mam nadzieję, że w życzliwy sposób. Powiem tak: to, co robimy, jest poważne, ale siebie nie powinniśmy traktować zbyt serio.


Moje ostatnie pytanie będzie o pańskie krawaty, które zawsze zauważamy kiedy jest pan w Izbie Gmin. Są takie kolorowe i wzorzyste. Czy stoi za tym jakaś historia?

 

Tak naprawdę, jedyna historia, jaka się za tym kryje to fakt, że moim zdaniem istnieje bardzo powszechna skłonność brytyjskich mężczyzn do noszenia bardzo konserwatywnych, tradycyjnych, konformistycznych krawatów. I takie krawaty są - powiedzielibyśmy: bezpieczne, niedopowiedziane - ale ja uważam, że to frajda nosić ciekawsze krawaty. Więc nie odrzucam ludzi noszących bezpieczne i konwencjonalne, ale ja wolę bardziej interesujące krawaty: takie, które mają może jakieś ciekawe kolory albo wzór.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz ubiegałem się o reelekcję w 2010 roku jeden z moich dużo starszych kolegów, konserwatysta, zgodził się, że zgłosi moją kandydaturę, ale chciał udzielić mi kilku rad. Mówi do mnie: panie spikerze, mam nadzieję, że się pan nie pogniewa za to, co powiem, ale niektórzy koledzy komentują dość nieżyczliwie pańską skłonność do noszenia dość paskudnych krawatów.

Zapytałem: ma pan na myśli, konserwatywnych kolegów?
No tak - mówi - z mojej strony izby.
Ja na to: widzisz Malcolm, ja taki własnie jestem, to część mnie, mojego DNA, osobowości, tego jaki jestem. Powiedziałem mu więc: O.K., w dniu ponownego wyboru mogę założyć inny, mam taki ładny, gładki i jasnoniebieski,
Wiesz co powiedział: Gładki, ciemnoniebieski byłby lepszy.
Pozostaliśmy więc przy swoich zdaniach i ostatecznie tego dnia założyłem ciemnofioletowy krawat.
Im dłużej jestem na tym stanowisku, tym bardziej zaczynam myśleć, że - i jest to znacznie głębsza prawda - musisz postępować po swojemu. Nie da się zadowolić wszystkich, niektórzy będą narzekać. Ludzie mają prawo mieć swoje poglądy, a ja mam prawo nosić krawaty, które sobie wybiorę.

 

To znakomita puenta, ale zapomniałam jeszcze zapytać o pańskiego kota, jak on się ma?

 

To jest ona. To miłe, że proponuje jej pani zmianę płci, ale myślę, że odrzuci tę propozycję. To prawda, mamy kota o dość niezwykłym imieniu: Spokój (ang: Order- red.).

 

Jestem przerażona na sam dźwięk tego słowa.

 

Kot został nabyty, nie będę udawał, że z wielkiej miłości do kotów, choć moja żona miała kiedyś koty. Kiedy zamieszkaliśmy tu, na górze, okazało się, że w tym starym domu są myszy. Postanowiliśmy więc mieć kota, żeby kontrolować tę kwestię. Sally, moja żona, postanowiła zrobić na Twitterze sondę w sprawie imienia dla kota. Najczęstszą propozycją było: Spokój.
Czasem słyszy jak w domu ktoś woła: Spokój.
Zwykle to jakaś osoba, na przykład któreś z moich dzieci, albo żona, narzekające, że kotka je podrapała.
Czasem wypowiadam słowo Spokój w domu, ale nie do dzieci, a tylko pod adresem kota.

 

Dziękuję bardzo, to była przyjemność.

 

Dziękuję bardzo.

Agnieszka Laskowska/hlk/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze