Nadzwyczajny szczyt ws. brexitu. Unijni przywódcy zadecydują, czy W. Brytania dostanie więcej czasu

Świat
Nadzwyczajny szczyt ws. brexitu. Unijni przywódcy zadecydują, czy W. Brytania dostanie więcej czasu
PAP/EPA/ANDY RAIN

W Brukseli w środę późnym popołudniem rozpoczął się nadzwyczajny szczyt ws. brexitu. Przywódcy unijni wysłuchają premier W. Brytanii Theresy May, a następnie zdecydują, czy W. Brytania powinna otrzymać więcej czasu na wyjście z UE, a jeśli tak, to na jakich warunkach.

Szczyt rozpoczął się po godz. 18. Przywódcy unijni będą pracować nad opcją dłuższego, elastycznego przedłużenia brexitu, które miałoby dać możliwość wyjścia Wielkiej Brytanii krótko po tym, gdy Izba Gmin poprze umowę rozwodową. Nie jest jednak przesądzone, że taka koncepcja zostanie poparta.

 

Wielka Brytania potrzebuje dodatkowego czasu, by wyjść z UE, gdy tylko parlament wyrazi zgodę na umowę z UE - oświadczyła w Brukseli premier Zjednoczonego Królestwa Theresa May, wchodząc do budynku Rady Europejskiej na spotkanie z szefem RE Donaldem Tuskiem. Z jej wypowiedzi wynika, że zgodzi się ona na dłuższe niż wnioskowała przedłużenie brexitu.

 

- Poprosiłam o przedłużenie do 30 czerwca, ale znaczenie ma to, że jakiekolwiek przedłużenie umożliwi nam wyjście w momencie, gdy ratyfikujemy porozumienie. Możemy wyjść 22 maja - powiedziała May dziennikarzom.

 

Babisz za przedłużeniem do 2020 r.

 

Część przywódców, wchodząc na szczyt, podzieliła się swoimi przemyśleniami z dziennikarzami. Premier Czech Andrej Babisz powiedział reporterom, że liczy, iż przywódcy na szczycie zgodzą się na to, żeby Wielka Brytania dostała więcej czasu na wyjście z UE. Zaznaczył, że propozycja szefa RE ws. przedłużenia okresu do końca marca 2020 r. jest dla niego akceptowalna.

 

Premier Mateusz Morawiecki powiedział, że opcja przedłużenia brexitu o kolejnych kilka miesięcy jest cały czas możliwa. Ma to jego zdaniem pozwolić na rozwiązanie "kryzysu ratyfikacyjnego w Wielkiej Brytanii". Powiedział też, że Polska chce, żeby Wielka Brytania pozostała w Unii Europejskiej, aczkolwiek respektuje prawo obywateli brytyjskich do decydowania o swoim losie.

 

Zdaniem premiera Łotwy Artursa Kriszjanisa Karinsza, jeśli Brytyjczycy proszą o trochę więcej czasu na brexit, to UE powinna być otwarta na taką prośbę. - Jeśli potrzebują więcej czasu, rozsądne jest przedyskutowanie tej kwestii i danie Brytyjczykom tego czasu na decyzję. (…) Przyszłość Wielkiej Brytanii jest w rękach Brytyjczyków - mówił.

 

Macron: nic nie jest oczywiste

 

Premier Irlandii Leo Varadkar podkreślił, że jest przekonany, iż przywódcy zgodzą się w środę na przedłużeniu brexitu. - Pytanie, na jak długo i na jakich warunkach - wskazał. Dodał, że jest przekonany o tym, że UE powinna dać Londynowi "trochę więcej czasu". Wskazał jednocześnie, że w UE jest zrozumienie co do tego, że Brytyjczycy nie chcą i nie powinni opuszczać wspólnoty bez porozumienia z Brukselą.

 

- Opowiadamy się za przedłużeniem. Oczywiście przedłużenie nie może trwać od dwóch do trzech miesięcy. Powinno to być dłuższe przedłużenie - powiedział włoski premier Giuseppe Conte.

 

Tymczasem francuski prezydent Emmanuel Macron oświadczył, że nie może się doczekać, aby usłyszeć od Theresy May, dlaczego przywódcy Unii Europejskiej powinni przyznać Wielkiej Brytanii przedłużenie okresu negocjacji. - Na tym etapie, moim zdaniem, nic nie powinno być oczywiste - powiedział reporterom.

 

"Ważne, by Wielka Brytania przygotowała się do wyborów"

 

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zwróciła z kolei uwagę na gwarancje dla ciągłości funkcjonowania instytucji unijnych. - Dla mnie bardzo ważne jest, aby Wielka Brytania przygotowała się do wyborów do UE - powiedziała, pytana o kwestię przedłużenia brexitu.

 

Z konsultacji przedstawicieli unijnych stolic wynika, że szefowie państw i rządów mogą zgodzić się na to, by do wyjścia Wielkiej Brytanii doszło pierwszego dnia następnego miesiąca po tym, w którym w Izbie Gmin ratyfikowane zostanie obecne porozumienie rozwodowe z UE.

Jeśli Zjednoczone Królestwo nie przeprowadziłoby wyborów do Parlamentu Europejskiego, które będą się odbywać od 23 do 26 maja, wówczas datą wyjścia ma być 1 lipca. Jeśli wybory zostałby zorganizowane, Wielka Brytania miałaby trochę więcej czasu na znalezienie kompromisu wewnętrznego w sprawie porozumienia o wyjściu lub realizacji innych opcji, wśród których mogłoby być wycofanie wniosku o opuszczenie UE.

 

Według dyplomatów szef Rady Europejskiej Donald Tusk i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker optują za tym, by brexit został przedłużony do 1 kwietnia 2020 r. Jednak pojawiają się też inne daty - koniec tego roku czy 29 marca 2020 r., równo rok od pierwotnego terminu brexitu.

 

Parlament trzykrotnie odrzucał umowę May

 

Za takim przedłużeniem, maksymalnie do wiosny 2020 r., ma przemawiać fakt, że później UE będzie musiała podejmować strategiczne decyzje, przy których wszelka niepewność czy potencjalna obstrukcja byłyby czynnikami negatywnymi.

Część krajów uważa, że takie dłuższe przedłużenie procesu brexitu będzie dobrym sposobem wywierania presji na polityków w Wielkiej Brytanii, by przegłosowali umowę o wyjściu z UE. Francja, która jest na czele obozu opowiadającego się za ostrzejszym podejściem, uważa, że wydłużenie brexitu o rok będzie zakłócało funkcjonowanie UE od wewnątrz.

 

Brytyjska Izba Gmin już trzykrotnie odrzuciła wynegocjowaną przez premier May umowę dotyczącą wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

 

Jeśli UE nie zgodzi się na kolejne przesunięcie brexitu, Zjednoczone Królestwo powinno opuścić Wspólnotę bez umowy w najbliższy piątek. 

maw/bas/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze