Po demontażu krzyży w Kuropatach modlił się przed kościołem. Ma zapłacić 1150 rubli grzywny

Świat
Po demontażu krzyży w Kuropatach modlił się przed kościołem. Ma zapłacić 1150 rubli grzywny
Pixabay

Leanid Kułakou, obrońca upamiętnienia miejsca pochówku ofiar NKWD w Kuropatach (spoczywa tam ok. 250 tys. ofiar represji stalinowskich), uczestniczył w modlitwie w pobliżu kościoła pw. św Szymona i Heleny - tzw. Czerwonego kościoła - w centrum Mińska. W środę został za to skazany przez białoruski sąd na grzywnę w wysokości blisko 1150 rubli (ok. 2100 zł).

Leanid Kułakou podczas modlitwy, która miała miejsce 7 kwietnia, czyli trzy dni po tym jak ciężki sprzęt rozpoczął demontaż krzyży w Kuropatach, trzymał w rękach historyczną biało-czerwono-białą flagę Białorusi. Interweniowała milicja, która wylegitymowała aktywistę. Później sprawa trafiła do sądu.


- W protokole było napisane, że uczestniczyłem w mitingu w niedozwolonym miejscu, jednak podczas procesu milicjant zeznał, że po prostu stałem i modliłem się. Czyli jak? Wierni już nie mogą się modlić koło kościoła? Może trzeba wezwać księży i zapytać, gdzie można, a gdzie nie można się modlić? Będę się odwoływał - mówił Kułakou w rozmowie z Biełsatem.


Podobne wezwanie do sądu otrzymał również aktywista Europejskiej Białorusi Jauhen Afnahiel.

 

Wcześniej do modlitwy w centrum miasta wzywał opozycyjny polityk Mikoła Statkiewicz po tym, gdy z inicjatywy władz w podmińskim lesie Kuropaty wyrwano 70 drewnianych krzyży upamiętniających dziesiątki tysięcy ofiar wielkiego terroru.

 

Łukaszenka: nie wiadomo do końca, kto tam jest pochowany

 

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka demontaż krzyży w miejscu kaźni ofiar represji w Kuropatach tłumaczy porządkowaniem terenu. Według szefa białoruskiego państwa nie wiadomo do końca, kto tam jest pochowany. On sam jest przeciwnikiem ekshumacji.

 

- Skąd pretensje do mnie? Zostałem poproszony, zażądano ode mnie, żeby zrobić tam porządek. (...) Ludzie, którym to zostało zlecone, "z duszą" oczyszczali teren, otoczyli go lekkim ogrodzeniem - mówił Łukaszenka dziennikarzom podczas sobotniego czynu społecznego na linii historycznych umocnień pod Mińskiem, tzw. Linii Stalina.

 

- Powbijali tych krzyży więcej niż drzew - ocenił ponadto Łukaszenka. 

 

250 tys. ofiar, wśród nich są także Polacy

 

Na terenie lasu w Kuropatach stalinowskie NKWD rozstrzeliwało represjonowanych. Według różnych szacunków w tamtejszych dołach śmierci spoczywa od kilkudziesięciu tysięcy do 250 tys. ofiar, wśród nich są także Polacy.

 

Na terenie uroczyska w ciągu ostatnich 30 lat powstawał ludowy memoriał, złożony z krzyży stawianych przez aktywistów i obywateli. W sumie jest ich tam ponad tysiąc. Dopiero w 2018 r. z inicjatywy władz umieszczono tam pomnik upamiętniający ofiary.

 

Obecne władze Białorusi przez dziesięciolecia udawały, że tematu Kuropat nie ma. Alaksandr Łukaszenka nigdy tam nie był. Za czasów niepodległej Białorusi Kuropaty odwiedzili za to m.in. prezydenci Lech Wałęsa i Bill Clinton. Wśród wielu kuropackich krzyży Polacy ustawili tam również "swój" - przed którym składają kwiaty wszystkie oficjalne delegacje przejeżdżające do Mińska.

grz/ml/ belsat.eu, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze