"Powbijali ich więcej niż drzew". Łukaszenka o demontażu krzyży w Kuropatach

Świat
"Powbijali ich więcej niż drzew". Łukaszenka o demontażu krzyży w Kuropatach
Wikimedia Commons/Zala

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka porządkowaniem terenu tłumaczył demontaż krzyży w miejscu kaźni ofiar represji w Kuropatach. Według szefa państwa nie wiadomo do końca, kto tam jest pochowany. On sam jest przeciwnikiem ekshumacji.

- Skąd pretensje do mnie? Zostałem poproszony, zażądano ode mnie, żeby zrobić tam porządek. (...) Ludzie, którym to zostało zlecone, "z duszą" oczyszczali teren, otoczyli go lekkim ogrodzeniem - mówił Łukaszenka dziennikarzom podczas sobotniego czynu społecznego na linii historycznych umocnień pod Mińskiem, tzw. Linii Stalina.

- Prace jeszcze nie zostały ukończone. Na ogrodzeniu powiesimy kwiaty (...). Zrobimy bramę - dodał białoruski lider cytowany przez agencję BiełTA.

 

"Porządkowanie terenu"


W ostatnich tygodniach władze zdemontowały w Kuropatach kilkadziesiąt krzyży i zaczęły budowę ogrodzenia. Twierdzą, że krzyże, postawione tam przez aktywistów opozycji, to "nielegalne konstrukcje", a usunięto je w ramach "porządkowania terenu".

Według Łukaszenki jest to konieczne, ponieważ różni ludzie, w tym aktywiści, "załatwiali tam swoje potrzeby fizjologiczne", a inni, jak twierdził, wyprowadzali tam psy, które "chodziły po głowach ludzi, którzy tam leżą".

- Myślałem, że już nikt nie będzie tego tematu upolityczniać, ale - nie... - powiedział Łukaszenka, którego zdaniem "na Kuropatach wyrosło wielu opozycyjnych polityków".

- Powbijali tych krzyży więcej niż drzew - ocenił ponadto Łukaszenka, stwierdzając, że ci, którzy to robili, nie myśleli, czy "wbijają krzyż w głowę, czy w ciało zmarłego człowieka". Jego zdaniem wysokie krzyże, które ustawiono na obrzeżach uroczyska, to "demonstracja, polityka".

Łukaszenka powiedział, że spoczywający tam ludzie potrzebują spokoju, a "my co roku, upolityczniając problem, chodzimy po ich głowach". - Może jakiś inny prezydent przyjdzie i szukając konsensusu, zacznie rozkopywać te groby. Póki ja jestem prezydentem - tego nie będzie - zapewnił.

 

"To są nasi ludzie, trzeba ich uszanować"


Do Kuropat można będzie wejść, ale będą tam działać "określone zasady i porządek". - By uszanować tych, którzy byli rozstrzelani w latach 30., 40. XX wieku, jeszcze w innych. Dzisiaj nawet nie wiemy, czy to tylko ofiary represji stalinowskich, czy jest tam ktoś jeszcze, czy to faszyści rozstrzeliwali tam ludzi. Przecież tego nie wiemy. I ja nie jestem zwolennikiem, żeby tam rozkopywać i szukać w archiwach, dzielić ich na Żydów, Ukraińców, Rosjan, Polaków czy Białorusinów. To są nasi ludzie (...), trzeba ich uszanować - argumentował Łukaszenka.

Według internetowej gazety "Nasza Niwa" Łukaszenka powiedział również, że "katolicy zaczęli się oburzać - Świątek i jeszcze inni", zapewne myląc nazwisko obecnego zwierzchnika białoruskich katolików Tadeusza Kondrusiewicza z jego poprzednikiem kardynałem Kazimierzem Świątkiem. Abp Kondrusiewicz kilkukrotnie wypowiadał się przeciwko demontażowi krzyży w Kuropatach, co nazwał "świętokradztwem" i "zniewagą krzyża".

Na terenie lasu w Kuropatach stalinowskie NKWD rozstrzeliwało represjonowanych. Według różnych szacunków w tamtejszych dołach śmierci spoczywa od kilkudziesięciu tysięcy do 250 tys. ofiar, wśród nich także Polacy.

Na terenie uroczyska w ciągu ostatnich 30 lat powstawał ludowy memoriał, złożony z krzyży stawianych przez aktywistów i obywateli. W sumie jest ich tam ponad tysiąc. Dopiero w 2018 r. z inicjatywy władz umieszczono tam pomnik upamiętniający ofiary.

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze