"600 tys. nauczycieli pracuje dla idei". Broniarz odpowiada Karczewskiemu

Polska

- Wydaje mi się, że 600 tys. nauczycieli pracuje dla idei i 600 tys. nauczycieli wykonując ten zawód ma przede wszystkich na uwadze to, że pracuje dla dziecka - powiedział w piątek szef ZNP Sławomir Broniarz. To odpowiedź na słowa marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który pytany o strajk nauczycieli stwierdził, że "powinno się pracować dla idei" i on dla idei pracuje.

Karczewski podkreślał na czwartkowym briefingu prasowym, że najważniejsze w sporze nauczycieli z rządem są dzieci. - Powinniśmy przede wszystkim dbać o dzieci. (...) Bardzo bym chciał, żeby ten spór się zakończył i żeby nauczyciele wrócili. Nie tylko dlatego, że mam pięciu wnuków, którzy nie chodzą do szkoły, ale żeby wrócili do pracy i zajęli się tym, co dla nich jest istotne i dla nas - mówił Karczewski.

 

- Znowu zostanę "zhejtowany" i skrytykowany, bo kiedyś już mówiłem, przy sporze z rezydentami (lekarzami - red.), że powinno się pracować dla idei. Ja pracowałem dla idei, pracuję dla idei i będę pracował dla idei, a dla dzieci jeszcze tym bardziej powinniśmy pracować – dodał marszałek Senatu.

 

"Zwrot absolutnie nieadekwatny" 

 

Podczas piątkowego briefingu w Związku Nauczycielstwa Polskiego reporter Polsat News Bartosz Kwiatek poprosił szefa ZNP Sławomira Broniarza o komentarz do słów Karczewskiego. 

 

- Wydaje mi się, że 600 tys. nauczycieli pracuje dla idei i 600 tys. nauczycieli wykonując ten zawód ma przede wszystkich na uwadze to, że pracuje dla dziecka, dla ucznia, dla tego, z którym się na co dzień spotyka, bo nigdy tych uczniów nie zostawiliśmy, wbrew tym opiniom, które się czasem pojawiają - powiedział Broniarz.

 

- Jeżeli mamy mówić o rozwoju edukacji, to zwrot "praca dla idei" wydaje mi się, że w tym momencie jest absolutnie nieadekwatny do oczekiwań naszego środowiska. Być może pan marszałek miał co innego na uwadze - stwierdził szef ZNP.

 

"Strajk ma być kontynuowany także w okresie wolnym od zajęć"

 

Prezydium Zarządu Głównego postanowiło kontynuować strajk, prowadzony w ramach sporu zbiorowego, i wystąpić do premiera Mateusza Morawieckiego z wnioskiem o natychmiastowe podjęcie rozmów z udziałem mediatora zewnętrznego.

 

Prezes stwierdził, że jeżeli ma być mowa o sprawach płacowych, które są przedmiotem sporu, to nie można czekać do inicjatywy zaproponowanej przez szefa rządu czyli okrągłego stołu dot. oświaty. - Formuła okrągłego stołu ma być niezwykle szerokim spektrum uczestników tego przedsięwzięcia i ma dotyczyć całokształtu polityki edukacyjnej państwa - wskazał.

 

Pytany czy protest będzie kontynuowany w czasie nadchodzących świąt wielkanocnych, Broniarz powiedział, że w piątek zdecydowano o kontynuacji akcji strajkowej także w okresie dni wolnych od zajęć lekcyjnych.

 

- Nauczyciele w tych dniach pozostają na terenie szkoły, co jest w sposób oczywisty przez nas traktowane. Dni przerwy świątecznej są przerwą dla uczniów, nie dla nauczycieli i pracowników niebędących nauczycielami - powiedział.

 

"Strajkujący nie mogą być zmuszani"

 

- Ktoś, kto uczestniczy w strajku, musi sobie zdawać sprawę z tego i jestem przekonany, że tak jest, że to jest decyzja, która wiąże się z pewnymi konsekwencjami - powiedział na konferencji prasowej Broniarz. Przypomniał, że osoba, która bierze udział w strajku, nie podejmuje żadnych czynności służbowych i nie może być do nich zmuszana. Zaznaczył jednocześnie, że udział w strajku jest dobrowolny.

 

Prezes ZNP dodał, że strajkujący nauczyciele "w żadnej mierze nie krępują decyzji ani woli dyrektora w zakresie realizacji zadań, które służą temu, żeby zabezpieczyć mienie, obiekt, zdrowie i bezpieczeństwo uczestników".

 

Pytany przez dziennikarzy o możliwość nieklasyfikowania uczniów odpowiedział, że "tam, gdzie rady pedagogiczne podejmują uchwały o nieklasyfikowaniu, siłą rzeczy nie będzie klasyfikacji uczniów w tym czasie". 

 

Broniarz potwierdza: matury są zagrożone

 

Prezes ZNP wyraził opinie, że w związku ze strajkiem nauczycieli przeprowadzenie matur jest zagrożone. Odpowiadając na pytanie podczas konferencji prasowej o to, czy "matury są zagrożone", Broniarz odpowiedział: "Moim zdaniem tak".

 

Wcześniej podczas spotkania z dziennikarzami minister edukacji narodowej Anna Zalewska powiedziała, że nie wyobraża sobie sytuacji, że brak rad klasyfikacyjnych uniemożliwiłby uczniom przystąpienie do matury.

 

- Myślę, że i związkowcy na ten temat się wypowiadali, mówiąc, że są to granice, których nie wolno przekroczyć - skomentowała Zalewska.

- Przepisy stanowią jednoznacznie: po pierwsze prawo oświatowe mówi, że dyrektor ma taki obowiązek, żeby taką radę klasyfikacyjną przeprowadzić, a nauczyciele obowiązek uczestniczenia w radzie klasyfikacyjnej - wyjaśniła.

 

Zaznaczyła, że ewentualny brak rad klasyfikacyjnych nie tylko uniemożliwiłby uczniom przystąpienie do matury, ale również oznaczałby konieczność powtarzania roku przez uczniów.

 

- Nie wyobrażamy sobie, i państwo również, że do takiej sytuacji mogłoby dojść - powiedziała minister.

 

"Rząd pozoruje dialog"

 

Broniarz powiedział, że to, co dzieje się wokół protestu pracowników oświaty, "ma bardzo głęboki sens i nie dotyczy tylko i wyłącznie spraw płacowych, a może przede wszystkim nie dotyczy spraw płacowych".

 

- Obejmuje bowiem przede wszystkim troskę o jakość prawa oświatowego, które na naszych oczach jest rozjeżdżane, jest tworzone pod doraźne potrzeby, jest psute. (Protest) dotyczy także szeroko rozumianej polityki edukacyjnej, a jednocześnie braku wizji dobrej i nowoczesnej szkoły adekwatnej do oczekiwań naszego środowiska - powiedział Broniarz.

 

Szef ZNP dziękował za wszystkie gesty wsparcia strajkujących nauczycieli.

 

Powiedział, że związek jest oburzony zachowaniem rządu, a "obecna sytuacja jest w sposób jednoznaczny winą rządu Rzeczypospolitej Polskiej".

 

- Pozorowanie dialogu, pozorowanie negocjacji i konsekwentne namawianie nas do podpisania odrzucanego przez nauczycieli porozumienia płacowego zawartego tylko z jednym związkiem zawodowym w sytuacji, gdy 600 tys. nauczycieli wyraża wobec tego porozumienia głęboką dezaprobatę, jest przez nas bardzo negatywnie oceniane - podkreślił Broniarz.

 

ZNP wezwało rząd do wznowienia rozmów z udziałem negocjatora zewnętrznego, "który będzie aprobowany przez obydwie strony".

 

ZNP: we wtorek w strajkowało 74,29 proc. szkół i przedszkoli

 

W poniedziałek rozpoczął się zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych strajk w szkołach. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności. Biorą w nim też udział nauczyciele niezrzeszeni w związkach. Według ZNP we wtorek w strajkowało 74,29 proc. szkół i przedszkoli.

 

W środę i w czwartek - według związkowców - skala protestu była na tym samym poziomie. Z kolei Ministerstwo Edukacji Narodowej podawało w poniedziałek, że protestuje 48,5 proc. szkół i placówek.

 

Dane o liczbie placówek objętych protestem i strajkujących nauczycielach mogą się różnić w różne dni, gdyż nauczyciele codziennie rano, przychodząc do pracy do szkoły czy przedszkola, podejmują decyzję, czy w tym dniu będą protestować, więc mogą zawiesić swój udział w strajku na czas egzaminów.

zdr/dro/msl/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze