Szef ZNP: weźmiemy udział w "okrągłym stole", ale jego data jest "ucieczką do przodu"

Polska

- Weźmiemy udział w "okrągłym stole", ale uważamy, że jego data jest "ucieczką do przodu", bagatelizuje obecną sytuację i pokazuje, że premierowi nie zależy na rozwiązaniu konfliktu - powiedział w środę prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Podczas konferencji prasowej Broniarz podkreślił, że środa jest trzecim dniem strajku i także pierwszym dniem egzaminów gimnazjalnych.

 

- To wydarzenie dla nas niezwykle istotne, bo te egzaminy, które są prowadzone w szkołach, w niczym nie zaburzają naszej akcji strajkowej - zaznaczył. Dodał, że fakt uczestniczenia nauczycieli w tych egzaminach również nie zaburza działań strajkowych.

 

Broniarz przypomniał też, że strajk, oprócz gimnazjów, trwa także w przedszkolach, szkołach podstawowych i w liceach.

 

- Chcę przy okazji bardzo serdecznie podziękować nauczycielom, dyrektorom szkół. To rzeczywiście była chwila prawdy, ale też ogromnej odpowiedzialności nas, nauczycieli, za losy dzieci" - powiedział. "Nigdy nauczyciel nie odszedł od dziecka, od ucznia - podkreślił. Jak dodał, "to, że ten egzamin odbywa się w tak nerwowej emocjonalnej i nerwowej atmosferze jest tylko i wyłącznie winą minister edukacji Anny Zalewskiej".

 

"Dolało oliwy do ognia"

 

We wtorek premier Mateusz Morawiecki powiedział w TVP Info, że chciałby, aby zaraz po świętach "nastąpiła w formule okrągłego stołu ogólnonarodowa debata o systemie oświaty". Jak zaznaczył, chciałby, aby wzięli w niej udział związkowcy, ale też nauczyciele, pedagodzy, wychowawcy, a także rodzice.

 

- Uważam, że wszystkie te problemy wymagają systemowego podejścia, głębokiej przebudowy. Dlatego chciałem zaproponować związkowcom, ale też przede wszystkim całemu środowisku nauczycielskiemu okrągły stół. Chciałbym, żeby nie było teraz tego protestu w czasie egzaminów, żeby on został zawieszony. To jest mój apel, o to bardzo gorąco o proszę: żeby uczniowie mogli w terminie założonym ten egzamin napisać. A zaraz po świętach chciałbym, żeby nastąpiła w formule okrągłego stołu ogólnonarodowa debata o systemie oświaty - powiedział premier.

 

Szef ZNP powiedział, że wystąpienie premiera Morawieckiego "dolało oliwy do ognia".

 

- Bo jeżeli pan premier sądził, że w czymkolwiek uspokoił środowisko, to osiągnął cel odwrotny do zamierzonego. Dlatego że propozycje "okrągłego stołu", debaty, owszem, są bardzo istotne, ale wtedy, kiedy mamy czas spokoju, kiedy możemy się nad tym głęboko zastanowić i nie robimy tego pod presją czasu i emocji - powiedział.

 

- Pan premier proponuje "okrągły stół" i weźmiemy w nim udział, ale jednocześnie uważamy, że ta data jest absolutnie "ucieczką do przodu", bagatelizuje obecną sytuację i pokazuje, że premierowi rządu Rzeczypospolitej Polskiej nie zależy na rozwiązaniu tego konfliktu. Żałujemy, że do tego doszło i szkoda, że grupa 600 tys. protestujących nauczycieli od pana premiera nie uzyskała żadnej istotnej ze swojego punktu widzenia informacji - powiedział Broniarz.

 

"Różni nas w tej chwili kwota około 3 mld zł"

 

Szef ZNP podkreślił na konferencji prasowej, że związek nie rozważa zawieszenia akcji strajkowej. - Mamy plan działania i nie jest tajemnicą, że jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania - zaznaczył.

 

Przypomniał, że podczas wtorkowych rozmów ze stroną rządową w CPS "Dialog" związek przedstawił nowe propozycje kompromisu.

 

- Wczoraj wygłosiliśmy kolejna naszą ofertę negocjacyjną, która została przez rząd całkowicie zbagatelizowana. Przypomnę, że mówiliśmy o 30-procentowym wzroście wynagrodzenia, już w podziale na kilka interwałów - powiedział Broniarz.

 

Podkreślił, że ZNP czeka teraz na propozycję rządu. - Definitywnie pieniądze w tym państwie leżą w gestii rządu, aczkolwiek są to pieniądze obywateli, ale podział tych środków w dużej mierze zależy m.in. od tego, co zaproponuje pan premier Morawiecki - podkreślił szef ZNP.

 

- Wczoraj pracodawcy obliczyli, że mniej więcej różni nas w tej chwili kwota około 3 mld zł. Wydaję się, że warto rozmawiać, a związki są do tego gotowe - zapewnił.

 

"To ciąg dalszy pewnej wojny propagandowej"

 

Prezes ZNP o to, że "nauczycielom nie przysługuje wypłata i czy ZNP ma fundusz strajkowy, czy nauczyciele mogą liczyć, że za strajk dostaną jakiekolwiek pieniądze".

 

- O funduszu strajkowym będziemy chcieli rozmawiać w dniu jutrzejszym. Mamy plan, który jest dla nas bardzo istotny, bardzo ważny, także z punktu widzenia społecznego poparcia - powiedział Broniarz.

 

- Jeżeli chodzi o stanowisko ministra finansów i regionalnych izb obrachunkowych, one nas nie dziwią, ale są pozbawione podstaw prawnych, dlatego że porozumienia między kierownikiem zakładu pracy a organizacją związkową mają charakter aktu prawnego. Wysłaliśmy dzisiaj list do wszystkich wójtów, burmistrzów i marszałków województw pokazujący, jakie są nasze w tym zakresie stanowiska. Wychodzimy z założenia, że to ciąg dalszy pewnej wojny propagandowej, emocjonalnej, próbującej pokazać i wystraszyć nauczycieli - dodał.

 

"To rozporządzenie jest po prostu idiotyczne"

 

W minionym tygodniu minister Zalewska podpisała rozporządzenia, zgodnie z którymi członkiem zespołu egzaminacyjnego i nadzorującego może być każda osoba mająca kwalifikacje pedagogiczne (w zespołach mogą być także osoby, które nie pracują w żadnej szkole).

 

Kolejną zmianą jest zwiększenie z 20 do 25 liczby uczniów przypadających na jednego nauczyciela wchodzącego w skład zespołu nadzorującego, jeżeli zdających w sali egzaminacyjnej jest ponad 25 na egzaminie gimnazjalnym lub ósmoklasisty i 30 na maturze.

 

Odnosząc się do tego rozporządzenia, Broniarz stwierdził w środę, że minister Zalewska "dała fatalny sygnał opinii publicznej, pokazując, że prawo może być tworzone ad hoc i może ocierać się o granice absurdu". Jego zdaniem "rodzice, którzy to obserwują, mają kolejny dowód na niebywały chaos potęgowany przez kolejne decyzje minister edukacji".

 

Wyraził również opinię, że "pewnie po egzaminach, w nowym roku szkolnym, kolejny minister wycofa z obiegu to rozporządzenie, bo ono jest po prostu idiotyczne".

 

"Ja bym wolał, żeby pokazali np. pensum w Luksemburgu"

 

Rząd przedstawił w piątek nowy kontrakt społeczny dla grupy zawodowej nauczycieli, obejmujący podwyżki i zmianę warunków pracy. Nauczyciel dyplomowany po wprowadzeniu zmian otrzymałby w kolejnych latach, w wariancie pensum 22 godz. w 2020 - 6128 zł, 2021 - 6653 zł, 2022 - 7179 zł, 2023 - 7704 zł. W razie ustalenia pensum na poziomie 24 godzin (poziom średniej OECD) nauczyciel dyplomowany mógłby liczyć średnio na następujący wzrost wynagrodzenia 2020 - 6335 zł, 2021 - 7434 zł, 2022 - 7800 zł, 2023 - 8100 zł. Zwiększenie pensum byłoby kroczące i obejmowało cykliczne jego podnoszenie co roku wraz z przyznaną podwyżką, aż do osiągnięcia pułapu 22 (lub 24) godzin przy tablicy w 2023 r.

 

Odnosząc się do tego, Broniarz powiedział, że "strona rządowa pokazuje to, co jest dla niej najwygodniejsze, a ja bym wolał, żeby pokazali np. pensum w Luksemburgu, ale w połączeniu z wynagrodzeniem tegoż nauczyciela w Luksemburgu". - My się nie uchylamy od dyskusji o czasie pracy, ale chciałbym, żeby to była dyskusja oparta o fakty - podkreślił.

 

- Jeżeli mówimy o różnych pensjach w różnych krajach, to musimy to także odnosić do warunków pracy tamtejszych nauczycieli - do sytuacji, w jakiej się znajdują, do tego, jak wyposażona jest szkoła, ilu pracuje tam nauczycieli wspomagających i jakie są warunki pracy nauczyciela po zakończeniu pracy z kredą przy tablicy - wskazał Broniarz.

 

Jeżeli stworzymy naszym nauczycielom takie warunki, jakie mają nauczyciele w Danii, Szwecji czy Norwegii, to my bardzo chętnie powiemy - pracuję w godz. 8-16, o godz. 16:05 zamykam biurko i koniec - mówił. Zwrócił jednak uwagę, że w Polsce "nauczyciel jest nauczycielem 24 godziny na dobę".

 

- Jeżeli dyskutujemy o czasie pracy nauczyciela, to mówimy to w szerokim spektrum uwarunkowań, a nie tylko wyciągajmy czas pokazujący wymiar czasu pracy nauczyciela - podkreślił prezes ZNP.

zdr/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze