"Mamy nadzieję, że pani minister Zalewska patrzy". Manifestacja uczniów przed siedzibą MEN

Polska

O godz. 12 przed resortem edukacji zebrali się uczniowie, by zamanifestować swoje poparcie dla nauczycieli. - Mamy nadzieję, że pani minister Zalewska patrzy na nas z okna i nie dowierza, że uczniowie mają głos, mogą walczyć o swoje prawa i sprzeciwiają się działaniom rządu - powiedział po rozpoczęciu protestu Miłosz Warchoł, jego główny organizator.

- Strajk uczniowski jest potrzebny, żeby pokazać, że młodzi mają głos, potrafią go wyrazić i będą dążyć do zmiany systemu edukacji - powiedział jeden z organizatorów protestu Ignacy Bres.

 

- Uczniowie mają za mało wpływu na funkcjonowanie szkół i swój program edukacji. My chcemy to zmienić, żądamy systemowych gwarancji praw ucznia. W tym momencie, jeżeli prawa uczniów są łamane, to nie mają się oni do kogo zgłosić. Powinny powstać instytucje, którym uczniowie będą ufali - dodał.

 

"Dodać z własnej kieszeni"

 

Rano Michał Warchoł tłumaczył w rozmowie z Polsat News, że "Strajk Uczniowski" chce pokazać, że docenia pracę nauczycieli.

 

Dodał, że "misją organizacji jest doprowadzenie do reformy edukacji zgodnych z wizją młodzieży". - Obecna reforma nie jest odpowiednia dla nas, ponieważ wprowadziła np. podwójne roczniki, z którymi prędzej czy później będziemy się musieli zmierzyć. Zdezorganizowało to szkoły - powiedział. 

 

Podkreślił, że "obecnie samorządy powinny wydawać na edukację 70,5 mld zł. Od rządu mogą dostać 47 mld, resztę muszą dodać z własnej kieszeni. To utrudnia życie nam młodym obywatelom, ponieważ te pieniądze można przeznaczyć na innowację, kulturę i sport". 

 

- Do obecnego rządu najlepiej dotrzeć protestami i masowym sprzeciwem - powiedział. 

 

 

Warchoł jest jednym z organizatorów wtorkowej manifestacji przed MEN.

 

"Przestajemy narzekać i bierzemy sprawy w swoje ręce. Tworzymy organizację, która doprowadzi do gruntownej reformy szkolnictwa w Polsce" - napisali organizatorzy na stronie wydarzenia.  

 

"Chcemy pokazać, że młodzież nie jest obojętna i że nie będziemy biernie przyglądać się temu, co dzieje się z naszymi szkołami" - dodali. 

  

Strajk nauczycieli

 

W poniedziałek rozpoczął się zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych strajk w szkołach. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności, m.in. z województw: wielkopolskiego, pomorskiego, śląskiego, dolnośląskiego, warmińsko-mazurskiego i kujawsko-pomorskiego. Według ZNP w strajku biorą też udział nauczyciele niezrzeszeni w żadnym ze związków.

 

Największy odsetek szkół i przedszkoli deklaruje przyłączenie się do akcji strajkowej w województwach: kujawsko-pomorskim - 91 proc., łódzkim - 87 proc., zachodniopomorskim - 85 proc. wielkopolskim - 84 proc., świętokrzyskim i śląskim - po 82 proc., warmińsko-mazurskim i dolnośląskim - po 81 proc.

 

Wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej, że z danych przekazanych przez kuratoria do godz. 12 wynika, że do strajku przystąpiło 48,5 proc. szkół i placówek. Zaznaczył, że odsetek ten dotyczy tylko szkół i przedszkoli publicznych prowadzonych przez samorządy.

maw/ml/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze