Prace społeczne zamiast więzienia. Łagodniejsza kara w procesie o znęcanie się nad kotami

Polska
Prace społeczne zamiast więzienia. Łagodniejsza kara w procesie o znęcanie się nad kotami
Zdjęcie ilustracyjnePixabay/Pexels

Na 10 miesięcy ograniczenia wolności poprzez obowiązek pracy społecznej po 30 godz. miesięcznie skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Białymstoku młodego mężczyznę za znęcanie się nad kotami. Złagodził tym samym karę pół roku więzienia orzeczoną w I instancji. Wyrok jest prawomocny.

Jak wynika z akt sprawy, skazany 29-latek miał pod opieką koty od wolontariuszy Fundacji Kotkowo i od osób prywatnych. Gdy był przez fundację weryfikowany przed decyzją, czy można mu przekazać zwierzęta, nie było żadnych zastrzeżeń.

 

Kot nie trafił na czas do lecznicy

 

Organizacja zaniepokoiła się jednak, gdy jeden z kotów nie trafił na czas do lecznicy na umówione podanie leku. Kiedy po monitach telefonicznych mężczyzna z kotem przyjechał do weterynarza, okazało się, że zwierzak jest w bardzo złym stanie.

 

Sprawa została nagłośniona w środowisku miłośników kotów poprzez media społecznościowe. Ostatecznie TOZ we współpracy z Fundacją Kotkowo, po zbadaniu sytuacji innych kotów, które mężczyzna wziął pod opiekę, złożyły zawiadomienie o podejrzeniu znęcania się nad zwierzętami. Śledczy przyjęli w akcie oskarżenia, że na przełomie 2016 i 2017 roku 29-latek doprowadził - w ciągu dwóch miesięcy - do śmierci dwóch kotów. Trzeciego udało się uratować.

 

Pół roku więzienia

 

W I instancji zapadł wyrok pół roku więzienia bez zawieszenia oraz 10-letniego zakazu posiadania wszelkich zwierząt, a także wpłacenia nawiązek po 500 zł na rzecz dwóch organizacji obrońców praw zwierząt.

 

Sąd odwoławczy zmienił karę bezwzględnego więzienia na 10-miesięcy ograniczenia wolności, zasądził jedną nawiązkę w kwocie 500 zł (na rzecz Fundacji Kotkowo) i utrzymał zakaz posiadania zwierząt.

 

Apelacje - co do kary - złożyli obrońca oskarżonego i pełnomocnik organizacji, które w sprawie miały status pokrzywdzonych. Obrona nie kwestionowała winy, ale argumentowała, że kara więzienia jest rażąco surowa. Chciała jej warunkowego zawieszenia, ewentualnie kary 8 miesięcy ograniczenia wolności poprzez prace społeczne w tym czasie.

 

Pełnomocnik organizacji obrońców praw zwierząt wnioskowała o karę surowszą - roku więzienia i po 2 tys. zł nawiązki dla TOZ i Kotkowa.

 

Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że są przesłanki do zastosowania kary łagodniejszej i skazał 29-latka na 10-miesięcy ograniczenia wolności, co będzie polegało na konieczności pracy na cel społeczny przez 30 godz. miesięcznie, zasądził jedną nawiązkę w kwocie 500 zł (na rzecz Fundacji Kotkowo) i utrzymał zakaz posiadania zwierząt.

 

"Ten człowiek zrozumiał wreszcie, że postępował źle"

 

Uzasadniając wyrok, sędzia Dariusz Gąsowski wyjaśniał, że główną sprawą do zbadania było ustalenie, czy zastosowana kara spełni swoje cele, to znaczy: czy wpłynie na skazanego w taki sposób, że nie popełni on takiego przestępstwa w przyszłości, zaś z drugiej strony - czy ta kara "spotka się z właściwym odbiorem tzw. opinii publicznej".

 

Sędzia Gąsowski zwracał uwagę na trudność z oceną stopnia społecznej szkodliwości, odnosząc się do przebiegu postępowania w I instancji. Zaczęło się ono bowiem od wniosku o dobrowolne poddanie się karze pół roku ograniczenia wolności, a zakończyło wyrokiem pół roku więzienia bez zawieszenia. Sędzia przypominał, jak zmieniało się w tym czasie stanowisko prokuratury i oskarżycieli posiłkowych co do wysokości kary.

 

Uzasadniał, że dyrektywy wymiaru kary nie dają podstaw do orzeczenia w tej sprawie więzienia bez zawieszenia. Sędzia przypominał, że mężczyzna nie był dotąd karany. Do tego sam przyznał się do znęcania nad kotami, bez czego - co mówił sędzia - wcale nie musiał zapaść wyrok skazujący w pełnym zakresie. - Nie ma powodów do tego, by wątpić, że ten człowiek zrozumiał wreszcie, że postępował źle - mówił Dariusz Gąsowski.

 

"Bardziej wychowawcza będzie praca na cel społeczny"

 

Zaznaczył przy tym, że wyrok ograniczenia wolności nie uwalnia skazanego od odpowiedzialności. - To nie jest wyrok, który on może sobie poczytać jako przyzwolenie na tego typu działalność - powiedział sędzia. Zwracał też uwagę, że choć z założenia kara więzienia bez zawieszenia jest surowsza od ograniczenia wolności, to w tym przypadku jej dolegliwość może być mniejsza. Przy takiej wysokości skazany może ją bowiem np. odbyć w warunkach domowych (w formie dozoru elektronicznego), można zabiegać o odroczenie jej wykonania, a potem warunkowe zawieszenie.

 

- Jest szereg ścieżek, które mogłyby i z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, doprowadziłyby do takiej sytuacji, że skazany nigdy do więzienia by nie trafił. Natomiast kara ograniczenia wolności niesie ze sobą bezpośrednią uciążliwość (...). Skazany będzie zobligowany odpracować, podjąć trud (...), na przestrzeni dziesięciu miesięcy zakasać rękawy i popracować na szczytny cel - dodał sędzia Gąsowski.

 

Na aspekt prewencyjny sprawy zwracała uwagę przedstawicielka Fundacji Kotkowo. Mówiła po wyroku dziennikarzom, że bardziej wychowawcza będzie praca na cel społeczny niż pobyt w "ośrodku zamkniętym na koszt państwa". Podkreślała też, że nagłośnienie procesu sprawiło, iż więcej osób uświadamia sobie prawa zwierząt, a do organizacji trafia więcej zgłoszeń dotyczących niewłaściwego traktowania zwierząt.

pgo/zdr/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze