Stefan W. posługiwał się podrobionym identyfikatorem

Polska
Stefan W. posługiwał się podrobionym identyfikatorem
Polsat News/Piotr Mirowicz
Oryginalny identyfikator dla dziennikarzy.

Przepustka dla dziennikarzy znaleziona przy Stefanie W., który śmiertelnie ranił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, była podrobiona - dowiedział się portal trójmiasto.wyborcza.pl. Znacząco różniła się układem graficznym i zamieszczonymi na niej elementami. - Firmę ochraniającą imprezę poprosiliśmy o raport z jej działań - powiedział polsatnews.pl pełnomocnik organizatora finału WOŚP.

- Łącznie zamówiono 50 plakietek z napisem "Media", 18 z nich wydano przedstawicielom mediów, a jedna została przekazana firmie ochroniarskiej jako wzorzec - wyjaśnił nam radca prawny Wawrzyniec Rybak, pełnomocnik Regionalnego Centrum Wolontariatu w Gdańsku, organizatora 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku.

 

"Na każdej było logo karuzeli"

 

Jak poinformował Rybak wszystkie plakietki - zarówno dla przedstawicieli mediów, jak i artystów - były sporządzone według tego samego logotypu.

 

- Na każdej było logo karuzeli, prostokąt i napis w kolorze tła, czyli białym. W zależności od rodzaju uprawnionej osoby, były różne kolory plakietek. Wolontariusze mieli zielone, organizator brązowe, a media niebieskie - poinformował Rybak. Każdy ze wzorców został dostarczony firmie ochroniarskiej. Na plakietce nie było danych osobowych jej posiadacza, ani zdjęcia.

 

Według doniesień trójmiasto.wyborcza.pl plakietka znaleziona przy Stefanie W. była zalaminowana. Na białym tle znajdował się niebieski napis "media" oraz loga sponsorów i organizatorów.

 

Za dystrybucję identyfikatorów odpowiadała jedna osoba. Pobierający plakietkę musiał wpisać się imiennie na wcześniej przygotowaną listę.

 

"Jeden z dziennikarzy nie miał plakietki"

 

Pełnomocnik odniósł się też do informacji pojawiających się w mediach społecznościowych, według których dziennikarze mogli dostać się pod scenę bez wcześniejszego pobrania identyfikatora. - To chyba był jeden dziennikarz, który był znany i współpracował z organizatorami. Rozmawiałem z tą osobą, która potwierdziła, że rzeczywiście nie otrzymała plakietki, ale ona wszystkich zna i angażuje się w wydarzenie od kilku lat - zapewnił Rybak.

 

Mecenas poinformował też, że żaden przedstawiciel organizatora "nie widział na żywo plakietki", którą posługiwał się Stefan W. Pytany o to, czy została ona sprawdzona przez ochronę zapewnił, że poproszono firmę o wyjaśnienia.

 

- Wystąpiliśmy pisemnie do firmy ochroniarskiej o szczegółowy raport co do okoliczności zajścia. Chcemy dowiedzieć się, w jaki sposób ta osoba mogła dostać się na scenę. Czekamy na odpowiedź - podsumował pełnomocnik.

 

WIDEO: Służba Więzienna: Stefan W. nie współpracował w procesie resocjalizacyjnym

 

 

bas/dro/ polsatnews.pl, trójmiasto.wyborcza.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze