Kowal: jeśli ktoś ginie na posterunku, wypełniając swoje obowiązki, to jest to morderstwo polityczne

Polska

- Z faktu, że ktoś jest niepoczytalny, albo był wcześniej w kryminale, nie wynika wniosek, że sytuacja nie była polityczna. Jeśli ktoś ginie na posterunku, wypełniając swoje obowiązki, jeśli morderca krzyczy, że jest to forma zemsty za wyrok jaki dostał, to ja myślę, że nie można poddawać w wątpliwość tego, że to jest morderstwo polityczne - powiedział w "Graffiti" w Polsat News dr Paweł Kowal.

Według Pawła Kowala z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w Polsce "toczy się  spór czy to była śmierć polityczna". - Jeżeli się zastanowimy to zabójca Martina Luthera Kinga, Kennedy’ego, czy wiele innych morderstw politycznych zostało dokonanych przez szaleńców - powiedział w Polsat News.

 

Pytany przez prowadzącego program Wojciecha Dąbrowskiego, kto powinien w pierwszej kolejności zrobić rachunek sumienia po tragicznym wydarzeniu, do którego doszło w niedzielę w Gdańsku, Kowal stwierdził, że "nie znajdziemy nigdy tej jednej osoby".   

 

"Działając na zasadzie kalek propagandowych, podwyższamy ryzyko"

 

- Możemy powiedzieć o zjawiskach, które napędzają nienawiść w społeczeństwie, które powodują,  że ktoś w głowie może nabrać przekonania, że wolno mu zabić. Tym zjawiskiem na pewno jest pewien typ propagandy, nad którym w Polsce przestano panować - stwierdził.

 

Jako przykład podał "organizowanie nagonek na jakieś grupy społeczne".

 

- Jeżeli się wmawia ludziom przez kilka dni, ze np. młodzi lekarze są niebezpieczni, to wiadomo, że nie ma tak, że ktoś ponosi bezpośrednią odpowiedzialność gdyby coś się stało, ale stwarza pan atmosferę, że ktoś, w bardzo dużym, skomplikowanym społeczeństwie, może z tego powodu np. zamachnąć się na lekarza - powiedział były polityk.

 

- Działając na zasadzie pewnych kalek propagandowych, podwyższamy ryzyko. I to powinni rozumieć ludzie, którzy odpowiadają za media. To nie jest kwestia tylko polityków, to jest kwestia także liderów opinii, często niepohamowanych także - dodał.

 

Pytany o to co się wydarzy po pogrzebie, gdy minie żałoba, zwrócił uwagę na dwie kluczowe sprawy.

 

- Jedna sprawa to jest umiar, druga sprawa to jest cisza. Jeśli ktoś dotychczas nie potrafił zachować umiaru, to niech sobie zrobi takie rekolekcje i niech zachowa umiar. Natomiast nie widzę powodu, by zamilczać tę śmierć, która odbyła się na oczach milionów Polaków. To jest trauma nas wszystkich - stwierdził.

 

- My jesteśmy tę dyskusję winni. Chodzi o to, żeby to się nie przerodziło we wzajemne oskarżenia. Nie o to chodzi - dodał. Natomiast "banalizowanie tej śmierci, mówienie o tym, że była ona przypadkowa, jest w tym wypadku trochę nie na miejscu".

 

Były polityk zwrócił również uwagę na fakt, że "dzisiaj traktuje się mowę nienawiści jako coś zupełnie nowego". - A dla mnie mowa nienawiści nie jest niczym nowym - stwierdził.

 

"Nie powinno chodzić o barwy partyjne"

 

Dlatego według niego ta sytuacja powinna wywołać zgodę na to, że "wracamy do tego, żeby w szkole uczyć, że słowo zabija".

 

- Mam takie marzenie żeby katecheci przeprowadzili lekcje na temat pomówienia, na temat oszczerstwa, pokazując, że ten sposób działania w sferze publicznej, jest grzechem i może prowadzić do nieszczęścia - zaproponował Kowal.

 

Według niego w całej sprawie "nie powinno chodzić o barwy partyjne". Przypomniał, że "kilka lat temu w Polsce doszło do zabójstwa politycznego w biurze poselskim tym razem innej partii (PiS- red.)".

 

- Naprawdę zapomnijmy o barwach partyjnych, zapomnijmy, że słowo polityka komuś się kojarzy z partiami, polityka to jest służba publiczna i każde uderzenie w kogoś, kto wypełnia misję publiczną, powinno boleć całą Rzeczpospolitą, a nie jakąś jedną partię - powiedział.

 

Paweł Kowal przekonywał w Polsat News, że "każda śmierć dla człowiek wierzącego ma jakiś sens, szczególnie taka śmierć, która odbywa się na oczach wszystkich".

 

- To jest tak, jakby ktoś chciał zabić tego człowieka, ale również jakby chciał nam przekazać jakiś sygnał, wystraszyć społeczeństwo, wypełnić traumą. Na to powinna być odpowiedź, że ludzie się nie dają, nie ulegają tym niskim pobudkom, że wracamy jednak do pewnej kultury dyskusji - przekonywał.

 

Były polityk stwierdził również, że dla niego "było jasne, że PiS nie wystawi swojego kandydata" w wyborach na prezydenta Gdańska, co wczoraj zapowiedział Jarosław Kaczyński.

- Nie dlatego, że nie miałby on szans. Z różnych powodów, począwszy od powodów emocjonalnych. Paweł Adamowicz kiedy żył, był w polemice z PiS, ale śmierć tu naprawdę dużo zmienia, przenosi nas w inną rzeczywistość - ocenił.

dk/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze