Zarzuty dla 28-latka zatrzymanego po pożarze w koszalińskim escape roomie

Polska

Prokuratura w Koszalinie postawiła Miłoszowi S. zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu uczennic gimnazjum, które zginęły w pożarze, do którego doszło w piątek. Zatrzymany, który jest krewnym osoby prowadzącej tę działalność, nie przyznał się do zarzutów. Grozi mu 8 lat więzienia. Prokuratura zapowiedziała wniosek o areszt.

Zatrzymany mężczyzna jest spokrewniony z osobą, która zarejestrowała działalność escape roomu, w którym doszło do tragedii - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

 

Pożar wybuchł w piątek po godz 17 w poczekalni w tzw. escape roomie przy ul. Piłsudskiego w Koszalinie. Śledczy wstępnie ustalili, ze przyczynić się do jego wybuchu mogła nieszczelność butli z gazem podłączonej do urządzenia grzewczego. Gdy pojawiły się płomienie, w pokoju zagadek za drzwiami znajdowało się pięć 15-letnich dziewczynek. Nie zdołał ich uwolnić 25-letni pracownik firmy, który z poparzeniami został przewieziony do szpitala. Śledczym udało się z nim porozmawiać w niedzielę w szpitalu. Ustalono także na podstawie przeprowadzonych sekcji, że uczennice zmarły w wyniku zaczadzenia.

 

Zakładał i organizował działalność

 

- Zatrzymanym mężczyzną jest Miłosz S., któremu w tej chwili ogłaszany jest zarzut, że w sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia tego roku - poinformował w niedzielę wieczorem Gąsiorowski.

 

- Mamy jako podstawę tego zarzutu stwierdzenie, że podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. I nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki - dodał rzecznik prokuratury.

 

Dodał, że ustalenia prokuratury wskazują na to, że zatrzymany miał orientację co do wyposażenia pomieszczeń i tego, w jaki sposób będą one zagospodarowane.

 

Adwokat: podejrzany jest na skraju załamania

 

Obrońcy Miłosza S. Wiesław Breliński i Wojciech Janus poinformowali, że podejrzany odmówił składania wyjaśnień. Dodali także, że jest zrozpaczony tym, co się stało i nie przyznaje się do zarzutu.

 

- Nie złożył wyjaśnień z uwagi na to, że nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru, który na niego spadł. To powoduje sytuację taką, że nie był w stanie odnieść się do niczego, co jest podstawą stawianego mu zarzutu. Złożył jednak kondolencje rodzinom ofiar - powiedział adwokat Breliński.

 

Dodał, że mężczyzna "jest na skraju załamania psychicznego w związku z tym, co się stało". - On chce składać wyjaśnienia, tylko dajmy mu szansę - powiedział mec. Breliński.

 

Według prawnika najprawdopodobniej w poniedziałek w płynie do sądu wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie podejrzanego. Rzecznik prokuratury poinformował, że jeszcze w niedzielę prokuratura złoży do Sądu Rejonowego w Koszalinie wniosek o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec podejrzanego

 

Właścicielka budynku tylko go wynajmowała

 

Nieoficjalnie 28-latek, mieszkaniec Wielkopolski, to wnuk kobiety, która przy ul. Piłsudskiego 88 zarejestrowała działalność gospodarczą i prowadziła escape room w wynajętym budynku.

 

Tę kobietę prokuratura przesłuchała w sobotę. Gąsiorowski poinformował, że "nie usłyszała zarzutów, została przesłuchana w charakterze świadka".

 

Przyznała, że gdy rozpoczęła starania o zarejestrowanie działalności gospodarczej, "krewny w tym jej bardzo pomagał".

 

Stwierdziła, że w prowadzeniu działalności pomagały jej inne osoby z rodziny oraz pracownik, "ten poparzony mężczyzna, który w dniu zdarzenia był na miejscu".

 

Prokuratura przesłuchała też właścicielkę budynku.

 

- Jeszcze raz zaznaczam, że w toku tego przesłuchania ustalono ponownie, iż pani właścicielka budynku nie była tą osobą, która prowadziła działalność escape roomu. Ona tylko - mając budynek - po prostu wynajęła go - stwierdził.

 

 

Śledczy zabezpieczyli materiał dowodowy 

 

- Polska policja pod nadzorem prokuratury zrobi wszystko, aby bardzo szczegółowo i wnikliwie wyjaśnić przebieg tego zdarzenia, a także ustalić odpowiedzialność osób, które ponoszą winę za to, co się stało - zadeklarował komendant główny Policji gen. insp. Jarosław Szymczyk.

 

Jak dodał, w tym celu bezpośrednio po zakończeniu działań gaśniczych przez strażaków "na miejsce została skierowana ekipa policyjna najlepszych fachowców, ekspertów z laboratorium kryminalistycznego, a także ściągnięci na miejsce biegli, którzy przez długie godziny prowadzili oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczając ślady i materiał dowodowy".

 

Czynności te - jak mówił - zostały zakończone w sobotę w godzinach popołudniowych. Szymczyk doprecyzował, że śledczy zabezpieczyli m.in. elementy ogrzewania budynku i monitoringu.

 

Szymczyk poinformował ponadto, że koszalińska prokuratura wszczęła postępowanie przygotowawcze w tej sprawie i część czynności w ramach tego postępowania została zlecona do realizacji Komendzie Wojewódzkiej w Szczecinie.

 

- Tutaj również gwarantuję, że najbardziej doświadczeni funkcjonariusze pionów operacyjnych i dochodzeniowo-śledczych będą te czynności w dalszych dniach i tygodniach realizować - zapewnił.

 

 

paw/hlk/ PAP, Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze