Ratownicy TOPR w internecie zbierają pieniądze na sprzęt, który ma pomóc ratować ludzi w górach

Polska

Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zbierają pieniądze na nowy sprzęt do ratowania życia. Chodzi m.in. o bardzo lekki defibrylator, który można zabrać w plecaku na miejsce wypadku, gdy pogoda nie pozwala na przelot śmigłowca. Pieniędzy na zakup nie ma i dlatego powstała zrzutka w internecie.

Ratownicy TOPR idąc na akcję zabierają ze sobą między innymi defibrylator, butle z tlenem czy nosze do transportu poszkodowanych. Ten specjalistyczny sprzęt sporo waży.

 

30 kilogramów na plecach ratownika

 

- Na każdego ratownika potrafi przypaść 20-30 kg - powiedział Polsat News Robert Kidoń, prezes Fundacji TOPR, która prowadzi zbiórkę.

 

Jak dużo sprzętu wykorzystują ratownicy, widać na zdjęciach z akcji, która miała miejsce 15 listopada na szlaku do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Na szlaku prowadzącym wzdłuż wodospadu Siklawa turysta spadł ze ścieżki. Jego towarzysze widzieli światło latarki, ale nie byli w stanie udzielić pomocy. "Wyprawa była prowadzona w ciężkich warunkach. Wzięło w niej udział 16 ratowników. Ostatni z nich na centralę wrócili po godzinie 5" - napisano na profilu TOPR na Facebooku. 

 

Obrażenia były poważne. Akcja trwała niemal całą noc, a transport rannego był bardzo trudny. Na drodze asfaltowej został przekazany załodze karetki pogotowia ratunkowego.

 

- Standardowy defibrylator waży około 9 kg, a ten, który chcemy zakupić, waży około 3 kg - poinformował Robert Kidoń, prezes Fundacji TOPR. Taki sprzęt jest także mniej wrażliwy na zimno.

 

Ratownicy TOPR potrzebują także przenośnego podgrzewacza płynów. Pogotowie ma teraz tylko stacjonarny.

 

- W podgrzewaczu ogrzewają się leki - powiedział reporterce Polsat News Rafał Kot, ratownik TOPR. - Ale nie mamy szansy ich podgrzewać, gdy trzeba transportować poszkodowanego z daleka - dodał.

 

Trzeba zebrać 250 tys. zł do końca roku

 

Do ratowania turystów i taterników potrzebne są też większe nosze i aparat usg. To wszystko kosztuje - dlatego TOPR-owcy chcą uzbierać aż 250 tysięcy złotych. W tym celu jeden z nich licytuje wyprawę taternicką na Mnicha w Morskim Oku.

 

- Na facebookowej stronie Tatromaniaka jest licytacja: wejście na Mnicha w moim towarzystwie. Cena wywoławcza wynosi 1000 zł - powiedział ratownik tatrzański i jednocześnie międzynarodowy przewodnik wysokogórski.

 

Nowy sprzęt, to z jednej strony wygoda dla ratowników, a z drugiej jeszcze lepsza pomoc poszkodowanym.

 

- Wielu nie przeżyłoby w górach bez takiego sprzętu - powiedział Polsat News Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

 

Zbiórka pieniędzy trwa do końca roku.

hlk/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze