Rosja objęła sankcjami wysokich rangą przedstawicieli Ukrainy i 68 firm

Świat
Rosja objęła sankcjami wysokich rangą przedstawicieli Ukrainy i 68 firm
Pixabay.com/

Rosja wprowadziła sankcje wobec 322 obywateli Ukrainy - w tym ministrów, deputowanych i sędziów - oraz wobec 68 ukraińskich podmiotów prawnych. Restrykcje przewidują blokowanie aktywów na terytorium Rosji i zakaz wywozu kapitału z Rosji na Ukrainę.

 

Decyzja podpisana przez premiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa i datowana na 1 listopada opublikowana została w czwartek na stronie internetowej rządu Rosji.

 

Moskwa podejmuje te kroki w celu "przeciwdziałania nieprzyjaznym działaniom ze strony Ukrainy wobec rosyjskich obywateli i podmiotów prawnych" - głosi dokument.

 

Sankcje przewidują zablokowanie znajdujących się na terenie Rosji aktywów - rachunków bankowych, papierów wartościowych i majątku - należących do osób z "czarnej listy". Zabroniono im również wywozu kapitału z Rosji na Ukrainę.

 

Wśród 322 osób objętych sankcjami jest szef MSW Ukrainy Arsen Awakow i jego doradca Anton Heraszczenko, minister obrony Stepan Połtorak, szef sztabu sił zbrojnych Wiktor Mużenko, prokurator generalny Jurij Łucenko, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Ołeksandr Turczynow, szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Wasyl Hrycak.

 

Restrykcjami objęto także komendanta głównego policji Ukrainy Serhija Kniazewa i jego zastępcę Wiaczesława Abroskina.

 

Na "czarnej liście" znaleźli się także byli premierzy Ukrainy: Arsenij Jaceniuk i Julia Tymoszenko; przewodniczący ukraińskiego parlamentu (Rady Najwyższej) Andrij Parubij i wiceprzewodnicząca Rady Iryna Heraszczenko.

 

"Czarna lista"

 

Sankcjami objęty został też syn prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki - Ołeksij oraz szef administracji (kancelarii) Poroszenki Ihor Rajnin.

Restrykcje dotyczą także jednego z przywódców Tatarów krymskich Mustafy Dżemilewa i ambasadora Ukrainy w USA Wałerija Czałyja.

 

Wśród przedstawicieli władz, których nazwiska Rosja umieściła na swej "czarnej liście" są także: sędziowie Sądu Konstytucyjnego Ukrainy, deputowani parlamentu, urzędnicy organów władzy wykonawczej.

 

Sankcjami objęci zostali także przedsiębiorcy i szefowie dużych koncernów, w tym szef Naftohazu Andrij Kobolew i biznesmeni: Wiktor Pinczuk i Hennadij Boholubow. Media ukraińskie zwracają uwagę, że nie ma na tej liście dwóch oligarchów: Ihora Kołomojskiego i Rinata Achmetowa.

 

Wśród 68 podmiotów prawnych, których dotyczą rosyjskie restrykcje, są największe ukraińskie zakłady chemiczne Dniproazot, jedna z największych grup handlowo-przemysłowych Fozzy Group, producent samochodów ciężarowych AwtoKrAz, jedno z największych przedsiębiorstw rolniczych - Państwowa Korporacja Spożywczo-Zbożowa, a także grupa medialna StarLightMedia, która jest właścicielką kanałów telewizyjnych ICTV i STB.

 

Dekret przewidujący wprowadzenie "specjalnych środków ekonomicznych" wobec Ukrainy w odpowiedzi na jej "nieprzyjazne działania" podpisał 22 października prezydent Władimir Putin. Zapowiedziano następnie, że rząd Rosji przygotuje wykaz osób i podmiotów, których będą dotyczyć te sankcje.

 

Ukraina wprowadziła sankcje wobec przedstawicieli Rosji w 2014 roku, krótko po dokonanej przez Rosję aneksji Krymu. Później kilkakrotnie rozszerzała te sankcje. Obecnie na ukraińskiej "czarnej liście" jest 1748 osób fizycznych i 756 podmiotów prawnych z Rosji.

 

"Zaszczytna lista" 

 

Z pierwszych reakcji osób na Ukrainie objętych wprowadzonymi w czwartek sankcjami Rosji wynika, że sankcje ich nie martwią. Tak zadeklarowała np. była premier Ukrainy Julia Tymoszenko. Wiele osób uznało fakt trafienia na "czarną listę" za zaszczyt.

 

- Szczerze mówiąc, sankcje Kremla mało mnie martwią - oświadczyła Tymoszenko na swoim profilu na Facebooku.

 

Zaznaczyła, że żadnego jej biznesu w Rosji "nie ma i być nie może".

 

Zauważyła przy tym, że w spisie firm objętych sankcjami nie ma, należącej do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki firmy Roshen, która jest jednym z największych producentów słodyczy na świecie.

 

Roshen - firma należąca do prezydenta Ukrainy - poza listą 

 

W Rosji Roshen posiadał fabrykę słodyczy w Lipiecku oraz magazyny i dom handlowy, który zajmował się sprzedażą. W czerwcu 2017 roku Roshen oświadczył, że całkowicie wstrzymał produkcję i sprzedaż swoich słodyczy w Rosji. Wcześniej mienie koncernu zostało aresztowane przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.

 

Niektóre inne osoby uznały objęcie ich sankcjami za zaszczyt.

 

Tak powiedział agencji Interfax-Ukraina minister infrastruktury Wołodymyr Omelan.

 

- Zmartwiłbym się, gdybym nie trafił na listę sankcyjną Federacji Rosyjskiej. Bycie przyjacielem Rosji jest dla Ukraińca hańbą, dlatego dziękuję władzom Rosji za to, że wpisując mnie na listę sankcyjną, same uznały mnie i wielu moich kolegów z ukraińskiego rządu za ludzi bardzo proukraińskich i proeuropejskich - podkreślił.

 

"Miło znaleźć się na tej liście" - Heraszczenko

 

Również wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Ukrainy Iryna Heraszczenko oznajmiła na Facebooku, że po pierwsze już od dawna nie ma prawa wjazdu do Rosji, a po drugie jest jej "miło znaleźć się na jednej liście z innymi uczciwymi (przeważnie) ludźmi".

 

Dodała, że politycy, którzy nie trafili na listę, powinni się zastanowić, co robią w ukraińskiej polityce.

 

Oceniła ponadto, że ukraiński biznes przetrwa te sankcje, gdyż - jej zdaniem - "nie ma w nich nic nowego, wszystkim tym firmom i tak już dawno zamknięto drogę na rynek rosyjski i co jeszcze podlejsze - zablokowano im tranzyt do krajów trzecich, takich jak Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan".

 

Minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow powiedział natomiast, że rosyjskie sankcje nie mają wpływu ani na objęte nimi osoby i podmioty, ani na miliony obywateli Ukrainy.

 

- Prezydent Rosji Władimir Putin się pomylił. Nas nie jest 322, my - to miliony Ukraińców, których nie można pokonać ani sankcjami, ani sprawami karnymi - przekonywał w rozmowie z agencją Interfax-Ukraina.

 

Prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko oświadczył, że nie przypisywałby znaczenia liście sankcyjnej.

 

- Myślę, że nie jest ona warta tego, by poważnie nad nią dyskutować na Ukrainie. Jesteśmy na swojej ziemi, mamy swoje prawo i swoje sprawy. A co myśli na ten temat kremlowska klika, w najmniejszym stopniu mnie nie interesuje - dodał.

 

maw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze