"Układ radomski PiS" z korupcją w tle. Suski: to stek bzdur

Polska
"Układ radomski PiS" z korupcją w tle. Suski: to stek bzdur
cba.gov.pl/Zdj. ilustracyjne

"Centralne Biuro Antykorupcyjne miało materiał do postawienia zarzutów korupcyjnych dwóm posłom PiS z Radomia. Po zmianie władzy sprawę wobec nich wyciszono" - wynika z ustaleń Radia ZET i "Gazety Wyborczej”. Lokalni politycy PiS Andrzej Kosztowniak i Marek Suski mieli zapewnić Jarosława Kaczyńskiego, że są niewinni. - To atak i próba podważenia wiarygodności PiS - mówi o publikacji Suski.

Według dziennikarzy, którzy dotarli do materiałów operacyjnych CBA, od 2013 roku biuro "rozpracowywało układ korupcyjny działający wśród czołowych samorządowców PiS w Radomiu".  Operacja CBA pod kryptonimem Pierwszak była prowadzona na szeroką skalę.

 

W materiałach biura padają m.in. nazwiska Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS i wieloletniego prezydenta Radomia, Igora M., byłego wiceprezydenta miasta oraz Krzysztofa S., ówczesnego, a teraz już byłego posła PiS.  Ze względu na powagę sprawę miał zainteresować się nią prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zażądał ponoć poświadczenia notarialnego od Kosztowniaka i Suskiego, że nie brali łapówek.

 

Łapówki w gotówce i nieruchomościach

 

Radomskich samorządowców miał korumpować Roman S., którego firmy były jednym z głównych wykonawców prowadzonych w Radomiu i województwie mazowieckim robót budowlanych, zlecanych m.in. przez miejscowy urząd miasta. 

 

Dziennikarze twierdzą, że dysponują poufnym materiałem, w którym CBA wylicza przykłady korupcji. Mają to być m.in. przetargi na inwestycje przy rozbudowie Fabryki Broni "Łucznik", rozbudowa i modernizacja Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej, budowa Mazowieckiego Centrum Medycznego, roboty budowlane przy Centrum Onkologii Ziemi Radomskiej. Łapówki, które mieli przyjmować urzędnicy, miały być były wręczane w gotówce, ale także w postaci nieruchomości. 

 

Do lutego 2016 roku CBA przygotowało materiał do prokuratury, a pierwsze zatrzymania planowane były na wiosnę. Sprawa jednak ucichła. Funkcjonariusz kierujący całą operacją miał zostać odsunięty. Według CBA "nabył prawa emerytalne i w maju 2017 skorzystał z nich". Zarzuty usłyszała tylko jedna osoba - były wiceprezydent Igor M. Wraz z nim przed sądem staną cztery inne osoby - urzędnicy niższego szczebla i jeden przedsiębiorca.

 

"Kłamliwy atak"

 

Dziennikarze kontaktowali się z odsuniętym funkcjonariuszem, ale ten nie chciał rozmawiać. Nie udało im się także skontaktować z Krzysztofem S.

 

- Zarzuty "Gazety Wyborczej" w sprawie łapówek w Radomiu są stekiem bzdur, ukazują jednak skalę inwigilacji opozycji przez rządzącą od 2007 do 2015 r. Platformę Obywatelską - komentuje publikacje szef gabinetu premiera Marek Suski. Jak przekonuje, to "atak", który jest próbą podważenia wiarygodności PiS.

 

- Od dawna wiedziałem, że media nieprzychylne PiS inspirowane przez nieprzychylnych nam polityków szykują kłamliwy atak na mnie i moich współpracowników - dodał.

 

Z kolei Kosztowniak twierdzi, że nic nie wie o operacji CBA. O spotkaniu z Kaczyńskim nie chce mówić, ale nie zaprzecza, że miało miejsce. W oświadczeniu rozesłanym mediom Kosztowniak napisał, że w życiu prywatnym i zawodowym kieruje się uczciwością, rzetelnością i prawem.

 

- Dzisiejsze medialne doniesienia "Gazety Wyborczej" na mój temat to zlepek kłamstw i pomówień - oświadczył b. prezydent Radomia.

 

Zapowiedział, że będzie bronił swojego dobrego imienia przed sądem. - Ci, którzy mnie oczerniają, już wiele razy musieli przepraszać. Ten materiał jest elementem brudnej kampanii wyborczej i ma jeden cel: oczernić mnie i moich kolegów z PiS - podkreślił poseł PiS.

 

Radio Zet, "Gazeta Wyborcza", PAP

mos/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze