Włoskie konsorcjum musi rozebrać dwa wiadukty pod Częstochową. Jakość betonu nie spełnia norm

Polska

Chodzi o wiadukty na budowanym odcinku autostrady A1 pomiędzy Pyrzowicami a Częstochową. Włoskie konsorcjum, które je postawiło miało - według GDDKiA - użyć niskiej jakości betonu. - Podjęliśmy decyzję na podstawie badań laboratoriów GDDKiA, które są certyfikowane, że budowane wiadukty nie spełniają norm jakościowych i muszą zostać rozebrane - powiedział Polsat News Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA.

Wykonawcą wiaduktów jest włoskie konsorcjum Salini Polska, Salini Impregilo i Todini Costruzioni. - Obecnie wykonawca nie dostarczył nam żadnych dowodów, że wykonane wiadukty spełniały normy - powiedział Jan Krynicki.

 

Dlatego GDDKiA przeprowadziła badania próbek betonu w swoich laboratoriach. Zakwestionowana została jakość betonu użytego do konstrukcji dwóch obiektów: WD-361 i WD-362. Przeprowadzone badania wykazały brak spełnienia projektowanej klasy betonu w zakresie parametru wytrzymałości na ściskanie.

 

Czekają na harmonogram rozbiórki

 

- Nie da się tego naprawić, dlatego zleciliśmy wykonawcy wybudowanie wiaduktów od nowa - powiedział Krynicki.

 

GDDKiA oczekuje teraz od Włochów harmonogramu prac związanych z rozbiórką i odbudową wiaduktów. - Robimy wszystko, aby cały ciąg autostrady A1 w woj. śląskim został oddany do użytku jak najszybciej - dodał Krynicki.

 

Odcinek "F" autostrady A1, który przebiega przez teren powiatów częstochowskiego i kłobuckiego, według planów, ma zostać zakończony w trzecim kwartale 2019 roku. Liczy ok. 20 km i powstaje w technologii betonu cementowego. Droga ma mieć dwie jezdnie z dwoma pasami ruchu i rezerwą na trzeci pas.

Na trasie mają powstać trzy węzły drogowe: Rząsawa, Lgota (Częstochowa Jasna Góra) oraz Blachownia i 4 miejsca obsługi podróżnych.

Wykonawca ma do wybudowania w sumie 26 obiektów inżynierskich.

 

Wiadukt runął na autostradzie w Genui

 

O tym, jak ważne jest prawidłowe wykonanie konstrukcji budowlanych, najlepiej świadczy katastrofa wiaduktu na autostradzie w Genui na północy Włoch. We wtorek z wysokości kilkudziesięciu metrów runął środkowy, długi odcinek drogi, pociągając za sobą około 30 samochodów i trzy ciężarówki. Wiele z tych pojazdów zostało doszczętnie zmiażdżonych. Najnowszy bilans ofiar mówi o 39 zabitych, ale liczba ta może wzrosnąć.

 

Odpowiedzialnością za tragedię wicepremierzy Matteo Salvini i Luigi Di Maio oraz minister infrastruktury i transportu Danilo Toninelli obarczyli firmę Autostrade per l'Italia. Spółka jest koncesjonariuszem wielu odcinków autostrad we Włoszech, również tej przechodzącej w pobliżu Genui.

 

Kierownictwo firmy podkreśla, że ekipy techniczne powołane do oceny stanu konserwacji wiaduktu i skuteczności systemów kontroli współpracowały z "czołowymi na świecie" przedsiębiorstwami i instytutami, zajmującymi się testowaniem i inspekcją, opartą na "najwyższych standardach międzynarodowych". Jak wyjaśniono, zgodnie z obowiązującymi przepisami, kontrole były prowadzone co trzy miesiące.

 

Wyniki kontroli przeprowadzonych - jak wskazano - przez "cieszące się autorytetem podmioty zagraniczne zawsze przekazywały pionowi technicznemu zapewnienia dotyczące dobrego stanu infrastruktury".

 

Wiadukt, który runął we wtorek został wybudowany w 1967 roku. We Włoszech od lat trwała dyskusja na temat jego wytrzymałości. Wątpliwości ekspertów budzi sposób jego wykonania. 

 

- Konstrukcja mostu jest dość ciekawa, bo to jest most podwieszony, natomiast zazwyczaj ten pomost jest podwieszony do podpór za pomocą lin stalowych, cięgien stalowych. To jest jedno z niewielu rozwiązań na świecie, gdzie cięgna są zrobione z żelbetu (który jest mniej wytrzymały - red.) i są sprężone - wyjaśniał profesor Janusz Rymsza, dyrektor Instytutu Badawczego Dróg i Mostów, gość programu "Wydarzenia i Opinie".


Przyznał, że innego rozwiązania takiej konstrukcji na świecie nie zna.  

 

Polsat News, polsatnews.pl, rynekinfrastruktury.pl

paw/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze